środa, 29 kwietnia 2015

O wdzięczności - ciąg dalszy

Nawiązując do poprzedniego wpisu pytam:

Jak Wam poszło?
Daliście radę choć jeden dzień być wdzięczni?
Czy poddaliście weryfikacji denerwujące Was tematy?
Czy przybrały inny wymiar?
Czy byliście zadowoleni z siebie?

Jeżeli tak, to gratuluję. Poniżej natomiast zamieszczam przykłady na to, iż kierunek jest właściwy.

A oto obiecana odpowiedź:
Jest siedem krasnoludków, siedem szklanek mleka i sześć ogórków.
Pytanie: czego jeden krasnal nie dostanie??? Sraczki!!!

Dzisiaj będę kontynuowała temat wdzięczności, bowiem tak jak wspomniałam ostatnio, jesteśmy twórcami oraz odbiorcami. Cały czas produkujemy myśli, produkty, świadczymy usługi, a następnie korzystamy z tego wszystkiego dlatego ważne jest w tym procesie uczucie wdzięczności, by miały one odpowiednią jakość. 

Hm...czy potrafimy być zadowoleni, tak po prostu? Czy potrafimy być wdzięczni za to co mamy? Czy ciągle dążymy do ideału?

Czy potraficie być zadowoleni z pogody? Czy zawsze mogłaby być lepsza?

Czy potraficie być wdzięczni za komplement? Czy raczej udajecie, że nie dotyczy Was?

Czy potraficie być wdzięczni gdy ktoś Wam wręcza prezent? Czy raczej odpowiedź brzmi: oj nie trzeba było?

Czy potraficie być wdzięczni za to że ktoś Wam podaje posiłek? Czy po prostu wpierdzielacie jadło, a w podziękowaniu serdecznie Wam się odbija?

Czy potraficie być wdzięczni, że dziecko przyniosło dobrą ocenę? Czy poświęcacie mu tyle samo czasu czasu co przy ocenie niezadowalającej Was?

Czy potrafisz ucieszyć się ze swojego zarobku? Czy jęczysz o więcej?

Recepta jest prosta: uciesz się z komplementu, przyjdzie ich więcej, bądź wdzięczny za prezent dostaniesz ich więcej, pochwal swą pociechę za dobre oceny, a przyniesie ich więcej, bądź wdzięczny za posiłek, a dostaniesz i deser, choć nie było go w początkowych planach, bądź wdzięczny za złotówkę przyjdzie 10 złotych, uciesz się z 10 złotych przyjdzie stówka, bądź wdzięczny za stówkę przyjdą trzy, itd.

A teraz uwaga, zmieniam level.

Czy potraficie okazać wdzięczność za to, że ktoś Wam zajechał drogę spowalniając Was i w związku z tym może uratował Was od wypadku? Czy w ogóle nie bierzecie takiego rozwiązania pod uwagę i klniecie na czym świat stoi?

Czy potraficie okazać wdzięczność komuś, kto zajechał Wam drogę i zrozumieć, że w ten sposób wszechświat pokazuje Wam, że sami robicie dokładnie to samo? Czy nie bierzecie takiego rozwiązania pod uwagę i strzeliliście do gościa parę razy z pepeszy?

Czy potraficie być wdzięczni za to, że utknęliście w korku i macie czas na refleksję nad jakimś tematem lub może dzięki temu ominęło Was najgorsze spotkanie Waszego życia? Czy nie bierzecie takiego rozwiązania pod uwagę i szarpiecie się za kierownicą, prawie płacząc z nerwów i bezradności oskarżając wszystkich?

Czy potraficie być wdzięczni za kłótnie z drugą osobą, bowiem jest waszym lustrem i pokazuje Wam nad czym musicie się pochylić? Czy raczej nie bierzecie takiego rozwiązania pod uwagę i z chęcią udusilibyście przeciwnika gołymi rękami?

