środa, 30 listopada 2016

Konsekwencja

Wszystkie sztuki walki, które na scenie wyglądają na bardzo profesjonalne, zaczynają się od kilku podstawowych ruchów.

Mistrzowie swoich pasji, nieustannie ćwiczą sprawność, dokładność, precyzję, szybkość, właśnie owych podstawowych kilku ruchów, a dopiero potem ich kombinację. Jeżeli nie nauczą się podstaw, nigdy nie zdobędą mistrzowskiego poziomu. 

Bruce Lee powiedział kiedyś:
"Nie oba­wiam się ko­goś, kto tre­nuje 10000 kop­nięć, ale te­go, który 10000 ra­zy tre­nował jed­no kopnięcie." 

By być fachowcem w swoim fachu, i nie ważne czy jest to pasja, hobby, zawód czy fobia, choroba, depresja, nałóg, trzeba dostatecznie długo utrwalać wzorce dotyczące konkretnej kwestii. 

Wówczas nasz mózg wytworzy chemię, potem odpowiednie połączenie neuronowe, potem zamieni się to w nawyk, aż wreszcie stanie się to integralną częścią nas, czyli naszym charakterem.

Jak wybrnąć z zamkniętego koła? Dokładnie w ten sam sposób, w który się do niego weszło.

Jeżeli znasz zasady funkcjonowania, postępujesz zgodnie z nimi.
 
Jeżeli medytujesz, ćwiczysz uważność, osiągniesz oczekiwane zmiany w swoim życiu tylko wtedy, kiedy będziesz konsekwentny. 

Jeżeli chcesz być najlepszy w swojej zawodowej dziedzinie, szkolisz się, dokształcasz, szukasz ciekawostek w swojej profesji.

Jeżeli jesteś chory, masz depresję, fobię, to wówczas stale utyskujesz, stale poruszasz jakieś traumatyczne wydarzenie, obracasz się wśród ludzi o podobnych poglądach, ścigasz się z innymi w festiwalu chorób, kto ma gorzej, choć w twojej nomenklaturze powinno być - kto ma lepiej.

Gdy odwrócisz kota ogonem, i zwrócisz uwagę na to czego doświadczasz dzisiaj, zorientujesz się, jakich twoich działań konsekwencja to jest. 

Jeżeli chciałbyś czegoś innego, po prostu podejmij decyzję, zasadę znasz, jest parę akapitów wyżej.

Reszta, jak zawsze, zależy tylko od Ciebie :-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

 

środa, 23 listopada 2016

Historia z morałem

Kochani dzisiaj historia z morałem, którą znalazłam w Ambikowie, serdecznie polecam:

"W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyją oświecone istoty, które wykonują odpowiednie zadania Stwórcy uczestnicząc w doskonałym ładzie Wszechświata. Co jakiś czas któraś z nich jedzie na wakacje. 

Pewnego razu przyszła kolej na Arona. Aron udał się do biura podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlopu.
- No cóż, Panie Aron - rzekł agent - mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na "Czerwonej" planecie. Może Pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.
- Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego - odpowiedział Aron.
- To może będzie Panu odpowiadała "Zielona" planeta w sektorze gwiezdnym 381. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.
- Nie - odrzekł Aron - wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimś wyzwaniom, aktywnie i ekstremalnie spędzić urlop.
 Agent zastanowił się przez chwilę i powiedział:
- Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd
zwany "Drogą Mleczną". Jest w nim ciekawa "Niebieska" planeta zwana Ziemią; można tam bawić się z samym sobą i innymi Pana kolegami, którzy spędzają tam swój urlop.



Główną rozrywką jest "zabawa w chowanego". Jest bardzo popularna.

Zanim Pan tam pojedzie, powinien Pan wybrać, zdecydować i zatwierdzić własnym podpisem program pobytu na Ziemi: ile żyć chce Pan otrzymać i jaką rolę odgrywać w danym życiu, jakiego ziemskiego "surwiwalu" doświadczyć, wybrać rodziców, krewnych, płeć, ciało, narodowość, kraj, klimat, i wiele innych szczegółów. 

Ponieważ w naszym wymiarze czas nie istnieje, może Pan dostać tyle żyć, ile Pan zechce. Tam całkowicie zapomni Pan, kim jest i jaki jest prawdziwy świat, aby mógł Pan na nowo szukać siebie, Boga, oświecenia i sensu życia za każdym razem - w każdym życiu od nowa - to ta popularna "zabawa w chowanego". 

