środa, 31 grudnia 2014

Obfitość nie zawsze znaczy dobrze chociaż, co kto woli…

Pan Albert Schweitzer powiedział „Szczęście to jedyna rzecz, którą się mnoży jeżeli się ją dzieli”. Ten cytat jest przytaczany w różnych miejscach. Ja się na niego natknęłam w nowym kalendarzu – jest mottem roku 2016.

No i oczywiście w myśl zasady bądź tu i teraz czyli zastanów się, nie powielaj, a twórz (o czym pisałam w „czyścimy się i czyścimy się – wyjaśnienia”) stwierdzam, że daliśmy się  kolejny raz  zaprogramować. No bo czy tylko szczęście tej zasadzie podlega? Oczywiście, że nie bowiem każde działanie, uczucie, gest, podzielone, zostanie automatycznie pomnożone.

Przykłady do sprawdzenia na samym sobie:

Przejdź się galerią lub ulicą z uśmiechem na ustach i policz ilu ludzi odwzajemni Ci uśmiech oraz tą samą czynność powtórz (jeżeli masz odwagę) z wystawionym „fuckiem”, rachując zwrotnie palce. W tym przykładzie możliwy jest nawet bonus do uzyskania w postaci nowo poznanej osoby, która zagada do ciebie werbalnie lub organoleptycznie.

Możesz mówić prawdę lub epatować postawą jęcząco - naburmuszono –roszczeniową i truć po cichu z zaskoczenia. Koniecznie zrób potem rachunek.

Możesz cieszyć się z byle pierdoły, a możesz martwić się na zawołanie. Następnie pamiętaj by podziwiać urodzaj.

Myśl radośnie podczas robienia zakupów lub płacenia kredytu, a tą samą czynność wykonaj ze złością na świat i innych, że oni mają, a Ty nie. Potem drobiazgowo przelicz plony.

Porachuj zbiory w każdej wersji, porównaj to ze swoim życiem. Z tym co masz, a co chciałbyś mieć. Wszystko czym się podzielisz, powróci do Ciebie w obfitości. Nie tyczy się to tylko szczęścia.

Szczęście to styl życia, ścieżka, którą kroczysz, a nie cel do osiągnięcia lub zarezerwowany dla wybrańców frykas.

Zamiast biegać za sloganami twórz siebie i swoje życie. Sam wybierasz co chcesz pomnożyć dzieląc się z innymi. Wszystkie działania, które wykonujesz w ciągu dnia od otwarcia oczu po ich zamknięcie składają się na spędzenie go w szczęściu lub rozpaczy. Te dni zaś tworzą Twoje życie.

Dlatego jeżeli masz klęskę urodzaju w jakiejś dziedzinie, to wnikliwie zastanów się czym się dzielisz.


Bowiem pamiętaj, prawo przyciągania czyli prawo siewu i zbioru lub jak kto woli „krakania”, działa dla wszystkich tak samo. 


Dzięki Wielkie za przeczytanie.


Z OKAZJI NOWEGO ROKU 

WSZYSTKIM 

SZCZĘŚCIA ŻYCZĘ

środa, 24 grudnia 2014

Miłość



Miłość, co to w ogóle znaczy?

Okazuje się, że w zależności od sytuacji łatwo lub trudno nam jest powiedzieć "kocham". To wahanie wynika z tego, że nie wiemy, co to znaczy. To tylko zlepek liter, który tworzy taki, a nie inny wyraz. Ale, co to znaczy? Czy wiecie?

Zacznę od tego, że nie rozumiemy, gdyż siebie nie kochamy. Ciągle występujemy przeciw sobie, wyrzucamy sobie tak wiele , krytykujemy siebie tak łatwo, nie wierzymy w siebie, nie akceptujemy naszego ciała, naszej sytuacji, kłócimy się ze sobą. A jesteśmy jedynymi osobami, które spędzają ze sobą całe życie. Z tej perspektywy to dość toksyczny związek. Ale nie koniec na tym. Winimy innych za rzeczy, które sami robimy. Nie rozumiejąc, że zamienimy się w swoich wrogów. To wszystko robimy dlatego , że nie rozumiemy, co znaczy kochać.

Miłość wypływa ze środka. To taki indywidualny stan, który wywołałeś Ty sam, a nie spowodowała go jakaś okoliczność czy ktoś. To stan, w którym po prostu wiesz. To stan absolutnego spokoju, przebaczenia, wiary, zrozumienia. Wolny od ego, chciwości, zazdrości, próżności, strachu, poczucia winy.
Nie chodzi o to, że mamy stać się skrajni, aroganccy lub dać się "kopać". Nie chodzi również o to, by się zamknąć przed światem. Chodzi o to, by dzięki miłości żyło nam się lepiej.

