środa, 27 maja 2015

Niewolnictwo emocjonalne

Nooo, dzisiaj będzie o niewolnikach. O niewolnikach emocjonalnych. Można też nazwać to zjawisko terroryzmem emocjonalnym, miłością warunkową (choć z miłością to nie ma nic wspólnego). 
Znacie temat? 
Bo ja znam. Sama miałam przyjemność uczestniczyć w takim paradoksie, a potem powielać go zanim zdałam sobie sprawę z tego co robię. 

Szantaż emocjonalny polega na tym, by jak największą liczbę osób zainteresować swoim problemem. Można oczywiście wedle preferencji, zawiesić się tylko na jednej bądź dwóch dowolnie wybranych osobach, ale z doświadczenia wiem, że lepiej działa na większą skalę.
Otóż mili moi, to jeszcze nie wszystko, ważną rolę w tym wszystkim odgrywają relacje. Im bliższa znajomość tym lepiej jest manipulować. 

Dotyczyć to może:

męża-żony, żony-męża, 

dziewczyny-chłopaka, chłopaka-dziewczyny,

rodzice-dziecko, dziecko-rodzice,

znajomi w pracy (w jednym biurze, dziale, pokoju lub przy biurku),

dzieci w szkole,

dzieci w szkole-nauczyciel, nauczyciel-dzieci w szkole, 

sąsiad w windzie,

sąsiad przy płocie,

siedzący w poczekalni pacjenci,

podsumowując: każda sytuacja jest dobra by ssać.

Nie ma znaczenia, ile kto ma lat. Czy jest to dziecko, dorosły czy starszy. Każdy może być zakładnikiem i każdy może być terrorystą emocjonalnym.
W jakim celu spytacie?
Ano w takim, by pozyskać energię i uwagę innych, bo sam ma mało miłości do siebie. Nie wierzy w siebie, ma niskie poczucie wartości. Więc będzie angażował kogo się da, by zaspokoić swoją pustkę. 

Będzie kosztem innych poprawiał swój nastrój, upewniał się w swojej postawie lub postanowieniu, upewniał się czy druga osoba go kocha. Tak się nauczył funkcjonować i tak działa. Nie ma w sobie, więc bierze od innych. Gdyby miał, to by dawał, a nie brał.

Po takim spotkaniu często występuje zmęczenie, ale ego rekompensuje straty energetyczne. Wracacie do domu i opowiadacie jak zostaliście bohaterem, pomagając biednej "Bidusi", bo tak jej dobrze doradziliście, bo nikt jej tak dobrze nie rozumie jak wy. I opowiadacie partnerowi jak zbawiliście świat. Nie zauważacie nawet jak powielacie schemat i zamieniacie się z zakładnika w terrorystę. Ot takie kółeczko. 

Pozyskanie uwagi w dobie internetu wzniosło manipulację na wyższy poziom. Nie trzeba obnażać się osobiście na forum, to nadal zarezerwowane jest dla najbliższych (pamiętacie? bliska relacja daję lepszą siłę rażenia), ale wystarczy wrzucić jakiś pikantno - zaczepny temat, by zawrzało. 

Ładnie owo zjawisko widać na FB, choć nie tylko. Jest bardzo dużo pozytywnych cytatów, myśli, kwestii do przemyśleń, ale one powodują jedynie lajki, natomiast od komentarzy dopiero wtedy wrze, gdy pojawiają się tematy "rządne krwi". Jak się przyjrzycie, to odbywa się wówczas prawdziwa uczta i tylko eskalacja emocji spowoduje czy będą to igrzyska śmierci czy uczta dla kanibali czy tylko głośna prywatka.  

Nie wiem jak mam spuentować ten post, więc po prostu może powiem, że to czego szukacie jest w Was, a nie na zewnątrz, i tylko tam można to odnaleźć. 

Dzięki Wielkie za przeczytanie


4 komentarze:

  1. Polajkować czy komentować.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wielkie za przeczytanie, refleksję oraz z góry, za komentarz :) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dzięki Wielkie za przeczytanie i refleksję. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń