środa, 27 grudnia 2017

Matrix cz. 4 Akceptacja

Pamiętasz film Matrix? Pewnie tak, a pamiętasz walkę Neo ze Smithem? Pewnie pamiętasz, bo było ich trochę. A pamiętasz jak z każdej dziury, drzwi, okna z każdego zakamarka wyłaziło więcej i więcej agentów? Im Neo był bardziej w walce zawzięty, tym więcej ich było.

A pamiętasz kiedy agenci przestali wyłazić? 

Umówmy się, że Agent Smith to Twoja dręcząca cię myśl/sprawa. Im bardziej o niej myślisz, im bardziej w swojej wewnętrznej rozmowie zażarty jesteś, tym bardziej rozbudowana myśl się staje. Momentami dochodzi do tego, że kręcisz już w swojej głowie siódmy sezon serialu. 

W drugą stronę też nie jest lepiej, bo im bardziej starasz się ją uspokoić, tym więcej pochodnych jej jest. Płynie do ciebie fala niezliczonych wersji wydarzeń, które włażą do ciebie każdą dziurą, każdym zakamarkiem i w dzień i w nocy.

Zatem jakie rozwiązanie jest? Kiedy agenci przestali wychodzić?

Kiedy Neo się poddał, kiedy opuścił ręce, kiedy zaakceptował sytuację. Wówczas wróg przestał istnieć, więc i walka przestała mieć sens.

Tak i ty poddaj się, opuść ręce, zaakceptuj sytuację jaka by nie była, zaakceptuj myśl jaka by nie była, ona jest tylko wówczas straszna, gdy potwora z niej robisz.

Skończ z walką, bowiem każda walka skazana jest na porażkę.

Z dziecięcą wręcz naiwnością, pędź w piękną przygodę - życiem zwaną - i obserwuj, cóż się wydarzy?

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 20 grudnia 2017

Historia Szymona

Kochani dzisiaj nie mój wpis, a cudownej istoty o imieniu Szymon, który odkrywa siebie i dzisiaj dzieli się z Wami bajką wziętą ze swojego życia.

Zapraszam....

"Strach – cichy zabójca marzeń.

Towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Jest jednym z najmocniejszych uczuć jakie mamy. Kiedyś alarmował przed niebezpieczeństwem. Używali go (i w sumie nadal używają) go czasem rodzice, gdy chcą uspokoić rozbrykane dzieci. 

Strach jest dla nas uczuciem tak zwyczajnym jak miłość czy zaufanie, a jednocześnie równie destruktywnym jak nienawiść czy zazdrość. 

W czasach prehistorycznych baliśmy się dzikich zwierząt, w czasach średniowiecznych – wiedźm i spalenia na stosie. W XXI wieku wydaje się że strach przybrał znacznie bardziej subtelną formę. 

Oczywiście katastrofy, terroryzm, możliwości wojny są przerażające ale jednocześnie wydają się bardzo odległe. Zwykle najbardziej boimy się rzeczy które mogą mieć bezpośredni wpływ na nasze życie. Mówię tu o karierze, związkach, relacjach z ludźmi których spotykamy na swojej drodze.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to jest że w czasach powszechnego dostępu do informacji, internetu, poradników wszelkiego rodzaju dalej jest tak, że często nie jesteśmy w stanie zdobyć tego czego pragniemy, lub nie umiemy zmienić obecnej sytuacji. I to nie dlatego, że z „technicznego” punktu widzenia nie potrafimy, ale w wielu przypadkach dlatego, że w ogóle nie zaczynamy działać. 

Oczywiście, uwielbiamy narzekać na lewo i prawo na swoją prace lub dzielić z innymi o tym jak nasz partner przestał już nas nawet zauważać, ale jednocześnie nic z tym nie robimy. Henry David Thorou napisał kiedyś, że „większość ludzi żyje w cichej rozpaczy”. 

Ciężko się z tym nie zgodzić ponieważ żyjemy w czasach w których znacznie łatwiej idzie nam przyznać się do lenistwa niż do strachu. Nachodzi oczywiste pytanie: czego się boimy? 

Oczywiście konsekwencji naszych decyzji oraz zmian które one wniosą. Jesteśmy bowiem tak przedziwnie skonstruowani, że łatwiej nam założyć całą gamę pesymistycznych scenariuszy, że  w sumie lepiej się nie wychylać, bo przyszłość może być znacznie gorsza od tego to co mamy obecnie.

Co zrobić gdy jednak tych zmian chcemy? Boimy się, ale jednak nasza obecna sytuacja przeszkadza nam tak bardzo, że po prostu musimy coś z tym zrobić. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że mamy tyle szans ile odwagi i trudno się z tym nie zgodzić. 

Największym problemem wydaje się ten pierwszy krok. Ale jak go zrobić? Pozwól, że coś Ci opowiem...

Bajka o Osiołku

Dawno temu na starej farmie urodziło się małe źrebię. Jego prawdziwa mama niestety zmarła przy porodzie, a z racji że nie miał nikogo Pan Osioł i Pani Oślica postanowili go przygarnąć. Osiołek kochał swoich rodziców, ale czuł że jest trochę inny od nich. Miał dłuższe kopyta i był znacznie bardziej pokraczny od swoich rówieśników. 

Pani Oślica bardzo kochała Osiołka, opiekowała się nim jak mogła najlepiej i zawsze powtarzała, by był ostrożny, bo nie chciała by sobie zrobił krzywdę. 

Pan Osioł trochę się wstydził syna – łamagi i często krytykował jego wygląd i brak upartości która (jak wiadomo) jest cechą każdego szanującego się osła. Inne osiołki też często mu dokuczały, a nawet podgryzały, bo uważały go za klasowe popychadło. 

Osiołek czuł się bardzo osamotniony, ale że kochał rodziców i chciał, by byli z niego dumni, dlatego też całe po południa spędzał w książkach ucząc się jak być upartym. W szkole okazało się, że nauka się opłacała, bo Ośli nauczyciele zaczęli doceniać jego starania. 

Gdy przyszły wymarzone wakacje Mama Osiołka i Tata Osiołka w nagrodę zabrali go na pobliską farmę. Była to wielka nowoczesna farma z ogromna ilością zwierząt. Były tam kury, gęsi kaczki, krowy, kozy i wiele, wiele innych. Jedna grupa przykuła jednak uwagę Osiołka. 

Za wysokim ogrodzeniem na pięknej polanie pasło się stado koni. Ale jakież to były konie! Wielkie, umięśnione, a jednoczenie smukłe i gibkie. Przechodziły z truchtu w galop i z galopu w cwał tak szybko i z taką gracją, której Osiołek nigdy nie widział na oczy. Rodzice osiołka zobaczyli jego podekscytowanie, ale bardzo szybko wytłumaczyli mu, że to nie jest i nigdy nie będzie towarzystwo dla niego. Że on jest tylko małym, głupiutkim osiołkiem, a to są Konie Królewskie. No i oczywiście żeby przestał zawracać sobie głowę bzdurami, bo są ważniejsze rzeczy na świecie niż irracjonalne marzenia. 

Po powrocie z wakacji Osiołek cały czas myślał o koniach, które widział i podświadomie czół, że coś go do nich ciągnie. Nie mógł wytłumaczyć co, ale pragnienie nie odstępowało go ani na krok, aż do końca szkoły. Rodzice Osiołka byli bardzo dumni z synka. Nie było dla niech problemem, że już kompletnie nie przypominał osła oraz nie zachowywał się jak standardowy osioł. Ważne było to, że nauka zaprocentowała i był we wszystkim tak uparty, że chcąc nie chcąc Ośli Dyrektor musiał mu przyznać tytuł Osła Roku. 