Czy potraficie być wdzięczni za to, że osoba z którą żyjecie toleruje Wasze zachowanie? Czy raczej przyjmujecie za normę to, że pierdzicie lub dłubiecie w nosie lub opowiadacie tą samą historię setny raz lub rzucacie ubranie na ziemię lub zostawiacie naczynia na stole oraz nie zakręconą tubkę z pasty do zębów lub kwitujecie konwersację takim samym tekstem od lat. Co? Jak to jest?

Czy jesteś wdzięczny/wdzięczna osobie, która idzie z Tobą do łóżka i oddaje Ci swoje ciało? Czy raczej przyjmujesz to jako coś co Ci się należy?

Wszystkie pytanie spuentuje postem, który zobaczyłam u Pani Elżbiety Wolny


Dzięki Wielkie za przeczytanie

Oczywiście zapraszam na kurs, jest jeszcze parę wolnych miejsc.

Kurs odbędzie się 16 i 17 maja u mnie we Wrząsowicach na ulicy Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa).
Koszt to tylko 310/osobę.
Od 10 do 15 w sobotę i od 10 do 15 w niedzielę będziemy między innymi uczyli się samokontroli umysłu. Pomiędzy pierwszym, a drugim dniem zaczniecie uświadamiać sobie między innymi potęgę Swoich słów, potęgę wyobraźni, siłę nie chcianych nawyków i wiele wiele innych. Wejdziecie na drogę poszerzenia swojej świadomości i rozpoczniecie proces synchronizacji kwantowej. Otrzymacie praktyczną wiedzę, którą będziecie mogli wykorzystać tu i teraz, by uczynić życie takim jakiego pragniecie.  
Nikt z nas przecież nie żyje za karę.

Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której ja się uczyłam i dalej uczę.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Przy stole (jak pożyczę krzesła od sąsiadki) to góra 15 osób siądzie. Ale jak już siądziecie to możecie liczyć, że na stole będzie przygotowana przez mnie zupka dyniowa oraz mojego męża roboty chleb do zupki i ciasto drożdżowe na deser. A do ciasta dżemik własnej jego roboty.


I JESZCZE TYLKO JEDNO:
W momencie podjęcia decyzji o uczestnictwie w kursie staniecie być może w obliczu jednej z najpoważniejszych przemian w Waszym życiu, bowiem każda transformacja pociąga za sobą zmianę sposobu widzenia siebie i świata.
Dzwońcie do mnie 666 019 377

środa, 22 kwietnia 2015

Ponownie stawiam na wdzięczność

"Tak więc Polcia poznała wreszcie kilka duchów, które okazały się bardzo miłe. Jeden dał jej nawet nowe buty. A Piątek zaprzyjaźnił się nawet z maleńką zjawą o imieniu Marynata i wziął od niej adres mailowy. Potem przejechali się najszybszą kolejką górską na świecie. Tak szybką, że nikt nie był w stanie zapamiętać, czy nią jechał, czy nie...."
Jest to fragment abstrakcyjnej książki, którą Martyna wypożyczyła z biblioteki. Dzieło to napisał Andy Stanfan, a ja nie mogłam się powstrzymać i musiałam Wam fragmencik przytoczyć, choć nie ma on nic wspólnego z dzisiejszym tematem. 


Pisałam już o wdzięczności, ale napiszę znów, gdyż jest to bardzo aktualny temat i dotyczy każdego. 
Wdzięczność jest najprościej połączyć z przyjemnym uczuciem, którym możemy poczęstować siebie, a co za tym idzie i innych. Wdzięczność to kochani taka furtka, taki trik, który pozwala nam ominąć ego. 

Ktoś Cię wkurzył - bądź mu wdzięczny za lekcję zamiast się denerwować,

Zarobiłeś mniej niż chciałeś - bądź wdzięczny, a przyjdzie więcej w innym przypadku powiększysz pustkę. 

