środa, 17 stycznia 2018

Ukochoj siebie!!!


Po prostu nie opłaca Ci się być niedobrym dla samego siebie. To się nie kalkuluje, nie jest logiczne, nie jest ekonomiczne, nikomu nie służy, powoduje zaburzenia metabolizmu i zmarszczki.

Cokolwiek do kogoś mówisz, najpierw ty sam to słyszysz. Twoje ciało reaguje na informację, którą przekazujesz: a to śmiechem, a to strachem, a to złością, a to żalem, a to zazdrością. Zanim przekaz dotrze do kogoś, najpierw dociera do ciebie. Cały w nim jesteś, prawda?

A to powoduje szereg dokonań w twoim ciele, idących albo w kierunku destrukcji albo wzrostu. A skoro jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu, to dobrze by było byś wzrastał, czyli dbał o siebie, szanował siebie czyli szanował swoje ciało, nie tylko dbając o właściwy posiłek, ale również o to, co do siebie gadasz, jak do siebie gadasz, co myślisz o kimś lub o sobie, ponieważ pamiętaj: najpierw wszystko trafia do ciebie!

By dbać o siebie właściwie, musisz pamiętać o każdym elemencie układanki i ciała pomijać nie powinieneś. 

Chcę Ci powiedzieć, że cała zabawa polega na tym, by najpierw "ukochoć siebie" - jak mówi pewien uroczy góral, by szanować siebie. Masz w sobie wszystkie potencjały. Jesteś jak obraz z puzzli. Pozwól sobie zrozumieć wszystkie puzzle, zaakceptować wszystkie kawałki układanki, zwłaszcza te które Ci się nie podobają! Zaakceptuj fakt, że twoje ciało jest świątynią. Dbaj o nie i zaspokajaj wszystkie jego potrzeby!

Jesteś trójcą: ciałem, duchem i umysłem i tylko tak, kompletną kompozycję tworzysz.

Dzięki wielkie za czytanie.




środa, 10 stycznia 2018

A gdyby tak....


Życie to wielka przygoda. Słyszałeś to już kiedyś? Pewnie nie raz. A coś z tym zrobiłeś?

A gdyby tak, naprawdę popatrzeć na życie jak na WIEEEELKĄ przygodę?

Gdyby na każdą przeciwność w życiu popatrzeć jak na przygodę?

Gdyby na to co Ci dzisiaj przeszkadza, popatrzeć jak na wielką przygodę?

Gdyby na niewygody, których doświadczasz, popatrzeć jak na wielką przygodę?

Gdyby na swoje słabości popatrzeć jak na wielką przygodę?

Gdyby na swoich wrogów popatrzeć jak na wielką przygodę?

Gdyby wreszcie na każde gdyby, popatrzeć jak na wielką przygodę?

Gdy zmienisz zasady, życie stanie się wielką przygodą, stanie się odkrywaniem, doświadczaniem, zaskoczeniem, wdzięcznością, radością, wzruszeniem.

Gdy zmienisz reguły wszystkie niskie wibracje zostaną, bo nie chodzi o to, by zostać świętym, one tylko zamienią się w przygodę - ty zmianą swojego podejścia, w wielką przygodę je zamienisz.

Aby zmienić zasady musisz zmienić powiązane z daną sytuacją wzorce myślowe i nabudować w ich miejsce nowe.

Jak to zrobić? Już mówię/piszę, podążaj za mną w ćwiczeniu:

wyobraź sobie, że się standardowo złościsz, smucisz, czujesz zazdrość, frustrację, żal, niskie poczucie wartości, chorujesz itd, wyobraź to sobie - ja poczekam...

Już? Ok, jednak teraz, zamiast standardowego zachowania, dorzuć nowy element, no może dwa, po pierwsze powiedz do siebie: doświadczam złości, zamiast złoszczę się, doświadczam smutku zamiast smucę się, doświadczam zazdrości zamiast czuję zazdrość, doświadczam frustracji zamiast jestem sfrustrowany, doświadczam niskiego poczucia wartości zamiast mam niskie poczucie wartości, doświadczam choroby zamiast choruje itp.