Rodzice Osiołka mieli nadzieje, że teraz ich zdolny synek znajdzie sobie jakąś bezpieczną i stabilną prace na farmie, miłą i spokojną oślice, założy rodzinę i rozpocznie samodzielne życie. Osiołek jednak miał inne plany. Od długiego czasu bowiem podkradał się ukradkiem na pobliską farmę, by móc podziwiać Królewskie Konie. Któregoś dnia gdy tak stał i marzył jeden koń ze stada podszedł do niego i zapytał? „A ty? Czemu tu tak stoisz?” „No bo ja... marze by być taki jak wy” wypalił Osiołek. „A widziałeś się kiedyś w lustrze? Odpowiedział z przekąsem koń i odszedł powoli kiwając łbem z niedowierzaniem. 

Osiołek pobiegł do najbliższej rzeki i po raz pierwszy uważnie przyglądnął się odbiciu w tafli wody. Po raz pierwszy w życiu nie zobaczył osła, a pięknego, dorodnego Ogiera. Na początku poczuł ogromną złość na rodziców, którzy przez całe życie wmawiali mu, że jest tylko małym osiołkiem i nie warto jest marzyć o rzeczach których oni sami nigdy nie osiągnęli i nigdy już nie osiągną. 

Potem jednak uspokoił się i uświadomił, że Mama Oślica i Tata Osioł dali mu wszystko co potrafili i co uważali będzie najlepsze dla niego. Zrozumiał też, że to, że oni są inni nie zmieni wcale jego uczuć, ale to było jego życie i miał prawo zdecydować jak je chce przeżyć. Nasz „Osiołek” doskonale już wiedział czego pragnął. Należało jedynie pokonać ogrodzenie. 

Pewnego dnia postanowił spróbować. Nie wiedział czy jest gotowy, ale przygotowywał się do tego skoku bardzo, bardzo długo. Gdy stał na polanie nie czuł już strachu, a raczej podniecenie przed tym co nastąpi. Był spokojny i jednocześnie bardzo skupiony. Zaczął powolny stęp, po nim nastąpił kłus, potem galop i cwał. Konik biegł tak szybko jak nigdy dotąd. Gdy ogrodzenie było wystarczająco blisko wybił się i skoczył....

Zastanawiasz się pewnie teraz jak się kończy ta bajka. Bardzo chciałbym ci powiedzieć, że konik przeskoczył i jest teraz wśród swoich. Problem jest taki, że nie mam zielonego pojęcia jak to wszystko się kończy. Ty musisz wybrać w co chcesz uwierzyć. Nikt tego przecież za ciebie nie zrobi. Tak jak w życiu. Ja wybieram wiarę, że konikowi udało się spełnić marzenia i jest teraz bardzo szczęśliwy. 

Jest jeden problem z przezwyciężeniem strachu. Nawet jeśli zaczniesz działać nikt, absolutne nikt nie może zagwarantować Ci powodzenia. Ja też nie mogę. Pamiętaj jednak, że w naszym życiu są rzeczy które opłaca się robić i które warto. Nie zawsze rzeczy które warto robić będą się opłacać (i nie zawsze te które się opłacają warto robić). 

Czy warto jednak walczyć o swoje marzenia. Absolutnie tak, ponieważ wtedy każdego dnia możesz spojrzeć na siebie w lustrze z dumą i wiedzieć, że robisz wszystko, by je zrealizować. Tym bardziej, że nie walczymy tylko dla siebie. Walczymy też dla naszych dzieci  (nawet tych przyszłych), by nie musiały borykać się ze strachem, z którym my się borykamy. By z wiarą i nadzieją parzyły w przyszłość.
 
Puk, Puk
Kto tam?
Strach
(Otwiera odwaga)
Strach uciekł.




ps. Życie jest drogą i tak naprawę tylko od ciebie zależy, czy to będzie droga przez mękę czy może piękna przygoda, jedyna w swoim rodzaju. Pamiętaj też, że zwykle tylko jedna decyzja dzieli cię od zmian, o których nawet ci się nie śniło.... Na co więc czekasz?"

Szymon



Dzięki wielkie za czytanie

środa, 13 grudnia 2017

Biały pokój dla wszystkich

Uwielbiam ćwiczenie "biały pokój". Jestem po prostu jego fanką. Uważam, że jest to genialne ćwiczenie dla wszystkich niezależnie od płci, wyznania czy wiary. Dzięki temu ćwiczeniu możesz oczyścić przeszłość jak i na bieżąco rozwiązywać każdą trudność.

Polega ono na tym że: wyobrażasz sobie biały pokój, taki cały biały bez okien i ozdobników. W białym pokoju wyobrażasz sobie biały fotel lub krzesło, na którym siadasz. Przed sobą wyobrażasz sobie drugi biały fotel lub krzesło, na którym sadzasz kogoś do kogo masz żal, pretensje, sprawę, którą potrzebujesz z nim wyjaśnić.

Gościem może być każdy, ale uwaga: przede wszystkim możesz być nim ty sam. W tym celu sadzasz siebie przed sobą i gdy już ty/gość siedzi, zaczynasz mówić wszystko to, co leży Ci na wątrobie.

Rozmawiasz tak długo, aż ty/gość pogodzony z tobą, opuści biały pokój. To bardzo ważne, by zakończyć cały proces właśnie w ten sposób: gość pogodzony wychodzi, a ty zostajesz.

Z ta samą osobą możesz prowadzić rozmowy wielokrotnie, zapraszasz go po prostu do pokoju kiedy tylko masz potrzebę.

Ćwiczenie jest na tyle proste, że zachęcam cię, byś stosował je tak często jak tylko będziesz tego potrzebował, nawet podczas zwykłych codziennych czynności, a moją zachętę poprę argumentami.

Po pierwsze, gdy spotyka cię coś, co wywołuje twój nazwijmy to - spadek formy, to twoja głowa zaczyna szaleć i tworzy niezliczone wersje danej sytuacji, więc zaczynasz gadać do siebie i trwa to czasami godzinami, czasami dniami, a czasami trzyma cię latami.

I w tym momencie idealnym rozwiązaniem jest biały pokój. Podczas wewnętrznej rozmowy ze sobą lub z kimś szybciutko - jak byś jakimś transformersem był lub innym iron menem - wyobrażasz sobie jak obudowuje cię biały pokój. Wyobrażasz sobie jak siedzisz w białym fotelu, a przed tobą siedzi gość. I nic nie zmieniasz dalej rozmawiasz, krzyczysz, tłumaczysz, płaczesz, złościsz się obserwując jednocześnie osobę na przeciwko. Może coś ci powie, może usłyszysz, że też go zraniłeś, może coś ci wytłumaczy, może będzie krzyczał, a może będzie tylko siedzieć i słuchać.

Pozostajesz w ćwiczeniu tak długo, aż wybaczysz sobie i drugiej istocie, i gość pogodzony z tobą wyjdzie z pokoju.

Po drugie, pokój jest zamkniętą przestrzenią i nic z niego się nie wydostaje na zewnątrz. Nie obciążasz nikogo swoimi problemami. Każdy najbardziej negatywny ładunek zostaje w środku. To bardzo ważne z uwagi na proces energetyczny, bo co posiejesz to pozbierasz i właśnie z tego powodu - jest po trzecie - ćwiczenie kończy się zgodą, zrozumieniem, spokojem, wybaczeniem.

Podsumowując: w białym pokoju wygadujesz się do spodu, wyrzucasz emocje, twój umysł zostaje
pozbawiony jakichkolwiek punktów zapalnych w danym temacie - bo jeżeli jeszcze jakieś się pojawią to z powrotem do ćwiczenia siadasz - i ćwiczysz tak długo, aż następuje pełna zgoda, a ponieważ gadasz ze sobą non stop, to ćwiczenie możesz wykonywać w każdym momencie dnia, dzięki czemu od razu osiągniesz spokój ducha.

