środa, 13 grudnia 2017

Biały pokój dla wszystkich

Uwielbiam ćwiczenie "biały pokój". Jestem po prostu jego fanką. Uważam, że jest to genialne ćwiczenie dla wszystkich niezależnie od płci, wyznania czy wiary. Dzięki temu ćwiczeniu możesz oczyścić przeszłość jak i na bieżąco rozwiązywać każdą trudność.

Polega ono na tym że: wyobrażasz sobie biały pokój, taki cały biały bez okien i ozdobników. W białym pokoju wyobrażasz sobie biały fotel lub krzesło, na którym siadasz. Przed sobą wyobrażasz sobie drugi biały fotel lub krzesło, na którym sadzasz kogoś do kogo masz żal, pretensje, sprawę, którą potrzebujesz z nim wyjaśnić.

Gościem może być każdy, ale uwaga: przede wszystkim możesz być nim ty sam. W tym celu sadzasz siebie przed sobą i gdy już ty/gość siedzi, zaczynasz mówić wszystko to, co leży Ci na wątrobie.

Rozmawiasz tak długo, aż ty/gość pogodzony z tobą, opuści biały pokój. To bardzo ważne, by zakończyć cały proces właśnie w ten sposób: gość pogodzony wychodzi, a ty zostajesz.

Z ta samą osobą możesz prowadzić rozmowy wielokrotnie, zapraszasz go po prostu do pokoju kiedy tylko masz potrzebę.

Ćwiczenie jest na tyle proste, że zachęcam cię, byś stosował je tak często jak tylko będziesz tego potrzebował, nawet podczas zwykłych codziennych czynności, a moją zachętę poprę argumentami.

Po pierwsze, gdy spotyka cię coś, co wywołuje twój nazwijmy to - spadek formy, to twoja głowa zaczyna szaleć i tworzy niezliczone wersje danej sytuacji, więc zaczynasz gadać do siebie i trwa to czasami godzinami, czasami dniami, a czasami trzyma cię latami.

I w tym momencie idealnym rozwiązaniem jest biały pokój. Podczas wewnętrznej rozmowy ze sobą lub z kimś szybciutko - jak byś jakimś transformersem był lub innym iron menem - wyobrażasz sobie jak obudowuje cię biały pokój. Wyobrażasz sobie jak siedzisz w białym fotelu, a przed tobą siedzi gość. I nic nie zmieniasz dalej rozmawiasz, krzyczysz, tłumaczysz, płaczesz, złościsz się obserwując jednocześnie osobę na przeciwko. Może coś ci powie, może usłyszysz, że też go zraniłeś, może coś ci wytłumaczy, może będzie krzyczał, a może będzie tylko siedzieć i słuchać.

Pozostajesz w ćwiczeniu tak długo, aż wybaczysz sobie i drugiej istocie, i gość pogodzony z tobą wyjdzie z pokoju.

Po drugie, pokój jest zamkniętą przestrzenią i nic z niego się nie wydostaje na zewnątrz. Nie obciążasz nikogo swoimi problemami. Każdy najbardziej negatywny ładunek zostaje w środku. To bardzo ważne z uwagi na proces energetyczny, bo co posiejesz to pozbierasz i właśnie z tego powodu - jest po trzecie - ćwiczenie kończy się zgodą, zrozumieniem, spokojem, wybaczeniem.

Podsumowując: w białym pokoju wygadujesz się do spodu, wyrzucasz emocje, twój umysł zostaje
pozbawiony jakichkolwiek punktów zapalnych w danym temacie - bo jeżeli jeszcze jakieś się pojawią to z powrotem do ćwiczenia siadasz - i ćwiczysz tak długo, aż następuje pełna zgoda, a ponieważ gadasz ze sobą non stop, to ćwiczenie możesz wykonywać w każdym momencie dnia, dzięki czemu od razu osiągniesz spokój ducha.

Zachęcam Cię serdecznie do wysłuchania ćwiczenia białego pokoju, które nagrał Darek Emanowicz KLIK

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 6 grudnia 2017

O tym samym, po innemu :)

Kontynuować będę temat z zeszłego tygodnia, więc jeżeli nie czytałeś, to zapraszam cię KLIK

Tak jak wspominałam już wielokrotnie dla naszego mózgu nie ma znaczenia, czy obserwuje coś co ty obserwujesz w realu czy obserwuje tylko coś, co sobie wyobrażasz.

W tym miejscu, polecam Wam serdecznie film Pana, który jest genetykiem KLIK , i wprost fantastycznie tłumaczy właśnie ten temat.

W obu przypadkach mózg, a następnie ciało zareaguje tak samo. Czyli mówiąc wprost - na realny problem oraz na wymyślony reakcja będzie taka sama:  

- gdy widzimy przyjemną sytuację lub tylko pomyślimy o przyjemnej sytuacji, nastąpi produkcja tych samych substancji i ciało zostanie nimi wypełnione,

- dokładnie tak samo się stanie, gdy będziemy świadkami nieprzyjemnych zdarzeń lub gdy nieprzyjemne zdarzenia będziemy sobie wyobrażać.