Chciałbyś lepszy model partnera/partnerki - bądź wdzięczny za obecnego, a zdziwisz się zmianami, w innym przypadku kwestie sporne nie dadzą Ci żyć i będziesz o nich rozmyślał w dzień i śnił po nocach.

Podoba Ci się nowe auto, motor - bądź wdzięczny za to czym jeździsz dzisiaj, bo w innym przypadku nie nadążysz za naprawą, a każda usterka powiększy dziurę w twoim portfelu.

Chciałbyś innej pracy - bądź wdzięczny za obecną, w innym wypadku przez 8 godzin (lub tyle ile Twój kontrakt obejmuje) ziejesz jadem, a wyobraźmy sobie, że w odwiedziny wpadł klient, który akurat szuka nowej osoby do swojego zespołu z którym na przykład tworzy super projekt, to sam rozumiesz....,też byś się nie wybrał....

Bo rozumiesz, jak byś był nowo wyprodukowanym środkiem transportu i był dumny z siebie to zapewne chciałbyś by osoba do której trafisz była wdzięczna za to, że może jeździć takim wspaniałym modelem.

Lub gdy jesteś osobą, która szuka nowego związku to chciałbyś, by Twój partner/ partnerka mogłaby być wdzięczna za to co jej ofiarujesz.

Lub gdybyś był wypłatą, to chciałbyś trafić w ręce kogoś, kto potrafi być wdzięczny za nią i umie cieszyć się jej wydawaniem.

Lub jeżeli nauczyciel przekazuje Ci jakąś lekcję, to chciałby obyś był wdzięczny za wiedzę, którą otrzymałeś.

Bo widzicie jesteśmy twórcami, a następnie odbiorcami, cały czas produkujemy myśli, produkty, świadczymy usługi, a następnie korzystamy z tego wszystkiego  i moje pytanie brzmi: jaką one mają jakość, gdy nie czujemy przy tym wdzięczności?

- jak będzie Ci się jeździło autem, które ktoś przeklął produkując je,
- jak Twój organizm przyjmie pieczywo od zgorzkniałego piekarza,
- jak możesz oczekiwać wdzięczności od partnera/ki, gdy sam/a ziejesz nienawiścią lub obojętnością lub brakiem zaangażowania,
- jak Ci się będzie pracowało, gdy Twój przełożony przeklina swoją pracę, a co za tym idzie i Ciebie,
  
Dlatego aby zobaczyć różnicę zróbcie sobie test, bądźcie przez jeden dzień wdzięczni ze wszystkiego. Co Wam zależy? Najwyżej wyprostujecie sobie zmarszczki. A na koniec dnia zróbcie podsumowanie drażliwych tematów kontra wasza postawa pełna wdzięczności i zastanówcie się:

- czy dalej tak samo wkurzali Cię inni ludzie,
- jaki miałeś stosunek do pieniędzy,
- jak dogadywałeś się w tym dniu z partnerem/partnerką,
- jak jeździło Ci się Twoim starym środkiem transportu,
- jak Ci się pracowało.

Jeżeli przyłożycie się do zadania to zdziwią Was odpowiedzi, a nagrodą będzie zadowolenie z siebie. Ja od siebie też trochę radości dołożę i odpowiem Wam w przyszłym tygodniu na quiz:
Jest siedem krasnoludków, siedem szklanek mleka i sześć ogórków. Pytanie: czego jeden krasnal nie dostanie? Odpowiedź w przyszłym tygodniu.

I oczywiście zapraszam Was na inny kurs rozwoju osobistego.

Sama korzystałam i korzystam z takich właśnie warsztatów, i wiem co one mi dały i dają wciąż, dlatego zapraszam Was serdecznie, bo warto. Możecie naprawdę stworzyć sobie możliwość, by móc żyć coraz świadomiej i poukładać sobie wiele rzeczy.