Zachęcam Cię serdecznie do wysłuchania ćwiczenia białego pokoju, które nagrał Darek Emanowicz KLIK

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 6 grudnia 2017

O tym samym, po innemu :)

Kontynuować będę temat z zeszłego tygodnia, więc jeżeli nie czytałeś, to zapraszam cię KLIK

Tak jak wspominałam już wielokrotnie dla naszego mózgu nie ma znaczenia, czy obserwuje coś co ty obserwujesz w realu czy obserwuje tylko coś, co sobie wyobrażasz.

W tym miejscu, polecam Wam serdecznie film Pana, który jest genetykiem KLIK , i wprost fantastycznie tłumaczy właśnie ten temat.

W obu przypadkach mózg, a następnie ciało zareaguje tak samo. Czyli mówiąc wprost - na realny problem oraz na wymyślony reakcja będzie taka sama:  

- gdy widzimy przyjemną sytuację lub tylko pomyślimy o przyjemnej sytuacji, nastąpi produkcja tych samych substancji i ciało zostanie nimi wypełnione,

- dokładnie tak samo się stanie, gdy będziemy świadkami nieprzyjemnych zdarzeń lub gdy nieprzyjemne zdarzenia będziemy sobie wyobrażać.

Z jakiego powodu? Już tłumaczę. 

Nasza komórka reaguje na środowisko. Jeżeli warunki są sprzyjające, komórka będzie dążyła do wzrostu, wówczas cała krew pompowana jest do narządów wewnętrznych oraz do płata czołowego. 

Na ten czas rozwijają nam się jelitka, wątróbka, serduszko układ trawienny i wiele wiele innych narządów oraz uwaga! - stajemy się inteligentniejsi, natomiast jeżeli okoliczności są niesprzyjające i stanowią zagrożenie, wówczas komórka wchodzi w stan obrony/przetrwania. Krew zostaje przekierowana do mięśni i kości, a krew z płata czołowego wędruje do tyłogłowia. 

Po co?

Ano po to, że reakcja na zagrożenie zawsze jest taka sama, albo atakujesz albo uciekasz, więc w tej sytuacji masz zareagować szybko i sprawnie - wybrać któryś wariant - a myślenie, sam rozumiesz, nie jest ci w tym momencie w ogóle potrzebne.

Mieliście zapewne zaręczyny, spotkanie, rozmowę o pracę, rozmowę z teściową, egzamin itp, na którym stresowaliście się i nic nie mogliście sobie przypomnieć, ciało drżało, a w głowie pustka. Cały wasz organizm był w obronie/stresie. Dopiero kiedy emocje opadły - organizm wyszedł ze stanu obrony/stresu - krew wróciła do trzewi i do płata czołowego i wszystko się przypomniało.

Bardzo fachowo ów mechanizm naszego organizmu opisuje Pan Profesor w artykule KLIK (który serdecznie polecam) wspomagając się konkretnymi nawami aminokwasów, hormonów i układów naszego organizmu.

Ja to podsumuje tak:

w stresie głupiejemy ale mięśnie są napięte, a w spokoju nasze ciało wzrasta, inteligencja się rozwija ale mięśnie - flaki.

W stresie nasze komórki nie rozwijają się, bo organizm nie będzie dążył do rozwoju w zagrożonym środowisku tylko do przetrwania i oczywiście znowu głupiejemy ale mięśnie są napięte.

TAKA SAMA reakcja stresowa organizmu występuje zarówno na niepokój wywołany myślami czy obserwowany w rzeczywistości.

Więc rozwiązanie masz w sobie!!! 

Zacznij zauważać swój nastrój, zastanów się czym jest spowodowany? 
Czy jest się czym denerwować? 
Po co nadal to ciągnąć?
 
Mój dziadek mawiał: "Dorotko, śpiesz się powoli, decyzje zawsze podjąć, zdążysz", znacie to? 
 
Tak, to zaczynamy: licząc do 10, zwolnij oddech. Teraz wdychając powietrze nosem, powoli poprowadź je do brzucha, a następnie wypuszczając ustami zrób najwolniejszy oddech w swoim życiu :) Już? Brawo! Zrobiło się luźniej? Napięcie spadło? To super!
 
I tak 10 razy pod rząd i za każdym razem, kiedy będziesz chciał zapanować nad środowiskiem czy to zewnętrznym czy wewnętrznym :)

Dzięki wielkie za czytanie

środa, 29 listopada 2017

Twoje wyobrażenie, tworzy twój świat... dosłownie.

Twoje przekonania, tworzą Twoją rzeczywistość! Żyjesz wedle tego, jakie masz wyobrażenie na dany temat!

I UWAGA, twoja koncepcja nie musi mieć nic wspólnego z rzeczywistością, a i tak zareagujesz na nią. Z jakiego powodu zapytasz? Ano z takiego, że twoje komórki reagują na twoje otoczenie. CAŁY TY na to reagujesz. Popatrz na film:


Gdy miałam założone okulary, obraz który widziałam, był zupełnym przeciwieństwem tego co ty widziałeś na ekranie. Koło mnie stał słodki ludzik, gdy przechodził przez trawy, one się ruszały i szeleściły, przepaść za fotelem zdawała się nie mieć końca i tonęła gdzieś w chmurach poniżej, a gdy ruszałam padem, by iść dalej, było mi baaardzo niedobrze.

Całe moje ciało w każdej sekundzie reagowało na otoczenie, precyzyjnie produkując odpowiadające bodźcom substancje, które następnie wypełniały moje ciało.

Za pomocą tej zabawki, chcę ci uświadomić, że dla naszej cudownej maszyny jaką jest nasz organizm, nie ma znaczenia czy coś dzieje się w rzeczywistości, czy tak tylko sobie dumasz w ten czy inny sposób.

Twoje ciało nieustannie reaguje na środowisko w jakim przebywasz, twój nastrój jest bezpośrednio zależny od tego w jaki sposób twoja komórka reaguje na bodźce zewnętrzne.

Jeżeli na przykład, ktoś ci wytknie coś, co cię poruszy, to tylko od ciebie zależy jak reszta dnia ci upłynie.

Może pomyślisz sobie lub powiesz rozmówcy - to twoje zdanie, ja mam inne - i kolejne godziny będą przyjemne, lub może z uporem maniaka będziesz wracał co jakiś czas do tej chwili, odtwarzając jak magnetofon tą samą taśmę, towarzyszyć temu oczywiście będą różne nieprzyjemne emocje: smutku, żalu czy złości.

Ale emocja to już konsekwencja, a nie przyczyna, zatem krzyk na magnetofon nic nie da, bo on tylko odtwarza, prawda?

Więc pamiętaj, że w zgodzie ze swoim poglądem podejmujesz konkretne decyzje i wywołujesz konkretne zdarzenia w swoim życiu i jeżeli czujesz się w nim niewygodnie, to wszystko co w tej sytuacji trzeba zrobić to, zmienić taśmę czyli zdjąć okulary czyli zmienić swoje postrzeganie.

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie

środa, 22 listopada 2017

Miej siłę...


Miej siłę do tego, by powiedzieć: nie mam ochoty,
miej siłę do tego, by powiedzieć: o tak - chcę,
miej siłę do tego, by powiedzieć: nie podoba mi się to,
miej silę do tego, by powiedzieć: super - piękne,
miej siłę do tego, by przestać się buntować,
miej siłę do tego, by przestać nadstawiać kark,
miej siłę do tego, by wybaczyć sobie,
miej siłę do tego, by siebie przeprosić,
miej siłę do tego, by siebie zacząć słuchać,
miej siłę do tego, by sobie powiedzieć: dzięki,
miej siłę do tego, by przestać się krzywdzić,
miej siłę do tego, by szanować siebie,
miej siłę do tego, by przekształcić swoje nałogi,
miej siłę do tego, by powiedzieć do siebie: kocham Cię.


Bowiem,
nie ma nikogo, kto wypełni twoją pustkę,
nie ma nikogo, kto przejmie odpowiedzialność za twoje życie,
nie ma nikogo, kto zagwarantuje Ci szczęście,
nie ma nikogo, kto jest odpowiedzialny za twój nastrój,
nie ma nikogo, kto zrealizuje twój potencjał,
nie ma nikogo, kto wypełni Cię miłością.