Mów tak do siebie, dorzucając doświadczam do problemu, który Cię obecnie dotyczy, możesz śmiało parę razy powtórzyć tą kwestie, możesz powiedzieć ją po cichu, możesz powiedzieć ją głośno, możesz ją wykrzyczeć lub nawet wypłakać jeżeli emocje się pokażą, zaufaj sobie i rób to tak jak cię intuicja poprowadzi - ja poczekam....

Już? I co czujesz różnicę w mocy problemu, gdy doświadczam dorzucisz? Czujesz utratę jego rangi? Czujesz, że to chwilowe doświadczenie, a nie wyrok? Czujesz, że ty masz kontrolę nad nim, a nie on nad tobą?

Ok, to idźmy dalej, po drugie gdy problem stracił ważność, popatrz na niego jak na przygodę, możesz wyobrazić sobie, że ten problem na wycieczce życia cię doświadcza. Wyobraź sobie jak na niego patrzysz w nieznanych Ci okolicznościach, gdzie wszystko jest nowe i nieustalone? Patrz na niego z ciekawością dziecka, obserwuj co się wydarzy - ja poczekam....

I co? Jak ci poszło? Jaką moc miał problem zanim zacząłeś czytać, a jaką ma teraz? Kto jest panem sytuacji? Czy w nowych okolicznościach skupiłeś się może na kompletnie abstrakcyjnym rozwiązaniu - bo tak dzieci patrzą, dla nich niemożliwe nie istnieje? Czyżby naprawdę niemożliwe przestało istnieć? Czy można jeszcze nazwać problem problemem?

Sekret polega na tym, by zmienić percepcję, więc jeżeli zrobiłeś to ćwiczenie, to przyjmij moje gratulacje :), bo to wielka zmiana w twoim myśleniu, nawet nie masz pojęcia jak wielka...

Jeżeli pomogło Ci to ćwiczenie, rób je tak często, jak często będziesz potrzebował, w którymś momencie - trening czyni mistrza - automatycznie skupisz się na rozwiązaniu, każda przeszkoda będzie nowym ciekawym doświadczeniem, nową przygodą, nowymi możliwościami, a nie kulą u nogi.

Dzięki wielkie za czytanie


środa, 3 stycznia 2018

Jaka jest Twoja decyzja?

Nie ma na świecie nikogo, kto może Cię skrzywdzić, oprócz ciebie samego, wiesz o tym? Serio możesz to zrobić tylko Ty. 

Powiesz, że zwariowałam. Ha, ha, może tak, a może nie. Wyjaśnię Ci moje stanowisko poniżej, a Ty podejmij decyzję, ok?

Jest taka zasada Tolteków: "nie bierz niczego do siebie".

Mówi ona o tym, że nie masz pojęcia co autor miał na myśli i postrzegasz informacje, które otrzymujesz patrząc przez swój pryzmat doskonałości, bądź niedoskonałości.

Wyobraźmy sobie, że dochodzi do Ciebie info, że ktoś Cię obgaduje. Poczujesz ból lub urazę tylko wówczas, gdy przyjmiesz te słowa/informację do siebie czyli kiedy zaczniesz się tym przejmować.

Jeżeli nadasz tej informacji znaczenie to zaczniesz o niej rozmyślać, denerwować się, dyskutować ze znajomymi. Spadnie Ci nastrój, dobry humor szlag trafi, i pewnie wybuchnie nie mająca nic wspólnego z plotką awantura, ale gdzieś emocje będą musiały znaleźć ujście.

Więc zastanów się czy podejmując decyzję, że dotyczy mnie ta sytuacja, krzywdzisz się sam, czy robi to ktoś?

Jest też kolejna zasada Tolteków: "nie zakładaj niczego z góry".

Mówi ona o tym, że robisz pewne założenia i przyjmujesz, że wszyscy wedle nich mają żyć. Zakładasz, że wszyscy widzą życie, tak jak ty je widzisz (jakże ogromną pychą się kierując).

A tak przecież nie jest, bo znowu nie masz pojęcia, co autor miał na myśli. 

I znowu jeżeli założysz, że prawdą jest to co Ci doniesiono z przykładu powyżej - to skrzywdzisz się sam, czy uczyni to ktoś?