Kurs odbędzie się 16 i 17 maja u mnie we Wrząsowicach na ulicy Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa).
Koszt to tylko 310/osobę.
Od 10 do 15 w sobotę i od 10 do 15 w niedzielę będziemy między innymi uczyli się samokontroli umysłu. Pomiędzy pierwszym, a drugim dniem zaczniecie uświadamiać sobie między innymi potęgę Swoich słów, potęgę wyobraźni, siłę nie chcianych nawyków i wiele wiele innych. Wejdziecie na drogę poszerzenia swojej świadomości i rozpoczniecie proces synchronizacji kwantowej. Otrzymacie praktyczną wiedzę, którą będziecie mogli wykorzystać tu i teraz, by uczynić życie takim jakiego pragniecie.  
Nikt z nas przecież nie żyje za karę.

Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której ja się uczyłam i dalej uczę.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Przy stole (jak pożyczę krzesła od sąsiadki) to góra 15 osób siądzie. Ale jak już siądziecie to możecie liczyć, że na stole będzie przygotowana przez mnie zupka dyniowa oraz mojego męża roboty chleb do zupki i ciasto drożdżowe na deser. A do ciasta dżemik własnej jego roboty.


I JESZCZE TYLKO JEDNO:
W momencie podjęcia decyzji o uczestnictwie w kursie staniecie być może w obliczu jednej z najpoważniejszych przemian w Waszym życiu, bowiem każda transformacja pociąga za sobą zmianę sposobu widzenia siebie i świata.

Zapraszam Was serdecznie, bo warto, a wolnych miejsc choć niewiele, to jeszcze kilka jest. Dzwońcie do mnie 666 019 377

Dzięki Wielkie za przeczytanie


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Relaksacja - godzina spokoju dla duszy i ciała



Zapraszam Wszystkich chętnych i będących w Krakowie na Relaksację. Będzie to godzina oddechu, spokoju i wyciszenia w cudownych warunkach.  
Zajęcia poprowadzę w grocie solnej co dodatkowo wzmocni efekt relaksu. Serdecznie Was zapraszam. 

Dzwońcie i rezerwujcie sobie miejsce www.grotahalit.pl Cena Promocyjna: 24 zł w (koszt wejścia zwykłego), jeżeli ktoś posiada kartę typu Multisport, Fitflex wystarczy, że ją tylko odbije. 
Pozdrawiam i zapraszam Was serdecznie. 

środa, 15 kwietnia 2015

Uwolnij marzenia

W życiu doświadczamy wielu rzeczy. Służą one jednemu, naszemu rozwojowi. Doświadczenia mają różny ciężar gatunkowy. Wszechświat proponuje nam wiele. Za pomocą różnych osób, zbiegów okoliczności, szkoleń, wykładów, filmów itp podsuwa nam pod nos nęcące propozycje, pomysły, marzenia. No i fajnie. Ale jak odróżnić propozycje spójne z nami od niekompatybilnych?

Co to są propozycje spójne z nami? 
Są to przedsięwzięcia, marzenia, plany, produkty, usługi itd, których posiadanie lub angażowanie się w nie przyniesie nam radość, pieniądze, spełnienie, rozwój, spowoduje kolejną lawinę zdarzeń by osiągnąć coś jeszcze bardziej wymarzonego. Charakterystyczne dla marzeń zsynchronizowanych z nami jest to, iż realizacja następuje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w sposób łatwy prosty i przyjemny. Nagle naokoło Nas znajdują się odpowiedni ludzie, dzwonią odpowiednie telefony, pojawiają się niesamowite zbiegi okoliczności i wszystkie te atrybuty, które są zarezerwowane dla wróżek z bajki.

A teraz, by móc porównawczą metodę zastosować, zdefiniuję ogólnie mówiąc, "tematy nie dla nas". Charakteryzują się tym, że już na początku, gdy którymś ze zmysłów dostrzeżemy propozycję, występuje u nas alergia skórna, którą zazwyczaj ignorujemy, gdyż pojawia się z kolei coś takiego co fachowo w psychologii nazywa się "poczuciem straty". Często ten trik wykorzystują sprzedawcy. 