W każdym życiu są bardzo fajne gry i zabawy zwane "rodziną" lub "zawodem miłosnym", "karierą zawodową". Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć i rozbawić!
Aron się zainteresował.
- To brzmi wspaniale i wyjątkowo. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będę szukał siebie, Boga i sensu życia.
- Och, jest ich dużo. We wszystkich może Pan wziąć udział podczas swoich wakacji. Bardzo popularna jest "zabawa w wojownika". W tej zabawie może Pan zobaczyć, ile razy można Pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga Pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją potwornie serio. Większość bierze w niej udział tysiące razy tak się podoba. Mówię Panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. 

Jest też zabawa w biznes. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić i znowu się wzbogacić, a duże pieniądze ciągle nie będą dawały szczęścia. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. 

Jeśli wybierze Pan płeć żeńską, może Pan sprawdzić, ile razy będzie Pana "bolała głowa" zamiast radości z seksu, ile razy potrafi Pan urodzić dzieci i bez przerwy o nie się niepokoić i martwić, ile razy potrafi Pan posprzątać dom, ugotować i wyprać zanim zużyje się ciało oraz ile lat po śmierci męża będzie Pan narzekać na jego egoizm i brak zrozumienia dla ciężkiej pracy żony w domu. 

Jeśli wybierze Pan płeć męską może Pan sprawdzić, ile razy na godzinę potrafi Pan myśleć o czymś innym niż seks oraz ile lat wytrzyma ciało stałej presji niszczącego stresu zapewnienia rodzinie utrzymania oraz odreagowania frustracji od nieustających urazów swojej męskiej dumy. 

Ale jest jeszcze lepsza: "zabawa w studiowanie" - zobaczy Pan w niej, ile teorii naukowych, filozoficznych i religijnych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się Pan w niej dobry, może przekształcić się w "zabawę w guru", w której uczestnik pomaga innym urlopowiczom bawić się w "rozwój duchowy" już przecież doskonałej Istoty boskiej. 

Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech Pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się "zabawą w ofiarę i męczennika na padole łez". Tu się Pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy Pan, ile zwykłych neutralnych sytuacji potrafi Pan przekształcić w tragedię, urazy i katastrofy, ile razy może Pan popełnić samobójstwo poprzez jakąś wymyśloną przez siebie chorobę, np. raka, ile razy spowodować, że będzie Pan, jak tam nazywają, "NIESZCZĘŚLIWY". 

Przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać doskonałą Boską rzeczywistość, a zamiast pokory i korzystnego działania myśleć w kategoriach walki "dobra ze złem". 

Dla nas w ogóle to jest abstrakcja! Przecież Bóg jest Miłością i jest we wszystkim co istnieje, a dobro i zło jest iluzją podziału wszechmogącego Boga na pół! Zdaje się, że w tym celu wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się porządnie nauczyli być "nieszczęśliwymi". 

Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców i już doskonale umieją być "nieszczęśliwymi". Jak Pan trochę poćwiczy, to na pewno Pan się zorientuje, o co im chodzi i osiągnie ziemski sukces - Panu się też uda stać "nieszczęśliwym". Wierzę w Pana!
- Bycie "nieszczęśliwym" - to brzmi kusząco i tak egzotycznie - wykrzyczał Aron! Proszę mnie natychmiast wysłać na Ziemię! Dam radę!"

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Kochani w najbliższy weekend 26,27 listopad, odbywa się kurs startowy w Warszawie, jeżeli jest jeszcze ktoś chętny, to proszę dzwonić!

środa, 16 listopada 2016

Mak i ziemniaki

Wszyscy znamy bajkę o kopciuszku. Był  tam moment, kiedy dziewczyna w określonym czasie ma wybrać (różne są wersje) mak z popiołu. 

Wyobraźcie sobie teraz, że ten mak to nasze najprzeróżniejsze urazy, zadry, żale, zawody, niespełnione oczekiwania, ogólnie nasze ąsy i dąsy. Hm?