Więc zanim podejmiesz następnym razem decyzję, może zapytaj po prostu, jak czegoś nie wiesz, bez obawy, że wyjdziesz na głupka, zamiast zakładać coś z góry, a następnie brać coś do siebie.

I co zwariowałam, czy nie? Jesteś jedyną istota na świecie, która może Cię skrzywdzić czy nie? Jaka jest twoja decyzja?

Dzięki Wielkie za czytanie.

środa, 27 grudnia 2017

Matrix cz. 4 Akceptacja

Pamiętasz film Matrix? Pewnie tak, a pamiętasz walkę Neo ze Smithem? Pewnie pamiętasz, bo było ich trochę. A pamiętasz jak z każdej dziury, drzwi, okna z każdego zakamarka wyłaziło więcej i więcej agentów? Im Neo był bardziej w walce zawzięty, tym więcej ich było.

A pamiętasz kiedy agenci przestali wyłazić? 

Umówmy się, że Agent Smith to Twoja dręcząca cię myśl/sprawa. Im bardziej o niej myślisz, im bardziej w swojej wewnętrznej rozmowie zażarty jesteś, tym bardziej rozbudowana myśl się staje. Momentami dochodzi do tego, że kręcisz już w swojej głowie siódmy sezon serialu. 

W drugą stronę też nie jest lepiej, bo im bardziej starasz się ją uspokoić, tym więcej pochodnych jej jest. Płynie do ciebie fala niezliczonych wersji wydarzeń, które włażą do ciebie każdą dziurą, każdym zakamarkiem i w dzień i w nocy.

Zatem jakie rozwiązanie jest? Kiedy agenci przestali wychodzić?

Kiedy Neo się poddał, kiedy opuścił ręce, kiedy zaakceptował sytuację. Wówczas wróg przestał istnieć, więc i walka przestała mieć sens.

Tak i ty poddaj się, opuść ręce, zaakceptuj sytuację jaka by nie była, zaakceptuj myśl jaka by nie była, ona jest tylko wówczas straszna, gdy potwora z niej robisz.

Skończ z walką, bowiem każda walka skazana jest na porażkę.

Z dziecięcą wręcz naiwnością, pędź w piękną przygodę - życiem zwaną - i obserwuj, cóż się wydarzy?

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 20 grudnia 2017

Historia Szymona

Kochani dzisiaj nie mój wpis, a cudownej istoty o imieniu Szymon, który odkrywa siebie i dzisiaj dzieli się z Wami bajką wziętą ze swojego życia.

Zapraszam....

"Strach – cichy zabójca marzeń.

Towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Jest jednym z najmocniejszych uczuć jakie mamy. Kiedyś alarmował przed niebezpieczeństwem. Używali go (i w sumie nadal używają) go czasem rodzice, gdy chcą uspokoić rozbrykane dzieci. 

Strach jest dla nas uczuciem tak zwyczajnym jak miłość czy zaufanie, a jednocześnie równie destruktywnym jak nienawiść czy zazdrość. 

W czasach prehistorycznych baliśmy się dzikich zwierząt, w czasach średniowiecznych – wiedźm i spalenia na stosie. W XXI wieku wydaje się że strach przybrał znacznie bardziej subtelną formę. 

Oczywiście katastrofy, terroryzm, możliwości wojny są przerażające ale jednocześnie wydają się bardzo odległe. Zwykle najbardziej boimy się rzeczy które mogą mieć bezpośredni wpływ na nasze życie. Mówię tu o karierze, związkach, relacjach z ludźmi których spotykamy na swojej drodze.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to jest że w czasach powszechnego dostępu do informacji, internetu, poradników wszelkiego rodzaju dalej jest tak, że często nie jesteśmy w stanie zdobyć tego czego pragniemy, lub nie umiemy zmienić obecnej sytuacji. I to nie dlatego, że z „technicznego” punktu widzenia nie potrafimy, ale w wielu przypadkach dlatego, że w ogóle nie zaczynamy działać. 