Kolejnymi objawami "tematu nie dla nas" jest jakaś komplikacja występująca od początku. Czasami jest też tak, że nie od razu jesteśmy w stanie rozpoznać przeciwnika, bowiem prowadzony jest sabotaż z zaskoczenia, i efekt puszki Pandory realizowany jest z opóźnieniem, czyli na początku dla zmyłki jest cacy, ale jak już się bracie zaangażujesz to......
Podsumowując kłody pod nogi. Choć nie do końca. 
Pamiętacie? Wszystko co jest na naszej drodze służy naszemu rozwojowi. No i fajnie. Tylko po co powielać w kółko coś, skoro można wyciągnąć wnioski wcześniej. Chociaż z kolejnej strony może ktoś musi po wielokroć ten sam kwaśny owoc zjeść by móc zrozumieć, że woli słodkie. 
Każdy ma swój czas. Wszystko po coś.
Ale dla tych, którzy rozumieją za pierwszym razem lub odbyli już pięćdziesiąt powtórzeń danego zgadnienia i też zrozumieli, że mają dość, są techniki, które pozwalają nam w sposób szybki i przyjemny  zweryfikować nasze marzenia i równie szybko i przyjemnie je zrealizować.

Praktycznie jak to zrobić, nauczycie się na kursie u mnie, który odbędzie się 16 i 17 maja.

Są na chwilę obecną techniki wykorzystujące fizykę kwantową (której nauka również będzie u mnie na kursie 16 i 17 maja) dzięki, którym pięknie możemy stworzyć sobie możliwości. Uwagę należy zwrócić jednak na to, iż techniki te przepuszczają wszystko, i to co jest i nie jest dla nas.
 
Zobrazuję to na przykładzie: choć kasy nie macie to chcecie ferrari, podoba wam się, jest ładne, czerwone, szybkie, wzbudza podziw, podnosi status i wiele innych rzeczy..... 
Bez wcześniejszego sprawdzenia zgodności pragnienia z wami realizujecie je (wolnej woli nikt wam przecież nie odebrał). Zbiegiem okoliczności ciotka ze stanów chcąc odegrać się na mężu za zdradę podarowała wam jednoroczne F40, lecz ku waszemu zdziwieniu giniecie w wypadku na drugiej przejażdżce. Gdybyście zastosowali mechanizm zabezpieczający i zweryfikowali marzenie wcześniej to zapewne dowiedzielibyście się, że na przykład lamborghini owszem tak, ale ferrari to "temat nie dla was".

Rozumiecie? Nasze bezpieczeństwo jest najważniejsze, więc warto sobie odpowiednio przygotować grunt zanim przystąpi się do działania. A zaś po mojej stronie, leży odpowiedzialność za właściwe przekazanie wiedzy. Jak to mówią: "djobeł tkwi w szczegółach" i "nie wszystko złoto co się świeci".

Aby uniknąć niepotrzebnych rozczarowań idąc drogą na skróty, zapraszam Was serdecznie na kurs, bo warto, a wolnych miejsc ubywa. Nauczycie się na nim jak bezpiecznie i skutecznie realizować siebie i swoje plany.. A podana wiedza będzie kompletna i podana z zachowaną kolejnością zrozumienia. 

Koszt kursu to tylko 310 zł
Termin 16 i 17 maja (sobota, niedziela)
Czas trwania: od 10 do 15 sobota i to samo w niedzielę
Prowadzenie: Dariusz Emanowicz

Menu:
zupa dyniowa - mej roboty,
chleb do zupy - robi mój mąż,
ciasto drożdżowe - robi mój mąż,
dżemik do ciasta - praca wspólna.