Jesteś jedyną istotą na tej planecie, która może zadbać o siebie. Wszystkich których spotykasz na swojej ścieżce, są twoim lustrem, twoją wskazówką, twoim znakiem na rozdrożu. Pojawiają się, a następnie znikają w odpowiednim momencie i tylko od Ciebie zależy czy ich w ogóle zauważysz. Ale nikt z nich za Ciebie nie podejmie decyzji i nic za Ciebie nie zrobi. Masz wszystkie narzędzia, by zapanować nad swoim życiem, wystarczy byś ich użył - a uwierz mi - masz na to siłę!

Dzięki wielkie za czytanie

środa, 15 listopada 2017

Przygoda Ireny

Irena to kot marki Sfinks, a raczej kotka. Właścicielką Ireny jest cudowna istota o imieniu Gabriela. Gabriela z Ireną przyjechały do Warszawy. 

Gabriela po przyjeździe zostawiła kota u swojej koleżanki Pauli i pojechała realizować swój bogato wypełniony dzień. 

Gdy wróciła do domu była głęboka noc. Ireny nigdzie nie było, więc pomyślała, że śpi z nowo poznaną koleżanką, a że późno było i Paula dawno już spała, nie sprawdzała swoich podejrzeń. 

Rano obudziło Gabrielę żałosne miauczenie. Podążając za odgłosem, ze zdziwieniem otworzyła drzwi do mieszkania. Zamarznięta Irena, miaucząc jednocześnie z żałości i ze szczęścia wystrzeliła jak z procy wbijając się w Gabrielę pazurami.

Okazało się, że Irena musiała minąć się w drzwiach z Gabrielą, która w okolicach północy dotarła do domu. Drzwi się zamknęły i ups... Irena została po drugiej stronie. 

Kotka przesiedziała 8 godzin, wpatrzona w drzwi z nadzieją, że w końcu się otworzą, a gdy się otwarły...., to możecie sobie wyobrazić jej szczęście.

To zdarzenie jest świetnym przykładem na wiarę w to co robicie.

Macie pragnienie, podejmujecie związane z nim jakieś działania i czy jesteście w stanie dotrwać do finału, tak jak Irena wytrwała w obcym miejscu z nadzieją, że drzwi się otworzą?

Jak wiele razy wstalibyście z pod tych drzwi i odeszli?

Jak wiele razy zwątpilibyście w to, że w ogóle kiedykolwiek się otworzą?

Jak wiele razy przemarznięcie - przypominam, że to Sfinks - spowodowałoby wasz odwrót?

Jak głód wpłynął, by na Was?

I wreszcie, jak wiele razy strach zabiłby Waszą wiarę i całe przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku?

Ten przykład jest cudowny. Myślę, że warto chwilę nad nim pomyśleć, a w momencie zwątpienia - proponuję przypomnieć sobie przygodę Ireny.

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 25 października 2017

Najpięknieszy czas jest TERAZ !!!

Najpiękniejszy czas jest teraz!!! Nie jestem pewna czy to do Ciebie dotarło, więc powtórzę trzeci raz:  
NAJPIĘKNIEJSZY CZAS JEST TERAZ!!! 

Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości - jest teraz

Przeszłość nie żyje, zdarzenia, których doświadczyłeś są martwe, żyją tylko w twojej wyobraźni, natomiast cały czas doświadczasz ich konsekwencji w postaci realnych zdarzeń w twoim życiu.

Przyszłości jeszcze nie ma, natomiast teraz jest początkiem i będzie przyczyną twojej przyszłości. Rozumiesz? To jak zachowasz się teraz, będzie miało konsekwencje, których później będziesz doświadczał, które stworzą twoją przeszłość.

Nadążasz, jesteś ze mną? Jesteś zgodny z tym co napisałam? Tak? Super, więc chodźmy dalej!

Skoro okazuje się że jesteś sprawcą swojej przyszłości i przeszłości, to może warto pochylić się nad byciem tu i teraz. Nie tak, tylko dla zasady: "no jasne, jasne sam tworzę swoją przyszłość to zrozumiałe i logiczne, ale przecież są momenty, na które nie mam wpływu ...."

Tylko tak, serio serio. Tworzysz wszystko w swoim życiu sam, teraz i dobrze by było, byś uświadomił sobie, że nie ma takich momentów, na które nie masz wpływu, że nie ma takich chwil, w których zamierasz, a ktoś potajemnie przejmuje kontrolę nad twoim życiem i robi ci Zoo w Hoboken (czyli według Skippera z Pingwinów z Madagaskaru: syf, malaria i nie dają żreć).

Od początku piszesz swój scenariusz, a to że nie zawsze świadomie, niczego nie usprawiedliwia, bowiem nieznajomość przepisów nie zwalnia cię z odpowiedzialności, prawda?  

Byłoby świetnie byś zrozumiał, że naprawdę tworzysz swój świat i że możesz śmiało tworzyć rzeczy piękne miast destrukcji. 


Więc rozjaśnij czoło, wyprostuj zmarszczki i wypij kawę teraz i zobacz jak smakuje, popatrz na swojego partnera/kota/dzieci teraz i zobacz jacy są, pojedź do sklepu teraz i zauważ drogę, którą podążasz, poczuj swoje ciało teraz i zauważ, że w ogóle jest.

Logicznie popatrz na teraz - teraz, powiedź do siebie: "zdrowieje, zdrowieje, zdrowieje, zdrowieje, zdrowieje..." i tak nawet cały dzień powtarzając, zacznij swoją przygodę na nowo, teraz! 

Dzięki Wielkie za czytanie 

środa, 18 października 2017

Tylko Ty i zawsze Ty

To Ty nadając znaczenie, powołujesz do życia zdarzenia, które Cię otaczają.

To Ty wkładając niewłaściwe emocje w jakiś epizod w swoim życiu sprawiasz, że Twoja głowa eksploduje.

To Ty zadręczając się jakimś tematem, powodujesz że Twoje życie staje się koszmarem,

a przecież jesteś jedyną osobą na tym świecie, która stanowi o swoim samopoczuciu!!! Tak tylko TY!!!

Wszyscy, których obwiniasz o pogorszenie swojego nastroju to tylko zapalniki twoich niedoskonałości, to twoje lustra!!!

Tylko Ty pozwalasz sobie na to, by dana sytuacja, którą oglądasz w "swoim lustrze", wpłynęła na twój nastrój negatywnie, neutralnie lub sprawiła Ci frajdę.

Nie ma znaczenia, co ktoś Ci powie, tak długo, aż nadasz temu czemuś znaczenie.

Tak długo jesteś wolny - twoja głowa jest wolna - dopóki nie obdarzysz czegoś wartością.

Bo gdy to zrobisz, gdy nadasz czemuś rangę, gdy stwierdzisz, że zachowanie tej osoby, że to zdarzenie bardzo skopało Ci życie - nie ważne co to będzie - wówczas zadręczy cię brak miłości własnej pod postacią strachu przykrytego: wyrzutami sumienia, cierpieniem, zazdrością, potrzebą bycia ważnym, chęcią kontroli i tysiącem innych bolesnych znaczeń.

Będziesz przywoływał daną sytuację, raz za razem, i kolejny raz, i kolejny raz i kolejny raz i znowu i czasami trwa to tygodniami, czasami miesiącami, a czasami mijają lata, a ty znowu i znowu i znowu...

a jesteś jedyną osobą na tym świecie, która jest odpowiedzialna za swoje życie! Jesteś jedyną osobą, która odpowiada za swój nastrój i zawsze decyzja co zrobisz, należy do Ciebie!