Oczywiście, uwielbiamy narzekać na lewo i prawo na swoją prace lub dzielić z innymi o tym jak nasz partner przestał już nas nawet zauważać, ale jednocześnie nic z tym nie robimy. Henry David Thorou napisał kiedyś, że „większość ludzi żyje w cichej rozpaczy”. 

Ciężko się z tym nie zgodzić ponieważ żyjemy w czasach w których znacznie łatwiej idzie nam przyznać się do lenistwa niż do strachu. Nachodzi oczywiste pytanie: czego się boimy? 

Oczywiście konsekwencji naszych decyzji oraz zmian które one wniosą. Jesteśmy bowiem tak przedziwnie skonstruowani, że łatwiej nam założyć całą gamę pesymistycznych scenariuszy, że  w sumie lepiej się nie wychylać, bo przyszłość może być znacznie gorsza od tego to co mamy obecnie.

Co zrobić gdy jednak tych zmian chcemy? Boimy się, ale jednak nasza obecna sytuacja przeszkadza nam tak bardzo, że po prostu musimy coś z tym zrobić. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że mamy tyle szans ile odwagi i trudno się z tym nie zgodzić. 

Największym problemem wydaje się ten pierwszy krok. Ale jak go zrobić? Pozwól, że coś Ci opowiem...

Bajka o Osiołku

Dawno temu na starej farmie urodziło się małe źrebię. Jego prawdziwa mama niestety zmarła przy porodzie, a z racji że nie miał nikogo Pan Osioł i Pani Oślica postanowili go przygarnąć. Osiołek kochał swoich rodziców, ale czuł że jest trochę inny od nich. Miał dłuższe kopyta i był znacznie bardziej pokraczny od swoich rówieśników. 

Pani Oślica bardzo kochała Osiołka, opiekowała się nim jak mogła najlepiej i zawsze powtarzała, by był ostrożny, bo nie chciała by sobie zrobił krzywdę. 

Pan Osioł trochę się wstydził syna – łamagi i często krytykował jego wygląd i brak upartości która (jak wiadomo) jest cechą każdego szanującego się osła. Inne osiołki też często mu dokuczały, a nawet podgryzały, bo uważały go za klasowe popychadło. 

Osiołek czuł się bardzo osamotniony, ale że kochał rodziców i chciał, by byli z niego dumni, dlatego też całe po południa spędzał w książkach ucząc się jak być upartym. W szkole okazało się, że nauka się opłacała, bo Ośli nauczyciele zaczęli doceniać jego starania. 

Gdy przyszły wymarzone wakacje Mama Osiołka i Tata Osiołka w nagrodę zabrali go na pobliską farmę. Była to wielka nowoczesna farma z ogromna ilością zwierząt. Były tam kury, gęsi kaczki, krowy, kozy i wiele, wiele innych. Jedna grupa przykuła jednak uwagę Osiołka. 

Za wysokim ogrodzeniem na pięknej polanie pasło się stado koni. Ale jakież to były konie! Wielkie, umięśnione, a jednoczenie smukłe i gibkie. Przechodziły z truchtu w galop i z galopu w cwał tak szybko i z taką gracją, której Osiołek nigdy nie widział na oczy. Rodzice osiołka zobaczyli jego podekscytowanie, ale bardzo szybko wytłumaczyli mu, że to nie jest i nigdy nie będzie towarzystwo dla niego. Że on jest tylko małym, głupiutkim osiołkiem, a to są Konie Królewskie. No i oczywiście żeby przestał zawracać sobie głowę bzdurami, bo są ważniejsze rzeczy na świecie niż irracjonalne marzenia. 

Po powrocie z wakacji Osiołek cały czas myślał o koniach, które widział i podświadomie czół, że coś go do nich ciągnie. Nie mógł wytłumaczyć co, ale pragnienie nie odstępowało go ani na krok, aż do końca szkoły. Rodzice Osiołka byli bardzo dumni z synka. Nie było dla niech problemem, że już kompletnie nie przypominał osła oraz nie zachowywał się jak standardowy osioł. Ważne było to, że nauka zaprocentowała i był we wszystkim tak uparty, że chcąc nie chcąc Ośli Dyrektor musiał mu przyznać tytuł Osła Roku. 