Zanim wyjaśnię, mam jeszcze jeden przykład, prosto z Ambikowa:

"Uczeń poprosił mistrza:
- Jesteś taki mądry. Zawsze masz dobre samopoczucie, nigdy się nie złościsz. Pomóż mi, abym i ja stał się taki jak ty.
Mistrz zgodził się i poprosił ucznia, by ten przyniósł kartofla i plecak.
- Gdy się na kogoś obrazisz lub rozzłościsz i zachowasz urazę - powiedział mistrz -  weź jednego kartofla, napisz na nim imię człowieka, z którym miałeś konflikt i włóż kartofla do plecaka.
- To wszystko? - zapytał zdumiony uczeń.
- Nie. - odparł mistrz - Musisz zawsze nosić ten plecak przy sobie. Za każdym razem, gdy się na kogoś pogniewasz - dorzucaj kolejnego kartofla.
Uczeń pilnie wykonywał polecenia mistrza. Mijał czas, plecak wypełnił się kartoflami i stał się ciężki. Noszenie go wszędzie ze sobą było sporą niewygodą. W dodatku, kartofel, który trafił do plecaka jako pierwszy, zaczął gnić, pokrył się lepkim śmierdzącym szlamem. Inne kartofle puszczały pędy, psuły się, wydzielały ostry, nieprzyjemny zapach.
Uczeń przyszedł do mistrza i zaczął się skarżyć:
- Nie mogę tego świństwa wszędzie ze sobą nosić. Po pierwsze, plecak jest za ciężki, a po drugie - kartofle się psują. Zaproponuj proszę, inne rozwiązanie.
Mistrz odpowiedział:
- To samo dzieje się w twoim sercu. Po prostu nie zauważasz tego od razu. Działania zmieniają się w nawyki. Nawyki stają się charakterem, który produkuje złowonne cechy. Dałem ci możliwość obserwacji tego procesu. Za każdym razem, gdy postanowisz się obrazić lub odwrotnie - obrazisz kogoś - zastanów się, czy jest ci potrzebny dodatkowy kartofel."


Kiedy wkraczamy na drogę rozwoju osobistego/duchowego, powoli zaczynamy wyjmować z popiołu ziarenko po ziarenku, by w konsekwencji coraz mniej kartofli do worka wrzucać.

Najpierw zauważamy, że w ogóle jakieś czarne makowe kropeczki istnieją, a następnie kiedy oko nam się przyzwyczai zaczynamy widzieć ich coraz więcej i więcej, i dopiero wówczas możemy przystąpić do selekcji. 

Czyli do czegoś, co nie jest proste, ale jakże możliwe, a mianowicie do zrozumienia, wybaczenia, i nabudowania na owo miejsce właściwych wzorców myślowych, które staną się naszym nowym działaniem. Działania natomiast, staną się naszym nowym nawykiem, a nowy nawyk (w dużym skrócie) w końcu przebuduje nasz charakter, dzięki czemu - bez wora na plecach - będzie żyło nam się lżej.


I nawet jeżeli oddzielenie maku, zajmie nam jakiś czas (bo nie mamy presji czasowej jak Kopciuszek), to i tak warto się nad nim pochylić - ja tak uważam :-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

środa, 9 listopada 2016

Pokonać własne bariery

Pokonać własne bariery, to brzmi jak jakaś abstrakcja, a co dopiero to zrobić. Nasze życie, gdy na niego spojrzymy z boku, nie zawsze się nam podoba. A wynika to właśnie z naszych wyobrażeń na temat tego co możemy, a co nie.

Nakazy, zakazy, zobowiązania, wytyczne, według których powinniśmy to lub to, a według których żyjemy, bardzo zawężają nam możliwości realizacji siebie w rzeczywistości, którą zresztą sami sobie na bieżąco tworzymy.

Wyrośliśmy w określonych okolicznościach, ukształtowaliśmy nasze myślenie dzięki szkole, znajomym, naszej obserwacji otoczenia. Przeszłość tworzy nasze doświadczenie. I teraz według tych znanych nam prawideł funkcjonujemy, chociaż czasem w ogóle i wcale nam się to nie podoba.

Czasem czujemy się jak w więzieniu, które sami dobrowolnie stworzyliśmy. 

Bo zgodzicie się ze mną, że wszelkie decyzje podjęliśmy sami, nie ważne czy w trakcie rozmów pokojowych czy w trakcie kłótni z kimś, czy ze sobą samym i nie ważne czym kierowaliśmy się przy tym.

Wybraliśmy sobie partnera.
Podjęliśmy decyzję o potomstwie.
Wybraliśmy zawód.
Wybraliśmy pracę.
Wybraliśmy samochód.
Kupiliśmy psa, kota, kanarka, chomika, królika.
Zrobiliśmy dzisiaj sobie lub komuś posiłek i zjedliśmy sami lub w towarzystwie.
Kochaliśmy się dzisiaj z kimś.
Podjęliśmy decyzję o dzisiejszej drodze do pracy.
Nastawiliśmy budzik na jakąś godzinę.