Więc zanim kolejny raz popadniesz w szpony swojego starego schematu, zastanów się:

czy komuś służy twoja cierpiąca postawa,

czy ktoś coś zyskuje dzięki temu, że ty się męczysz,

czy komuś jest lżej, dzięki temu że tobie jest ciężej?

Jeżeli tak się zdarzyło, że odpowiedziałeś 3 x NIE, to przestań w tej chwili się katować, stań przed lustrem i patrząc mu/sobie w oczy zastanów się, zadając sobie pytanie: "co takiego jest we mnie, że dotyka mnie ta sytuacja"?

A gdy znajdziesz odpowiedź, bez wstydu powiedz do siebie "wybaczam" i żyj dalej, a przy każdej kolejnej trudnej sytuacji powiel pytanie i wybacz sobie i powiel pytanie i wybacz sobie i powiel pytanie i wybacz sobie....i tak tygodniami, miesiącami, a czasem latami..., bo tyle się tego nazbierało.

Dzięki wielkie za czytanie

środa, 4 października 2017

Płyną przez Ciebie dwie energie ....

Przepływa przez Ciebie i zasila Cię energia męska i żeńska, wiesz o tym? 

Te dwie energie powinny płynąć wartko i równomiernie. Jeżeli przepływ którejś jest zaburzony, znaczy to tyle, iż to co wiesz na temat mężczyzn lub kobiet jest niewłaściwe, twoje przekonania, twoje nawyki, twoje wartości wedle których żyjesz są błędne. 

Przekonania te, nie dotyczą jedynie seksualności - choć jest ona najmocniejsza i niewłaściwie przekierowana robi ogromne spustoszenie w twoim organiźmie oraz przekłada się na stosunki międzyludzkie, ale wszystkiego co stoi za słowem mężczyzna i za słowem kobieta.

W procesie dorastania uczysz się i przyswajasz wiele stereotypów, wedle których potem funkcjonujesz. Niestety bardzo często okazuje się, że owe wyobrażenia są fałszywe, że wyimaginowane ideały giną w szrankach z rzeczywistością, bowiem

facet to nie świnia, penis lub książę z bajki, a cudowna istota, delikatna, mającą ogrom uczuć schowanych i poukrywanych gdzieś na dnie - bo taki obraz społeczeństwo wymusza - która czasami śmierdzi facetem, która czasami jest gburowata, która jest skupiona na jednej rzeczy na raz, ale wykonuję tę rzecz idealnie. Istota która nie musi być macho, która nie musi dawać zawsze rady, która może poprosić o pomoc i może wyrazić swoje emocje.

Kobieta natomiast to nie tylko dziura, niewolnica lub perfekcyjny sprzęt agd, to delikatna, wrażliwa istota, posiadająca ciepło potrafiące rozpuścić lodowiec, jest seksualna, powabna, emocjonalna. Nie musi być idealna, może mieć ochotę być nieuczesaną, bez makijażu, to istota, która nie musi godzić się na to, co jej nie pasuje wedle zasady "dziewczynkom tak nie wypada". To krucha istota, która jednocześnie ma w sobie niewyobrażalną siłę.

Zarówno mężczyzna jak i kobieta to istoty, które nic nie muszą, a wszystko mogą, to istoty które są, tym kim są - czyli czystą miłością.

A to znaczy, że jesteś wolny, że masz wolną wolę, że ograniczenia dotyczą Cię w takim stopniu, w jakim sam zaprosisz je do swojego życia. Innymi słowy jesteś tak wolny, jak twoja najsłabsza strona.

Zatem jeżeli masz niewłaściwe wyobrażenie o swojej lub przeciwnej płci, to proponuję zastanów się nad tym, bowiem bardzo ograniczasz siebie i wzmacniasz tylko fałszywe wzorce i kody społeczne,

a przecież to Ty tworzysz społeczeństwo i śmiało możesz stworzyć nowe wartości, natomiast żyjąc według nich nauczysz otoczenie nowego spojrzenia, spowodujesz, że ktoś się zatrzyma i zastanowi.

Może nie będzie to łatwe, gdyż przed tobą weryfikacja ciebie z twoim strachem, zamkniętym w twoich ograniczeniach, ale ... jak najbardziej możliwe do realizacji!!!

Krok po kroku i Dasz Radę!!!

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 27 września 2017

Uwierz w siebie!!!

Jesteś idealny, taki jaki jesteś! Uwierz w siebie!

Każdy przychodzi z jakimiś talentami. Te talenty, to sposób w jaki możesz się realizować. Dzięki samorealizacji pomagasz również innym, tym którzy oczywiście mają swoje talenty, ale inne od twojego. W ten sposób wypełniasz lukę. 

Wyobraź sobie, że ktoś umie śpiewać. Nagrywa płytę, pisze teksty, umila życie innym, a wartościowe wersy niejednemu zmieniają je całe. 

Sam się spełnia, bowiem robi to co kocha, a i inni przy nim wzrastają.

I jest super, lecz gdy ów człowiek wstydzi się wyśmiania, nie wierzy w siebie, to co  komu po takim talencie?

Zobacz, cierpienie wówczas gra pierwsze skrzypce, bowiem niedoszły artysta wykonuję pracę, której nie czuje, męczy siej w niej, a wraz z nim męczy się i cierpi otoczenie, które musi słuchać jego narzekania.

Przyznasz, że wielka jest szkoda, gdy coś takiego nie jest wykorzystane. 

Więc co zrobić, gdy czujesz wewnętrznie swoją ścieżkę? 

Jeżeli ćwiczysz użyj narzędzi, by upewnić się, że to twoje pragnienie, a jeżeli nie ćwiczysz użyj swojego sumienia. 

Zadaj sobie pytanie lub wyobraź sobie, że zaczynasz nowe doświadczanie, a stare zostawiasz lub odwrotnie, że nie zaczynasz nowego doświadczenia lecz pozostajesz przy starym i obserwuj czy pojawią Ci się wyrzuty sumienia. Zauważysz wówczas, co robisz nie w zgodzie ze sobą, ciało zareaguje zawsze, trzeba tylko chcieć go usłyszeć. 

Pierwsza informacja, która do Ciebie dotrze, będzie twoją intuicją/ twoją istotą, wszystko co nastąpi potem to już ego, które wymyśli tysiące rzeczy, a to, że się nie uda jak zwykle, a to, że kasy ci nie starczy, a to, że tamto..., a to, że inni..., a to, że mnie...., a to, że nie wypada ...., a to, że dla świętego spokoju...., a to, że ....

Bez ciebie nic się nie odbywa, tworzysz swój świat codziennie! 


Dokonujesz codziennie jakiś wyborów, podejmujesz codziennie wiele decyzji, byłoby świetnie, byś tworzył swoje życie w zgodzie ze sobą, byś realizował się w najlepszy dla siebie sposób, byś przybył światu, jako kolejna szczęśliwa istota, tylko:

uwierz w siebie, po prostu i zwyczajnie, jesteś idealny taki jaki jesteś!

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie KLIK

środa, 20 września 2017

Szanuj swoje słowo

szanuj swoje słowo - jedną myślą, jednym słowem zmieniasz u siebie i u kogoś WSZYSTKO, więc zastanów się, po co o czymś opowiadasz. Nie bez przyczyny "mowa jest srebrem, a milczenie zlotem" ;-)

Zapewne masz w pamięci coś, co choć wydarzyło się wiele lat temu, do dzisiaj powoduje u ciebie ból lub radość. 

Ktoś coś rzucił w złości i poszedł dalej, a ciebie to boli do dziś lub odwrotnie, ktoś coś miłego dla ciebie uczynił i wracasz do tej chwili jak do bezpiecznej przystani.

Jest tak?

Zastanów się teraz, ile razy ty coś w złości wycedziłeś przez zęby, a ile razy z twoich ust padły miłe słowa. 

Wyobraź sobie, że nie ma różnicy czy ty do siebie warczysz czy do kogoś, tak jak nie ma różnicy czy pięknie o sobie czy o kimś myślisz lub mówisz, ponieważ:
 
myśląc lub mówiąc coś do kogoś, przede wszystkim mówisz do siebie!