Rodzice Osiołka mieli nadzieje, że teraz ich zdolny synek znajdzie sobie jakąś bezpieczną i stabilną prace na farmie, miłą i spokojną oślice, założy rodzinę i rozpocznie samodzielne życie. Osiołek jednak miał inne plany. Od długiego czasu bowiem podkradał się ukradkiem na pobliską farmę, by móc podziwiać Królewskie Konie. Któregoś dnia gdy tak stał i marzył jeden koń ze stada podszedł do niego i zapytał? „A ty? Czemu tu tak stoisz?” „No bo ja... marze by być taki jak wy” wypalił Osiołek. „A widziałeś się kiedyś w lustrze? Odpowiedział z przekąsem koń i odszedł powoli kiwając łbem z niedowierzaniem. 

Osiołek pobiegł do najbliższej rzeki i po raz pierwszy uważnie przyglądnął się odbiciu w tafli wody. Po raz pierwszy w życiu nie zobaczył osła, a pięknego, dorodnego Ogiera. Na początku poczuł ogromną złość na rodziców, którzy przez całe życie wmawiali mu, że jest tylko małym osiołkiem i nie warto jest marzyć o rzeczach których oni sami nigdy nie osiągnęli i nigdy już nie osiągną. 

Potem jednak uspokoił się i uświadomił, że Mama Oślica i Tata Osioł dali mu wszystko co potrafili i co uważali będzie najlepsze dla niego. Zrozumiał też, że to, że oni są inni nie zmieni wcale jego uczuć, ale to było jego życie i miał prawo zdecydować jak je chce przeżyć. Nasz „Osiołek” doskonale już wiedział czego pragnął. Należało jedynie pokonać ogrodzenie. 

Pewnego dnia postanowił spróbować. Nie wiedział czy jest gotowy, ale przygotowywał się do tego skoku bardzo, bardzo długo. Gdy stał na polanie nie czuł już strachu, a raczej podniecenie przed tym co nastąpi. Był spokojny i jednocześnie bardzo skupiony. Zaczął powolny stęp, po nim nastąpił kłus, potem galop i cwał. Konik biegł tak szybko jak nigdy dotąd. Gdy ogrodzenie było wystarczająco blisko wybił się i skoczył....

Zastanawiasz się pewnie teraz jak się kończy ta bajka. Bardzo chciałbym ci powiedzieć, że konik przeskoczył i jest teraz wśród swoich. Problem jest taki, że nie mam zielonego pojęcia jak to wszystko się kończy. Ty musisz wybrać w co chcesz uwierzyć. Nikt tego przecież za ciebie nie zrobi. Tak jak w życiu. Ja wybieram wiarę, że konikowi udało się spełnić marzenia i jest teraz bardzo szczęśliwy. 

Jest jeden problem z przezwyciężeniem strachu. Nawet jeśli zaczniesz działać nikt, absolutne nikt nie może zagwarantować Ci powodzenia. Ja też nie mogę. Pamiętaj jednak, że w naszym życiu są rzeczy które opłaca się robić i które warto. Nie zawsze rzeczy które warto robić będą się opłacać (i nie zawsze te które się opłacają warto robić). 

Czy warto jednak walczyć o swoje marzenia. Absolutnie tak, ponieważ wtedy każdego dnia możesz spojrzeć na siebie w lustrze z dumą i wiedzieć, że robisz wszystko, by je zrealizować. Tym bardziej, że nie walczymy tylko dla siebie. Walczymy też dla naszych dzieci  (nawet tych przyszłych), by nie musiały borykać się ze strachem, z którym my się borykamy. By z wiarą i nadzieją parzyły w przyszłość.
 
Puk, Puk
Kto tam?
Strach
(Otwiera odwaga)
Strach uciekł.




ps. Życie jest drogą i tak naprawę tylko od ciebie zależy, czy to będzie droga przez mękę czy może piękna przygoda, jedyna w swoim rodzaju. Pamiętaj też, że zwykle tylko jedna decyzja dzieli cię od zmian, o których nawet ci się nie śniło.... Na co więc czekasz?"