Dzwońcie do mnie 666 019 377

Dzięki Wielkie za przeczytanie





środa, 8 kwietnia 2015

Potęga wyobraźni


Wyobraźcie sobie cytrynę. Jaka jest żółta, jaka jest jej skórka. Powąchajcie ja, poczujcie jej zapach. Teraz wyobraźcie sobie, że przekrawacie ją na pół. Powąchajcie przekrojone soczyste połówki. Weźcie teraz jedną z nich do ręki i lekko ją naciśnijcie, niech soki z cytryny wypłyną. A teraz wyobraźcie sobie, że wgryzacie się w nią.

I co? Macie usta pełne śliny? Czujecie cytrynowy smak? Tak właśnie reaguje nasze ciało. Wy tylko wyobraziliście sobie cytrynę, natomiast wasz mózg realnie dostał informacje: "będzie się wgryzał w cytrynę", a Wasze gruczoły zareagowały na to i stwierdziły: trzeba przepłukać usta i wyprodukowały ślinę. Nieźle co? 

To było tylko wyobrażenie. Tylko? Czy na pewno? Rozpatrzmy to zagadnienie szerzej.

W tym konkretnym doświadczeniu nic się nie stało, nie spowodowało ono żadnych konsekwencji. Jednak wywołanie choroby samemu za każdym razem gdy zaistnieje psychologiczna przyczyna? To już co innego.

Pamiętacie jak będąc dziećmi siedzieliśmy na ławce pod blokiem lub w jakimkolwiek innym miejscu i bawiliśmy się w opowiadanie strasznych historii? Pamiętacie jak historia odżywała na nowo kiedy trzeba było wieczorem wrócić do domu i przejść kolo piwnicy lub wsiąść do windy lub wejść do namiotu? Pamiętacie mokry pot na plecach i ucisk w gardle, pamiętacie przyspieszone tętno i oddech?
A przy jedzeniu pamiętacie jak obrzydzaliśmy sobie pokarmy? Pamiętacie jak nasza wyobraźnia biła rekordy absurdu tylko po to by przeciwnik wymiękł? Było nieźle jak rywal stracił apetyt, ale szczytem spełnienia było, gdy rzucił pawia. 

Teraz jesteśmy duzi i co? "Rzygać mi się chcę jak pomyślę o robocie", albo "krew mnie zalewa jak patrzę na pogodę", albo "łeb mi pęka jak pomyślę o ....."

Oczywiście, reakcja ciała jest mocniejsza, gdy nadamy wypowiedziom/życzeniom walor emocjonalny. Nie ma to jak nerwowe skurcze żołądka w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek i piątek, chyba że ktoś w weekend pracuje to jeszcze w sobotę i niedzielę. Nie ma to jak obudzić się rano popatrzeć w okno i klnąc pod nosem uprzykrzyć sobie i innym dzień. I oczywiście nie ma to jak serdeczny ból głowy. No coś pięknego po prostu.



Zauważcie, że nie wspominam tu o żadnym prawie wszechświata, ani o żadnej energii, podaje wam jedynie przykłady na to jak reaguje Nasz mózg i Nasze ciało na Waszą/Naszą wyobraźnię.

Sprawa znacznie komplikuje się gdy mamy potomstwo, bowiem większość z nas zamyka się w zaklętym kręgu zawężonych poglądów na temat tego, kim jesteśmy, oraz tego, co jesteśmy, a czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Przekazujemy następnie owe przekonania naszym dzieciom, które nie wiedzieć dlaczego powtarzają bez zastanowienia owe komunały, a następnie stawiają znak zapytania tak samo i w tym samym miejscu co ich rodzice.

Taki prywatny dom wariatów, ale fajny, bo przecież wszystko w rodzinie zostaje.