Z jakiego powodu? Już tłumaczę. 

Nasza komórka reaguje na środowisko. Jeżeli warunki są sprzyjające, komórka będzie dążyła do wzrostu, wówczas cała krew pompowana jest do narządów wewnętrznych oraz do płata czołowego. 

Na ten czas rozwijają nam się jelitka, wątróbka, serduszko układ trawienny i wiele wiele innych narządów oraz uwaga! - stajemy się inteligentniejsi, natomiast jeżeli okoliczności są niesprzyjające i stanowią zagrożenie, wówczas komórka wchodzi w stan obrony/przetrwania. Krew zostaje przekierowana do mięśni i kości, a krew z płata czołowego wędruje do tyłogłowia. 

Po co?

Ano po to, że reakcja na zagrożenie zawsze jest taka sama, albo atakujesz albo uciekasz, więc w tej sytuacji masz zareagować szybko i sprawnie - wybrać któryś wariant - a myślenie, sam rozumiesz, nie jest ci w tym momencie w ogóle potrzebne.

Mieliście zapewne zaręczyny, spotkanie, rozmowę o pracę, rozmowę z teściową, egzamin itp, na którym stresowaliście się i nic nie mogliście sobie przypomnieć, ciało drżało, a w głowie pustka. Cały wasz organizm był w obronie/stresie. Dopiero kiedy emocje opadły - organizm wyszedł ze stanu obrony/stresu - krew wróciła do trzewi i do płata czołowego i wszystko się przypomniało.

Bardzo fachowo ów mechanizm naszego organizmu opisuje Pan Profesor w artykule KLIK (który serdecznie polecam) wspomagając się konkretnymi nawami aminokwasów, hormonów i układów naszego organizmu.

Ja to podsumuje tak:

w stresie głupiejemy ale mięśnie są napięte, a w spokoju nasze ciało wzrasta, inteligencja się rozwija ale mięśnie - flaki.

W stresie nasze komórki nie rozwijają się, bo organizm nie będzie dążył do rozwoju w zagrożonym środowisku tylko do przetrwania i oczywiście znowu głupiejemy ale mięśnie są napięte.

TAKA SAMA reakcja stresowa organizmu występuje zarówno na niepokój wywołany myślami czy obserwowany w rzeczywistości.

Więc rozwiązanie masz w sobie!!! 

Zacznij zauważać swój nastrój, zastanów się czym jest spowodowany? 
Czy jest się czym denerwować? 
Po co nadal to ciągnąć?
 
Mój dziadek mawiał: "Dorotko, śpiesz się powoli, decyzje zawsze podjąć, zdążysz", znacie to? 
 
Tak, to zaczynamy: licząc do 10, zwolnij oddech. Teraz wdychając powietrze nosem, powoli poprowadź je do brzucha, a następnie wypuszczając ustami zrób najwolniejszy oddech w swoim życiu :) Już? Brawo! Zrobiło się luźniej? Napięcie spadło? To super!
 
I tak 10 razy pod rząd i za każdym razem, kiedy będziesz chciał zapanować nad środowiskiem czy to zewnętrznym czy wewnętrznym :)

Dzięki wielkie za czytanie

środa, 29 listopada 2017

Twoje wyobrażenie, tworzy twój świat... dosłownie.

Twoje przekonania, tworzą Twoją rzeczywistość! Żyjesz wedle tego, jakie masz wyobrażenie na dany temat!

I UWAGA, twoja koncepcja nie musi mieć nic wspólnego z rzeczywistością, a i tak zareagujesz na nią. Z jakiego powodu zapytasz? Ano z takiego, że twoje komórki reagują na twoje otoczenie. CAŁY TY na to reagujesz. Popatrz na film:


Gdy miałam założone okulary, obraz który widziałam, był zupełnym przeciwieństwem tego co ty widziałeś na ekranie. Koło mnie stał słodki ludzik, gdy przechodził przez trawy, one się ruszały i szeleściły, przepaść za fotelem zdawała się nie mieć końca i tonęła gdzieś w chmurach poniżej, a gdy ruszałam padem, by iść dalej, było mi baaardzo niedobrze.

Całe moje ciało w każdej sekundzie reagowało na otoczenie, precyzyjnie produkując odpowiadające bodźcom substancje, które następnie wypełniały moje ciało.

Za pomocą tej zabawki, chcę ci uświadomić, że dla naszej cudownej maszyny jaką jest nasz organizm, nie ma znaczenia czy coś dzieje się w rzeczywistości, czy tak tylko sobie dumasz w ten czy inny sposób.

Twoje ciało nieustannie reaguje na środowisko w jakim przebywasz, twój nastrój jest bezpośrednio zależny od tego w jaki sposób twoja komórka reaguje na bodźce zewnętrzne.

Jeżeli na przykład, ktoś ci wytknie coś, co cię poruszy, to tylko od ciebie zależy jak reszta dnia ci upłynie.