Szymon



Dzięki wielkie za czytanie

środa, 13 grudnia 2017

Biały pokój dla wszystkich

Uwielbiam ćwiczenie "biały pokój". Jestem po prostu jego fanką. Uważam, że jest to genialne ćwiczenie dla wszystkich niezależnie od płci, wyznania czy wiary. Dzięki temu ćwiczeniu możesz oczyścić przeszłość jak i na bieżąco rozwiązywać każdą trudność.

Polega ono na tym że: wyobrażasz sobie biały pokój, taki cały biały bez okien i ozdobników. W białym pokoju wyobrażasz sobie biały fotel lub krzesło, na którym siadasz. Przed sobą wyobrażasz sobie drugi biały fotel lub krzesło, na którym sadzasz kogoś do kogo masz żal, pretensje, sprawę, którą potrzebujesz z nim wyjaśnić.

Gościem może być każdy, ale uwaga: przede wszystkim możesz być nim ty sam. W tym celu sadzasz siebie przed sobą i gdy już ty/gość siedzi, zaczynasz mówić wszystko to, co leży Ci na wątrobie.

Rozmawiasz tak długo, aż ty/gość pogodzony z tobą, opuści biały pokój. To bardzo ważne, by zakończyć cały proces właśnie w ten sposób: gość pogodzony wychodzi, a ty zostajesz.

Z ta samą osobą możesz prowadzić rozmowy wielokrotnie, zapraszasz go po prostu do pokoju kiedy tylko masz potrzebę.

Ćwiczenie jest na tyle proste, że zachęcam cię, byś stosował je tak często jak tylko będziesz tego potrzebował, nawet podczas zwykłych codziennych czynności, a moją zachętę poprę argumentami.

Po pierwsze, gdy spotyka cię coś, co wywołuje twój nazwijmy to - spadek formy, to twoja głowa zaczyna szaleć i tworzy niezliczone wersje danej sytuacji, więc zaczynasz gadać do siebie i trwa to czasami godzinami, czasami dniami, a czasami trzyma cię latami.

I w tym momencie idealnym rozwiązaniem jest biały pokój. Podczas wewnętrznej rozmowy ze sobą lub z kimś szybciutko - jak byś jakimś transformersem był lub innym iron menem - wyobrażasz sobie jak obudowuje cię biały pokój. Wyobrażasz sobie jak siedzisz w białym fotelu, a przed tobą siedzi gość. I nic nie zmieniasz dalej rozmawiasz, krzyczysz, tłumaczysz, płaczesz, złościsz się obserwując jednocześnie osobę na przeciwko. Może coś ci powie, może usłyszysz, że też go zraniłeś, może coś ci wytłumaczy, może będzie krzyczał, a może będzie tylko siedzieć i słuchać.

Pozostajesz w ćwiczeniu tak długo, aż wybaczysz sobie i drugiej istocie, i gość pogodzony z tobą wyjdzie z pokoju.

Po drugie, pokój jest zamkniętą przestrzenią i nic z niego się nie wydostaje na zewnątrz. Nie obciążasz nikogo swoimi problemami. Każdy najbardziej negatywny ładunek zostaje w środku. To bardzo ważne z uwagi na proces energetyczny, bo co posiejesz to pozbierasz i właśnie z tego powodu - jest po trzecie - ćwiczenie kończy się zgodą, zrozumieniem, spokojem, wybaczeniem.

Podsumowując: w białym pokoju wygadujesz się do spodu, wyrzucasz emocje, twój umysł zostaje
pozbawiony jakichkolwiek punktów zapalnych w danym temacie - bo jeżeli jeszcze jakieś się pojawią to z powrotem do ćwiczenia siadasz - i ćwiczysz tak długo, aż następuje pełna zgoda, a ponieważ gadasz ze sobą non stop, to ćwiczenie możesz wykonywać w każdym momencie dnia, dzięki czemu od razu osiągniesz spokój ducha.

Zachęcam Cię serdecznie do wysłuchania ćwiczenia białego pokoju, które nagrał Darek Emanowicz KLIK

Dzięki Wielkie za czytanie

środa, 6 grudnia 2017

O tym samym, po innemu :)

Kontynuować będę temat z zeszłego tygodnia, więc jeżeli nie czytałeś, to zapraszam cię KLIK

Tak jak wspominałam już wielokrotnie dla naszego mózgu nie ma znaczenia, czy obserwuje coś co ty obserwujesz w realu czy obserwuje tylko coś, co sobie wyobrażasz.