Podejmujemy w każdej sekundzie jakieś decyzje, a w zależności od znanego nam z przeszłości schematu, który automatycznie wywołuje odpowiedni nastrój - działamy.
 
I teraz, by coś inaczej zrobić, trzeba inną niż dotychczas decyzję podjąć. Dodatkowo warto pamiętać o tym, iż każda nasza decyzja wpływa również na otoczenie, w którym funkcjonujemy, więc naprawdę warto się zastanowić: co komu fundujemy i do czego kogoś zapraszamy? Tylko jak to zrobić, by automat wyłączyć - zapytamy?

Są skuteczne narzędzia, by tego dokonać, których na kursach i warsztatach się uczymy, ale tu ich nie przedstawię, bowiem by to zrobić, potrzeba z żywym organizmem pracować.



Lecz to co możemy na tą chwilę, to decyzje zawsze w zgodzie ze sobą podejmować, choćby to miało bunt otoczenia wywołać, bo decyzja sercem podjęta jest zawsze właściwa.

Zawsze możemy zadać sobie pytanie: czy dobrze się czuję z taką decyzją? I powiem Wam, że zawsze będziemy znali odpowiedź. Zupełnie odrębną kwestią jest: czy jej posłuchamy?

Następnie, gdy już decyzję podejmiemy to, to co z niej wyniknie, znowu wykonajmy najlepiej jak potrafimy, czyli znów serce w to włóżmy.

Prawo przyciągania zadziała jak zawsze, zadziwiające będą tylko efekty inaczej podjętych decyzji.

Odwagi i Powodzenia :-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Kochani Kurs Rozwojowy Nowe Grupy: Warszawa 26,27 listopad, Kraków 17,18 grudzień.
Chętnych zapraszam, dzwońcie!

Zapraszam na nowe zajęcia: Warsztaty z Relaksacji.
Odbywają się, co piątek w Grocie Solnej "Halit" w Krakowie na ulicy Szuwarowej 4.
Start zawsze o 20.00
Chętnych zapraszam, dzwońcie!

środa, 2 listopada 2016

Wszystko po prostu jest

Wszystko jest idealne nawet jeżeli uważasz, że jest spaprane czyli idealne nie jest. Jeżeli czekasz na coś idealnego to przestań, ale już!

Zanim z plasteliny powstanie coś, najpierw jest wałkiem kolorowej masy, ale ten wałek już jest ideałem dla kogoś, kto go wymyślił oraz kogoś kto go stworzył.


Wszystko czego doświadczasz jest idealne, tylko subiektywne spojrzenie powoduje przekonanie, że tak nie jest. Wolałbyś czegoś innego, ale to nie znaczy, że obecny stan tego czegoś nie jest idealny.

Wiem, trochę to skomplikowane, już wyjaśniam.

Postrzegamy świat przez pryzmat siebie i swojej doskonałości bądź kompleksów, więc już z tego poziomu patrząc, mamy bardzo skrzywioną ocenę rzeczywistości.

Zatem wszystko jest takie, jakie chcesz by było - choć samo w sobie po prostu jest - bowiem kreujesz swój świat niesiony emocjami. W zależności jakich emocji masz więcej, tak on wygląda. Możesz więc stworzyć sobie raj i piekło na tej samej planecie i to w dodatku za życia.

Więcej wdzięczności przyniesie więcej możliwości do bycia radosnym, natomiast więcej złości, jak myślisz co spowoduje?

Dobrym przykładem są relacje,  jeżeli czekasz na związek idealny, lub by Twój obecny związek w takowy się przekształcił, to przestań. W przeciwnym razie spędzisz życie samotnie lub w rozpaczy w pogoni za ułudą.

Pielęgnuj to co masz, dbaj o to, podlewaj, wzbogacaj jak najpiękniejszy ogród, korzystaj z tego co jest ci dane, to Ty tworzysz swoją rzeczywistość. Jeżeli coś Ci nie pasuje, zawsze możesz to zmienić, pamiętasz? - wyjścia masz zawsze trzy (pisałam o tym tutaj).

Będzie dużo prościej, gdy spojrzysz na świat w plastelinowy sposób. Bądź jak Tim Burton, który tworzy swoje filmy animowane właśnie z plasteliny. Bierze idealnie wymyślony, a następnie zrobiony przez kogoś wałek masy i tworzy coś kolejnego równie idealnego. My potem możemy ową produkcję emocjonalnie ocenić, choć film po prostu jest ;-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Kochani to ostatnie dni promocji First Minute! Zapisujcie się! Wyjazd coraz bliżej :-)