Może pomyślisz sobie lub powiesz rozmówcy - to twoje zdanie, ja mam inne - i kolejne godziny będą przyjemne, lub może z uporem maniaka będziesz wracał co jakiś czas do tej chwili, odtwarzając jak magnetofon tą samą taśmę, towarzyszyć temu oczywiście będą różne nieprzyjemne emocje: smutku, żalu czy złości.

Ale emocja to już konsekwencja, a nie przyczyna, zatem krzyk na magnetofon nic nie da, bo on tylko odtwarza, prawda?

Więc pamiętaj, że w zgodzie ze swoim poglądem podejmujesz konkretne decyzje i wywołujesz konkretne zdarzenia w swoim życiu i jeżeli czujesz się w nim niewygodnie, to wszystko co w tej sytuacji trzeba zrobić to, zmienić taśmę czyli zdjąć okulary czyli zmienić swoje postrzeganie.

Dzięki Wielkie za czytanie i oglądanie

środa, 22 listopada 2017

Miej siłę...


Miej siłę do tego, by powiedzieć: nie mam ochoty,
miej siłę do tego, by powiedzieć: o tak - chcę,
miej siłę do tego, by powiedzieć: nie podoba mi się to,
miej silę do tego, by powiedzieć: super - piękne,
miej siłę do tego, by przestać się buntować,
miej siłę do tego, by przestać nadstawiać kark,
miej siłę do tego, by wybaczyć sobie,
miej siłę do tego, by siebie przeprosić,
miej siłę do tego, by siebie zacząć słuchać,
miej siłę do tego, by sobie powiedzieć: dzięki,
miej siłę do tego, by przestać się krzywdzić,
miej siłę do tego, by szanować siebie,
miej siłę do tego, by przekształcić swoje nałogi,
miej siłę do tego, by powiedzieć do siebie: kocham Cię.


Bowiem,
nie ma nikogo, kto wypełni twoją pustkę,
nie ma nikogo, kto przejmie odpowiedzialność za twoje życie,
nie ma nikogo, kto zagwarantuje Ci szczęście,
nie ma nikogo, kto jest odpowiedzialny za twój nastrój,
nie ma nikogo, kto zrealizuje twój potencjał,
nie ma nikogo, kto wypełni Cię miłością.

Jesteś jedyną istotą na tej planecie, która może zadbać o siebie. Wszystkich których spotykasz na swojej ścieżce, są twoim lustrem, twoją wskazówką, twoim znakiem na rozdrożu. Pojawiają się, a następnie znikają w odpowiednim momencie i tylko od Ciebie zależy czy ich w ogóle zauważysz. Ale nikt z nich za Ciebie nie podejmie decyzji i nic za Ciebie nie zrobi. Masz wszystkie narzędzia, by zapanować nad swoim życiem, wystarczy byś ich użył - a uwierz mi - masz na to siłę!

Dzięki wielkie za czytanie

środa, 15 listopada 2017

Przygoda Ireny

Irena to kot marki Sfinks, a raczej kotka. Właścicielką Ireny jest cudowna istota o imieniu Gabriela. Gabriela z Ireną przyjechały do Warszawy. 

Gabriela po przyjeździe zostawiła kota u swojej koleżanki Pauli i pojechała realizować swój bogato wypełniony dzień. 

Gdy wróciła do domu była głęboka noc. Ireny nigdzie nie było, więc pomyślała, że śpi z nowo poznaną koleżanką, a że późno było i Paula dawno już spała, nie sprawdzała swoich podejrzeń. 

Rano obudziło Gabrielę żałosne miauczenie. Podążając za odgłosem, ze zdziwieniem otworzyła drzwi do mieszkania. Zamarznięta Irena, miaucząc jednocześnie z żałości i ze szczęścia wystrzeliła jak z procy wbijając się w Gabrielę pazurami.

Okazało się, że Irena musiała minąć się w drzwiach z Gabrielą, która w okolicach północy dotarła do domu. Drzwi się zamknęły i ups... Irena została po drugiej stronie. 

Kotka przesiedziała 8 godzin, wpatrzona w drzwi z nadzieją, że w końcu się otworzą, a gdy się otwarły...., to możecie sobie wyobrazić jej szczęście.

To zdarzenie jest świetnym przykładem na wiarę w to co robicie.

Macie pragnienie, podejmujecie związane z nim jakieś działania i czy jesteście w stanie dotrwać do finału, tak jak Irena wytrwała w obcym miejscu z nadzieją, że drzwi się otworzą?

Jak wiele razy wstalibyście z pod tych drzwi i odeszli?

Jak wiele razy zwątpilibyście w to, że w ogóle kiedykolwiek się otworzą?

Jak wiele razy przemarznięcie - przypominam, że to Sfinks - spowodowałoby wasz odwrót?

Jak głód wpłynął, by na Was?

I wreszcie, jak wiele razy strach zabiłby Waszą wiarę i całe przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku?

Ten przykład jest cudowny. Myślę, że warto chwilę nad nim pomyśleć, a w momencie zwątpienia - proponuję przypomnieć sobie przygodę Ireny.

Dzięki Wielkie za czytanie