Emocjonujesz się wracając myślą do historii, którą sobie wyobrażasz i potem opowiadasz, podniecasz się, wzruszasz, złościsz, przeżywasz ją na nowo, rozdrapujesz rany, wskrzeszasz umarłych, a twój organizm słucha i działa bezbłędnie.

Pamiętasz doświadczenie z cytryną? Wyobraź ją sobie, poczuj jej skórkę, powąchaj ją, a teraz wgryź się w nią, poczuj jej smak i zapach, poczuj sok na brodzie. Usta masz pełne śliny, prawda? 

Dla mózgu nie ma znaczenia czy coś sobie wyobraża czy to dzieje się naprawdę. Impuls jest wysłany, ślinianki wyprodukowały ślinę, usta są jej pełne.

Organizm cały czas cię słucha i wykonuje polecenia, wysyła impulsy, produkuje odpowiednią do informacji chemię i karmi nią twoje ciało n i e u s t a n n i e!!!

Jedną myślą jesteś w stanie wpędzić siebie w depresję. Pomyślisz o czymś co było dla ciebie przykrym doświadczeniem i masz doła, który trwa czasami dzień, a czasami tydzień. 

Jedną myślą jesteś w stanie unieść się nad ziemię - tak wielką radość masz w sobie, potrafi ona spowodować, że ludzie przy tobie również zaczynają lewitować.

Myśląc niewłaściwie krzywdzisz przede wszystkim siebie, a jeżeli dzielisz się tym z innym, to hm... sam rozumiesz - ich organizm również działa perfekcyjnie.

Jak widzisz szanuj swoje słowo to nie tylko przyjść na czas na umówione spotkanie, to wiele więcej, to OGROMNA odpowiedzialność, zatem powtórzę:

szanuj swoje słowo - jedną myślą, jednym słowem zmieniasz u siebie i u kogoś WSZYSTKO, więc zastanów się, po co o czymś opowiadasz. Nie bez przyczyny "mowa jest srebrem, a milczenie zlotem" ;-)

Dzięki wielkie za czytanie


środa, 30 sierpnia 2017

Odnaleźć siebie

Opowiem Ci bajkę, nie bajkę o pragnieniu, o miłości, o wytrwałości, o konsekwencji, o niezłomności...

Chcesz? To poczytaj i/lub posłuchaj KLIK

Będąc w Kamieńcu Ząbkowickim zwiedzałam pałac, a raczej kompleks pałacowo - parkowy. I tam usłyszałam historię, którą dzisiaj opowiadam tobie.

Dawno, dawno temu urodziła się księżniczka niderlandzka Wilhelmina Frederika Louise Charlotte Marianne znana później jako Marianna Orańska. 

Marianna jako młoda dziewczyna zakochuje się w księciu szwedzkim, jednak naciski dyplomatyczne nie pozwalają na ślub zaręczonych kochanków. Wychodzi więc bez miłości za mąż za swojego brata ciotecznego Albrechta Pruskiego - takie czasy.

W między dostaje spadek po matce i zaczyna budowę pałacu, który miał być domkiem letnim, miejscem przyjęć gości, rodzi piątkę dzieci oraz zakochuje się w swoim masztalerzu.

Budowa jest kosztowna, bowiem zadaszony pałac ma powierzchnię 3 hektarów, posiada bieżącą wodę, gaz, prąd.  Ogromny park i ogrody mają 27 fontann zasilanych maszyną parową, a kilka fontann wybija wodę na wysokość 33 metrów, pałac jest w marmurach, kryształach, złocie i wielu innych kosztownościach.

Marianna jednak ma smykałkę do pomnażania pieniędzy i wznosi pałac ekonomicznie, a mianowicie buduje drogi gospodarcze i dukty, stawia piec hutniczy, szlifiernię, fryszerkę, zakłada hutę szkła, kamieniołom marmuru, buduje nadleśnictwa, leśniczówki. Dodatkowo stawia szkoły, które w całości finansuje i utrzymuje.

W końcu po 19 latach ma dość nieudanego związku i najpierw porzuca męża, by potem się z nim rozwieść i móc zacząć nowe życie ze swoim ukochanym masztalerzem. 

Prusy są oburzone postępkiem Marianny i narzucają na nią kilka ograniczeń:

po pierwsze zakazują jej kontaktu z dziećmi,
po drugie wolno jej tylko przez 24 h przebywać na terenie Prus,
po trzecie w pałacu może przebywać tylko 12 godzin,
po czwarte nie wolno jej wchodzić do pałacu frontowymi drzwiami.
 
Co robi Marianna? Buduje pałac dalej, ale jak? 

Otóż żyje ze swym ukochanym nieopodal, kupuje w Austrowęgrach posiadłość oddaloną o 12 km od pałacu i dojeżdża do niego - przestrzegając oczywiście zakazów - oraz każe dobudować do frontowego okna schodki i tak do niego wchodzi!


No i co powiesz? Niezła ta bajka, nie bajka. 

Cudownie jest odnaleźć siebie w każdych okolicznościach, bowiem nie ważny jest cel, ważna jest droga do niego!

To podczas wędrówki następuje twój rozwój, wszystkie zmagania ze sobą, dylematy i decyzje, które należy rozważyć, powodują twój wzrost.

Więc rób swoje, nie ważne jakie są okoliczności, idź za głosem serca, bo tylko wówczas nie zdradzisz siebie i tylko wówczas wszystko skończy się cudownie.

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie KLIK


środa, 23 sierpnia 2017

Pozdrowienia z wakacji

Kochani serdecznie pozdrawiam Was z cudownych wakacji :)
Krótki filmik tutaj  KLIK


Dzięki za czytanie i oglądanie :) Do za tydzień :)

środa, 9 sierpnia 2017

Mistrz

Kochani, dzisiaj stary ale jakże aktualny wpis, uzupełniony oczywiście filmikiem KLIK.

Dzisiaj podczas rozmowy telefonicznej, moją uwagę przykuł pewien trend, w którym sama kiedyś brałam czynny udział. 

Taka moda jest, że dobrze jest jakiś autorytet do naśladowania mieć. Z różnych uwarunkowań wynika to, że taki schemat realizujesz, każdy na swój sposób i w swojej dziedzinie. 

Tymczasem umyka Ci coś bardzo ważnego - kompletnie nie zauważasz, jak wiele osiągnąłeś sam!  

A przecież każdy z nas jest twórcą i jedyną osoba, która może swój potencjał wykorzystać. To, że teraz nie potrafisz docenić siebie i w siebie uwierzyć również z wielu twoich doświadczeń wynika, ale nie zmienia to faktu, że dobrze by było, byś się tego w końcu nauczył.

Bowiem istnieje tylko jedna droga - Twoja. Trzeba tyko odnaleźć siebie. Czasami "tylko" zamienia się w "aż". Bo jest to trudne, ale nie musisz robić wszystkiego na raz...

Możesz etapami, np.:

- zacznij bardziej zwracać uwagę na siebie niż na innych (nie oceniaj, nie zakładaj niczego z góry),

- zrozum po co jesteś taki jaki jesteś, a następnie zaakceptuj siebie i zacznij siebie kochać takim właśnie,

- zastanów się nad swoim zachowaniem, weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie,

- zauważ jak reagujesz w określonych sytuacjach, a następnie rozważ po co tak, ustal o czym owe reakcje chcą Cię zawiadomić,

- zadawaj SOBIE pytania o wszystko, słuchaj odpowiedzi - zawsze przychodzą (naucz się słuchać swojej intuicji - wewnętrznego głosu),

- ustal ze sobą jakie masz pragnienia, znajdź swój czynnik twórczy, a potem realizuj się, podążaj za swoją pasją,

- bądź szczery sam ze sobą, przestań rozdrapywać rany, uwolnij się od przeszłości, żyj tu i teraz bo tylko na to masz wpływ i tylko to kreuje twoją przyszłość, twórz ją tak jak chcesz,

- wróć do siebie, pobądź w ciszy, pomedytuj, przebywaj na łonie natury, zmień uwagę z zewnątrz do wewnątrz.