Na przykład: często sprawdzam znaczenie różnych powiedzeń i ich pochodzenie i ostatnio usłyszałam jak ktoś w telewizji mówił, że: "miał minę kota srającego na puszczy czy pustyni". Oczywiście słyszałam to powiedzenie nie raz, lecz dopiero w tym momencie dotarło ono do mnie i zapytałam głośno: CO?! Zaczęłam grzebać w internecie, ba wszyscy domownicy zaczęli szukać, rzucając się do urządzeń zaopatrzonych w internet i okazało się, że nie ma czegoś takie w ogóle. Są koty w worku, są koty chodzące własnymi drogami, są koty co jak kot płaczą, są koty spadające na cztery łapy, a kota srającego na puszczy czy na pustyni nie ma. Wszyscy powtarzają coś, co nie istnieje.

Jest wiele narzędzi, które pozwalają nam wyrwać się z pokoleniowych schematów i coraz lepiej funkcjonować. Jednym z tych narzędzi jest logika. Pikuś jeżeli tym schematem jest powiedzenie na temat kota srającego gdzieś tam, gorzej gdy będzie to powiedzenie, o tym, że na przykład: seks to samo zło lub wszyscy bogaci to złodzieje lub chłopaki nie płaczą lub kobiety to inny gatunek lub niezliczone ilości innych lubów.

Dlatego Zapraszam Was na inny kurs rozwoju oobistego, na którym między innymi takie właśnie zagadnienia będziemy poruszali. Odbędzie się on 16 i 17 maja u mnie we Wrząsowicach na ulicy Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa).
Koszt to tylko 310/osobę.
Od 10 do 15 w sobotę i od 10 do 15 w niedzielę będziemy między innymi uczyli się samokontroli umysłu. Pomiędzy pierwszym, a drugim dniem zaczniecie uświadamiać sobie między innymi potęgę Swoich słów, potęgę wyobraźni, siłę nie chcianych nawyków i wiele wiele innych. Wejdziecie na drogę poszerzenia swojej świadomości i rozpoczniecie proces synchronizacji kwantowej. Otrzymacie praktyczną wiedzę, którą będziecie mogli wykorzystać tu i teraz, by uczynić życie takim jakiego pragniecie.

Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której wiele się nauczyłam i uczę wciąż.

Zapraszam Was serdecznie bo warto.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Przy stole (jak pożyczę krzesła od sąsiadki) to góra 15 osób siądzie. Ale jak już siądziecie to możecie liczyć na to, że na stole będzie przygotowana przez mnie zupka dyniowa oraz mojego męża roboty chleb do zupki i ciasto drożdżowe na deser. A do ciasta dżemik własnej jego roboty.


Dzięki Wielkie za przeczytanie

środa, 1 kwietnia 2015

Niewolnik ogórków

Gdyby zrobić serial o takim tytule, to z pewnością mógłby zastąpić "Niewolnicę Isaurę", a już na pewno pobił "Szkołę", "To nie ja" itp.

Rodzice dali mi słój ogórków własnoręcznie kiszonych. I nic w tym dziwnego by nie było gdyby nie fakt, że słój miał około 5 litrów pojemności. Ogórki są pyszne i ponieważ swoje dawno zjedliśmy wszyscy ochoczo rzuciliśmy się na nie. Zrobiłam chyba ze cztery zupy ogórkowe pod rząd (nakarmiłam nawet znajomych po niedzielnych warsztatach, które prowadzili), no wszyscy z pełną radością doświadczaliśmy kwachotki. Słoik pękł w cztery dni. 

Na koniec zostało ćwierć słoika pysznej wody z pod ogórków, którą wypiłam duszkiem. Woda po niecałej godzinie wyszła ze mnie i tu zacytuję klasyka Quentina Tarantino "robiąc mi z dupy jesień średniowiecza". W pełni szczęścia, bo kichy czyściutkie, pochwaliłam się naszym osiągnięciem rodzicom, a oni (czego nie przewidziałam) ochoczo zaproponowali drugi słoiczek. 

I to jest właśnie ten moment, kiedy następuje niezręczna cisza.......,ale stwierdziłam, spoko jednemu daliśmy radę to i drugi nie straszny. Otworzę go po prostu później. 