W tym miejscu, polecam Wam serdecznie film Pana, który jest genetykiem KLIK , i wprost fantastycznie tłumaczy właśnie ten temat.

W obu przypadkach mózg, a następnie ciało zareaguje tak samo. Czyli mówiąc wprost - na realny problem oraz na wymyślony reakcja będzie taka sama:  

- gdy widzimy przyjemną sytuację lub tylko pomyślimy o przyjemnej sytuacji, nastąpi produkcja tych samych substancji i ciało zostanie nimi wypełnione,

- dokładnie tak samo się stanie, gdy będziemy świadkami nieprzyjemnych zdarzeń lub gdy nieprzyjemne zdarzenia będziemy sobie wyobrażać.

Z jakiego powodu? Już tłumaczę. 

Nasza komórka reaguje na środowisko. Jeżeli warunki są sprzyjające, komórka będzie dążyła do wzrostu, wówczas cała krew pompowana jest do narządów wewnętrznych oraz do płata czołowego. 

Na ten czas rozwijają nam się jelitka, wątróbka, serduszko układ trawienny i wiele wiele innych narządów oraz uwaga! - stajemy się inteligentniejsi, natomiast jeżeli okoliczności są niesprzyjające i stanowią zagrożenie, wówczas komórka wchodzi w stan obrony/przetrwania. Krew zostaje przekierowana do mięśni i kości, a krew z płata czołowego wędruje do tyłogłowia. 

Po co?

Ano po to, że reakcja na zagrożenie zawsze jest taka sama, albo atakujesz albo uciekasz, więc w tej sytuacji masz zareagować szybko i sprawnie - wybrać któryś wariant - a myślenie, sam rozumiesz, nie jest ci w tym momencie w ogóle potrzebne.

Mieliście zapewne zaręczyny, spotkanie, rozmowę o pracę, rozmowę z teściową, egzamin itp, na którym stresowaliście się i nic nie mogliście sobie przypomnieć, ciało drżało, a w głowie pustka. Cały wasz organizm był w obronie/stresie. Dopiero kiedy emocje opadły - organizm wyszedł ze stanu obrony/stresu - krew wróciła do trzewi i do płata czołowego i wszystko się przypomniało.

Bardzo fachowo ów mechanizm naszego organizmu opisuje Pan Profesor w artykule KLIK (który serdecznie polecam) wspomagając się konkretnymi nawami aminokwasów, hormonów i układów naszego organizmu.

Ja to podsumuje tak:

w stresie głupiejemy ale mięśnie są napięte, a w spokoju nasze ciało wzrasta, inteligencja się rozwija ale mięśnie - flaki.

W stresie nasze komórki nie rozwijają się, bo organizm nie będzie dążył do rozwoju w zagrożonym środowisku tylko do przetrwania i oczywiście znowu głupiejemy ale mięśnie są napięte.

TAKA SAMA reakcja stresowa organizmu występuje zarówno na niepokój wywołany myślami czy obserwowany w rzeczywistości.

Więc rozwiązanie masz w sobie!!! 

Zacznij zauważać swój nastrój, zastanów się czym jest spowodowany? 
Czy jest się czym denerwować? 
Po co nadal to ciągnąć?
 
Mój dziadek mawiał: "Dorotko, śpiesz się powoli, decyzje zawsze podjąć, zdążysz", znacie to? 
 
Tak, to zaczynamy: licząc do 10, zwolnij oddech. Teraz wdychając powietrze nosem, powoli poprowadź je do brzucha, a następnie wypuszczając ustami zrób najwolniejszy oddech w swoim życiu :) Już? Brawo! Zrobiło się luźniej? Napięcie spadło? To super!
 
I tak 10 razy pod rząd i za każdym razem, kiedy będziesz chciał zapanować nad środowiskiem czy to zewnętrznym czy wewnętrznym :)

Dzięki wielkie za czytanie