Każdy z nas jest inny. W odkrywaniu siebie, własnej duchowości obowiązuje ta sama zasada, każdy zajmuje się takim zagadnieniem na jakie jest gotowy.

Nie ma tu stopni, klas, egzaminów, poziomów, trenerów czy couchów.   
W tym procesie jest tylko jeden Mistrz - jest nim każdy, kto pochyla się nad swoim rozwojem. 

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie KLIK

środa, 2 sierpnia 2017

Biol - chem czyli jak zostaliśmy narkomanami...

Kochani zapraszam jeszcze raz na wpis uzupełniony filmem KLIK

W liceum chodziłam do biol-chemu. Wybrałam tą klasę specjalnie po to, by nie zdawać matematyki na maturze. Ha i zgadnijcie z czego pisałam egzaminy? No z matematyki właśnie, gdyż jak się w praniu okazało nie przepadałam ani za biologią, ani za chemią :)

A dzisiaj właśnie napiszę o tym, jak działa nasze ciało z poziomu biol-chemu. Zrobię to z pomocą naukowców oraz lekarzy, którzy wypowiadali się w filmie: "What the bleep do we know".

Nasza świadomość dosłownie tworzy nasze ciało.

Wszystko zaczyna się w komórce. Komórka jest maszyną produkująca białka lecz sygnał pochodzi z sieci neuronowej w mózgu. Mózg natomiast nie zna różnicy pomiędzy tym co widzi w swoim otoczeniu, a tym co pamięta lub wyobraża sobie, ponieważ uaktywnia te same specyficzne siatki neuronowe.

Mózg jest zbudowany z malutkich komórek nerwowych zwanych neuronami. Te neurony mają malutkie odgałęzienia, które są połączone z innymi neuronami i tworzą siatkę neuronów. Każde miejsce ich połączenia jest inkubatorem myśli lub pamięci.

Mózg buduje wszystkie swoje pojęcia według prawa wspólnej pamięci. Na przykład: myśli, idee, uczucia są wzajemnie połączone w siatce neuronowej i mają wszystkie możliwe połączenia ze sobą nawzajem.

Pojęcie i uczucie miłości na przykład jest zmagazynowane w tej samej rozległej siatce neuronowej. Natomiast owo pojęcie budujemy z wielu różnych doświadczeń i idei.

Niektórzy ludzie termin miłości mają połączony z zawiedzioną nadzieją czy też ze zdradą. Kiedy taka osoba myśli o miłości, doświadcza pamięci bólu, żalu, złości czy furii. Wściekłość może być kojarzona z konkretną osobą, która znowu kojarzona jest z.... uwaga!!! z miłością.
 
Dalej idąc,

istnieje część mózgu zwana podwzgórzem. Podwzgórze jest jak mała fabryka, gdzie budowane są określone związki chemiczne, które odpowiadają określonym emocjom których doświadczamy. Te szczególne związki zwane są peptydami. Są to sekwencje małych łąńcuchów aminokwasów.

Podstawowym budulcem naszego ciała jest jednostka węglowa, która tworzy w sumie 20 różnych aminokwasów formujących jego fizyczną strukturę. Ciało jest fabryką produkującą proteiny.

W podwzgórzu z małych łańcuchów protein zwanych peptydami budowane są określone neuropeptydy lub neurochormony, które odpowiadają stanom emocjonalnym, których doświadczamy na co dzień.

Istnieją więc związki chemiczne, które odpowiadają złości, przemocy, pożądaniu, miłości, wszystkim stanom, których doświadczamy.

Zatem w momencie, kiedy doświadczamy jakiegoś stanu emocjonalnego, podwzgórze natychmiast wyprodukuje odpowiedni peptyd i uwalnia go przez przysadkę do krwiobiegu. W momencie kiedy dostanie się do naszego krwiobiegu kieruje się do różnych części naszego ciała.

Każda pojedyncza komórka naszego ciała ma receptory na swojej zewnętrznej stronie. Jedna komórka może mieć tysiące receptorów badających swoją powierzchnię. Kiedy peptyd dokuje na powierzchni komórki, osiada w receptorze i dopasowuje się do niego, a następnie wysyła sygnał do wnętrza komórki: czas na zabawę czas na złość, pożądanie, miłość itd. A dokładniej rzecz ujmując, to co my rozumiemy pod tymi pojęciami. Bo obraz może być mocno zniekształcony. Tak jak wspomniana miłość.

Tak właśnie wygląda uzależnienie, jest czymś czego nie możesz powstrzymać. To takie koło, znajdujemy się w sytuacjach, które wypełniają biochemiczne nienasycenie komórki ciała, poprzez stwarzanie sytuacji, która zaspokaja nasze chemiczne potrzeby. Uzależniony codziennie będzie potrzebował coraz więcej i więcej.


Fizjologicznie wiemy, że komórki nerwowe, oddziałują na siebie i uczą się od siebie. Kiedy doświadczasz czegoś w długim czasie, odpowiednie komórki nerwowe pozostają w długim wzajemnym związku. Jeżeli codziennie jesteś zły, codziennie jesteś sfrustrowany, jeżeli cierpisz codziennie, jeżeli jesteś ofiarą w swoim życiu, to zmieniasz i tworzysz nowe połączenia neuronowe..

W konsekwencji bombardowana komórka tym samym nastawieniem, postawą, tymi samymi związkami chemicznymi ciągle i codziennie, w końcu podzieli się i powstanie komórka siostrzana ( a twoje wszystkie komórki wymieniają się cyklicznie), ta następna komórka będzie miała więcej receptorów dla tych właśnie emocjonalnych neuropeptydów i mniej receptorów dla witamin, minerałów, składników odżywczych, płynów, a nawet dla wydalania produktów ubocznych czy toksyn. 

Pojawia się zatem pytanie: czy ma znaczenie co naprawdę spożywamy? Czy odżywianie ma naprawdę jakiś sens, jeżeli komórka po 20 latach emocjonalnego przeładowania nie ma nawet receptorów, aby móc przejąć lub przepuścić pożywienie, które jest potrzebne do jej zdrowia?


Całe starzenie się jest rezultatem nieprawidłowej produkcji białek. Co dzieje się gdy się starzejemy? Nasza skóra staje się mniej elastyczna - włókna elastynowe są białkami. Co dzieje się z naszymi enzymami? Już nie trawimy tak dobrze. Co dzieje się z naszymi płynami stawowymi? Są one białkami które stają się kruche i sztywne. Co staje się z naszymi kośćmi? Stają się cieńsze. Więc całe starzenie się, jest rezultatem nieprawidłowej produkcji białek, a jak wyżej napisałam nasze ciało jest fabryką produkującą proteiny.


Jeżeli chcemy zmienić nasze nawyki, nasze reakcje, zwolnić proces starzenia, musimy dosłownie przebudować sieć neuronową w naszym mózgu czyli w konsekwencji naszą tożsamość, nasze zwyczaje, przyzwyczajenia, to kim jesteśmy, nasze zachowania, nasza postawę, sposób komunikacji z otoczeniem, bowiem zawsze, gdy jesteśmy tacy sami i mamy taką samą postawę to jedyne, co możemy osiągnąć, to umocnienie naszej obecnej tożsamości.



Więc tak, jeżeli nie możesz kontrolować swojego stanu emocjonalnego, to jesteś uzależniony od chemii w swoim organiźmie.


Wytworzyłeś związki chemiczne, odpowiedzialne za Twój stan emocjonalny - strach, ból, żal, zazdrość, złość itp i codziennie potrzebujesz ich więcej i więcej i więcej, więc kreujesz sytuacje, a następnie bierzesz w nich udział, bo tylko dzięki nim będziesz się mógł zaspokoić.