Jednak na następny dzień, robiąc kanapki na drugie śniadanie córkom i mężowi (tak robię im prowiant na drogę) zorientowałam się, że: dam dam dam daaammm....jabłka się skończyły - powiedziałam głośno i nie mam pomidora (pomyślałam). Marcin na ową wiadomość jęknął: "nie będę miał witamin.....?", Jagoda z dezaprobatą pokręciła głową, a Martyna wymownie wzdychnęła. 

Z dziewczynami to fikcja literacka pasująca mi do tej sceny, lecz tekst Marcina to autentyk. Zatem cofamy taśmę i jesteśmy przy: "nie będę miał witamin...?". Na co pomyślałam sobie, dobrze, że nic chłop nie wie o pomidorze. 

No dobrze  - kombinuje dalej - mam ogórki, ale pięć litrów! Cholera jak je otworzę to będę musiała je szybko zjeść, a już wszyscy chwilowo mają powyżej uszu dań z kiszonych, poza tym kichy mam chwilowo czyste i kolejne porządki najwcześniej za miesiąc, ale z drugiej strony jak nie dam Marcinowi żadnego warzywka do kanapki to mi się jeszcze chłopina zapadnie w sobie, a potem nie daj Bóg zamknie w sobie, a nie po to przecież dorodnego okaza sobie wyszukałam by mi teraz zmizerniał. 
Co zrobić, no co zrobić, otworzyć, nie otworzyć, no takie emocje mną targały mówię Wam. 
W końcu podjęłam decyzję: Chłop ważniejszy, otwieram!

Cała ta telenowela trwała jakieś dwie minuty. Dialog wewnętrzny, który prowadzimy ze sobą, często urasta  właśnie do takich rozmiarów. Myśli, którym nadajemy znacznie mają ogromną moc, nawyki, których wyuczyliśmy się przez lata i zdarzenia sprzed lat trzymają nas potem w kajdanach - temat ten rozwinę za tydzień, a dzisiaj chciałam Was uspokoić.
 Szaleństwo zostało opanowane. Ogórki mają się dobrze. I nie, nie zrobiłam znowu czterech zup pod rząd. Nie, nie wypiłam wody z pod ogórków. Nie, nie rozdaję ich po ludziach. Natomiast konsumujemy je powoli i w miarę potrzeb i nic się nie psuje, choć mija drugi tydzień od otwarcia.

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Kochani Zapraszam na Kurs:

Zapraszam Was na inny kurs rozwoju osobistego, który odbędzie się u mnie we Wrząsowicach na ul. Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa) w dniach 16 i 17 maja (sobota i niedziela) od godziny 10 do 15 w oba dni.
Koszt za osobę to tylko 310 zł

Będzie to kurs dla początkujących jak i dla kursowych weteranów.

Inny, bowiem narzędzia i techniki jakie na nim poznacie dadzą Wam praktyczną wiedzę do wykorzystania od razu w życiu codziennym, aby stało się one pozbawione bólu i cierpienia, a w konsekwencji łatwe, poste i przyjemne. Nikt z nas przecież nie żyje za karę.

Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której ja się uczyłam i dalej uczę.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Przy stole (jak pożyczę krzesła od sąsiadki) to góra 15 osób siądzie. Ale jak już siądziecie to możecie liczyć, że na stole będzie przygotowana przez mnie zupka dyniowa oraz mojego męża roboty chleb do zupki i ciasto drożdżowe na deser. A do ciasta dżemik własnej jego roboty.


I JESZCZE TYLKO OSTRZEŻENIE:
W momencie podjęcia decyzji o uczestnictwie w kursie staniecie być może w obliczu jednej z najpoważniejszych przemian w Waszym życiu, bowiem każda transformacja pociąga za sobą zmianę sposobu widzenia siebie i świata.

Zapraszam Was serdecznie bo warto.