Pozytywna informacja jest taka, że można wszystko zmienić. Trzeba tylko podejść do tematu ze zrozumieniem i konsekwencją (instrukcje jak to zrobić, macie powyżej), do czego oczywiście Was gorąco zachęcam, a jeżeli nie dajecie rady sami - dzwońcie.

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie KLIK



Świetne miejsce, gdzie możesz zacząć przebudowę siebie: swojego myślenia, swojego ciała, swojej postawy życiowej to najbliższy tydzień :)

Zapraszam chętne osoby na kurs rozwoju osobistego - 5,6 sierpień - startuje nowa grupa!
Cena 310 zł
Czas od 10.00 do 15.00 w sobotę i niedzielę.
Miejsce 3km od Krakowa

Jeżeli szukasz siebie, swojej drogi, chcesz zmienić coś w swoim życiu, to ten kurs jest dla Ciebie!
Dostaniesz narzędzia, dzięki którym między innymi: opanujesz chaos, odzyskasz panowanie nad sobą i swoim życiem i osiągniesz spokój.  Zadzwoń do mnie jeżeli chcesz się zapisać lub masz jakieś pytania 666 019 377







środa, 26 lipca 2017

Oczekiwanie od kogoś czegoś...

Oczekiwanie od kogoś czegoś, jest po prostu nie fair. Obarczanie sobą innych jest przejawem wielkiego egoizmu i kompletnego braku zrozumienia procesu.

W wyniku jakiegoś zdarzenia, rozmowy lub swoich przemyśleń, wydaje Ci się, że ktoś coś powinien dla Ciebie zrobić, oczekujesz od kogoś takiego, a nie innego zachowania, właśnie takiej, a nie innej deklaracji.

I jeżeli nie otrzymasz tego, to jesteś poirytowany, tak?

A ja się Ciebie pytam: kto dał ci prawo, obarczania sobą innych?

Kto ci powiedział, że przerzucenie na innych swoich problemów jest okej?

Czy ty lubisz, gdy ktoś ze zniecierpliwieniem na twarzy, oczekuje od ciebie czegoś?

Jak się czujesz, gdy do twego rozmówcy nie dociera twoja odmowa i z wielkim uporem - by osiągnąć swój plan - ciśnie cię?

Jak ci się śpi, gdy ktoś poruszył swoim problemem ukryty w tobie strach?

Czy dobrze się czujesz w roli zakładnika? Przecież gdy sam oczekujesz od kogoś czegoś, to tak jak byś brał kogoś do niewoli. Zamykasz go w klatce, zabraniasz mu siebie, a w to miejsce wkładasz swoją osobę.

Więc zanim znów zmusisz kogoś do czegoś, zastanów się, po co to robisz?

Czy da, Ci coś to, że swój strach, zakamuflowany kompleksami, obawami, przesądami, niedowartościowaniem, nawykami, chęcią kontroli wszystkiego i wszystkich przerzucisz na innych?

Czy będziesz się lepiej czuł, jezeli ktoś z tobą będzie cierpiał?

Jeżeli nie, to następnym razem, gdy tylko zauważysz, że oczekujesz od kogoś jakiejś deklaracji, jakiejś decyzji - zatrzymaj się!

Zaakceptuj proszę fakt, że nikt inny nie zrozumie twoich problemów, bo są one twoje. Twój rozmówca może jedynie popatrzeć przez pryzmat twoich problemów na swoje podobne - jeżeli je oczywiście ma, bo może już się z nimi uporał, a ty w tym momencie dzieląc się z nim rozgrzebujesz mu je od nowa.

Zrozum, że tak jak każdy jesteś jedyną osoba odpowiedzialną za swoje życie, i tak jak każdy masz indywidualne podejście do każdego tematu, a w związku z tym: niemożliwym jest oczekiwanie od kogoś czegoś! (przeczytaj jeszcze raz ten wpis KLIK i ten KLIK).



Pamiętaj, że prawo siewu i zbioru obowiązuje wszystkich, więc zastanów się czy masz ochotę na to, by wróciły do Ciebie wyrzuty sumienia, które zasiejesz u innych, by przeforsować swoje oczekiwania?

Dzięki wielkie za czytanie oraz oglądanie KLIK

środa, 19 lipca 2017

Mózg jak komputer i wszystko jasne :)

Choć specem komputerowym nie jestem, zostańmy przy dyskietkach z poprzedniego wpisu (jeżeli go nie czytałeś, zachęcam Cię KLIK :)

Wyobraź sobie, że Twój mózg to biologiczny komputer, a ego to oprogramowanie (w sumie to tak jest naprawdę), ale trzymajmy się wersji: "wyobraź to sobie..."

Zatem mamy mózg i ego tak? Dochodzi do tego skaner oraz drukarka 3D i mamy sprawnie działającą kompletnie wyposażoną maszynerię!

Ego jako system operacyjny pozwala na działanie programów podstawowych takich jak: miłość, strach, żal, radość, szczerość, zazdrość, wzburzenie, podniecenie, frustracja, euforia, błogość, nienawiść, irytacja, rozbawienie, entuzjazm, gniew, zdenerwowanie, zachwyt, podrażnienie, wdzięczność, wesołość, zniecierpliwienie, sympatia, oburzenie, niechęć, życzliwość, pogarda, satysfakcja, mściwość, ożywienie, desperacja, serdeczność, furia, czułość, uraza, ulga, szał, beztroska, tęsknota, spełnienie, docenienie, przyjemność,

oraz programów zaawansowanych takich jak: wstyd, poczucie, winy, wyrzuty sumienia, zakłopotanie, wstręt, dyskomfort, rozczarowanie, trauma, upokorzenie, poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości, poczucie niższości, poczucie straty, poczucie, krzywdy, poczucie odrzucenia, poczucie żałoby, obojętność, skrępowanie, ulga, troska, bezsilność, bezradność, amok, napięcie, współczucie, zaskoczenie, uwielbienie, pogarda, zakłopotanie, oszołomienie, ufność, akceptacja, niezadowolenie itd.

Teraz od Ciebie zależy jaki program załadujesz. 

Procedura jest taka sama dla wszystkich. Wkładasz dyskietkę z programem - komputer ją czyta - a następnie, jeżeli wciśniesz odpowiedni guzik to nastąpi wydruk w 3D.

Do załadowanego programu dodatkowo można pobrać materiały pomocnicze, czyli coś zeskanować, co wzbogaci ewentualny wydruk 3D.

Uważaj zatem, co wgrywasz, bo jeżeli aktualnie w stacji dysków masz dyskietkę: złość, to wspierając się rozmową z przyjacielem, czyli skanując dokumenty pomocnicze, czyli gdy się żalisz, ekscytujesz ogólnie nakręcasz się w rozmowie z nim, to wzmacniasz tylko wydruk 3D, którym będzie awantura w drodze do pracy, w pracy, w drodze do domu lub w domu, to tylko kwestia czasu CHYBA, ŻE W PORĘ ZMIENISZ DYSKIETKĘ!

Pamiętaj: Ty zarządzasz komputerem, ty wciskasz guziki, ty trzymasz wtyczkę! 

Możesz sobie pomóc na różne sposoby, przecież zawsze istnieje możliwość rozbudowania komputera, a to możesz mu wgrać lepsze oprogramowanie, a do włożyć szybszy procesor, a to rozbudować pamięć, a to zamontować lepszą kartę graficzną, możliwości jest wiele :)

Ja zapraszam Cię 5 i 6 sierpnia do rozbudowania swojego komputera do Krakowa na kurs rozwoju osobistego, na którym dostaniesz odpowiednie narzędzia :)

Dzięki wielkie za czytanie i UWAGA NOWOŚĆ SŁUCHANIE I OGLĄDANIE :) KLIK