Porównałabym to życie do drzewa, które z absolutną pokorą i wdzięcznością akceptuje i wiatr i śnieg i słońce i deszcz i to, że część gałązek wypuszcza nowe liście, a część obumiera. I w dodatku bez krytyki i oceny, kto zasługuje, a kto nie, daje nam życie - O2 i radość.

My również mamy tak wiele do dania. Jesteśmy idealnymi, cudownymi istotami wyposażonymi we wszystkie potrzebne nam narzędzia. Takie z nas MacGyvery. Musimy tylko zrozumieć, że mamy prawo do kochania siebie i mamy również prawo mieć trudniejsze dni. W naturze wszystko jest w równowadze - yin i yang. Dzień i noc. To normalne. Nie ważna jest sytuacja, ważne co myślisz na jej temat. Nie musisz się z czymś zgadzać, ale nie oceniaj. A to już znaczy, że rozumiesz, że ktoś ma prawo do czegoś, że to jest jego odpowiedzialność, jego życie i nic ci do tego, a to oznacza, że kochasz siebie, bo siebie również nie oceniasz.

Może się okazać, że już dzisiaj zamiast wydać wyrok - jak zwykle, po prostu ot tak bez krytyki (jak drzewo) wysłuchasz, oglądniesz, weźmiesz udział w czymś. Poczujesz w środku to wyzwalające uczucie, że rozumiesz jego/jej/ich stanowisko. I tyle, nic więcej, bez dalszego ciągu, bez nerwów, kłótni, poczucia winy, strachu tylko absolut, który rozprasza wszystko - miłość.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 17 grudnia 2014

Takie tam



A może kupię sobie konia?


No bo dlaczego by nie? Już to wiedzę: mknę po alejach na koniku, wiśta wio…

Rano dzieci wsadziłabym na konia odwiozłyby się same, potem klepną go w zad i powiedzą: „do domu” , a koń, jak to koń, wróciłby do domu sam.

Mieszkać mógłby w garażu, a paść się na działce by mógł, bo duża jest to trawy mu nie zabraknie.

Nie wiem tylko jak rozwiązać kwestię parkowania go na przykład pod sklepem? Bo jak dziki zachód był, to mieli takie miejsca parkingowe dla koników, a teraz do czego miałabym go przywiązać? Sama nie wiem… no i gdzie mu jakiś alarm zamontować? Chociaż z drugiej strony to kto i po co miałby ukraść konia? Ale jakieś ubezpieczenie pasowało by zawrzeć, na wypadek gdyby konik kogoś kopnął czy ugryzł.

Wszędzie mogłabym dojechać bez korków. Musiałabym tylko sprzątać po koniku, ale to też nie problem, bo jako nawóz odchody można by było wykorzystać.

Do wymiany tylko cztery podkowy, zamiast: mieszków do półosi, olejów i filtrów, hamulców oraz tarcz, łożysk i piast, gałeczek, opon, sprzęgła i dwumasu, paska rozrządu, paska od alternatora, akumulatora i paru tysięcy rocznie, które na utrzymanie auta trzeba wydać.

Dodatkowo, taka jazda pro zdrowotna jest, no bo jakby nie było, to jest to jednak sport.

Taa, im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się ten pomysł podoba.

Myślałam również o własnych kurach i kozie lub owcy, ale mój mąż skwitował to jednym zdaniem: „wiesz co? Osła Se Kup”!
Oj… i teraz rozumiem jak trudno jednostce zmienić świat.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 10 grudnia 2014

Wiedza, a jej świadomość

Czym różni się wiedza świadoma od nieświadomej?


Można by było powiedzieć, że niczym, że to jest to samo.

A jednak jest różnica.

Macie wiedzę na temat np. znaków drogowych, wiecie o czym one informują, znacie zasady ruchu drogowego? Natomiast jeżeli będziecie świadomi tej wiedzy, to zatrzymacie się na wczesnym czerwonym, bowiem będziecie mieć świadomość, iż uczestnikiem skrzyżowania może być motocyklista, który po odkręceniu manetki gazu w sekundzie jest na środku skrzyżowania i możecie go po prostu zabić.

To jest ta różnica.

Albo niech za przykład posłuży rondo Matecznego w Krakowie, do którego stoi się z każdej strony, by po opuszczeniu go ruszyć w świat bez korków. Rozumiem, może ma małą przepustowość i inne takie tam, ale jest jeszcze coś, nasza wiedza lub jej świadomość. Zobaczcie, jeżeli wjeżdżamy na rondo nie mając na nim miejsca (bo myślimy „może nam się uda”), to co się dzieje przy kolejnej zmianie świateł. Samochody, które mogły by jechać, zostają zablokowane przez nas. Zatem zanim ruszą, my najpierw musimy doczekać się zmiany i zwolnić miejsce, na którym po prostu nie powinno nas być. Tworzymy tak jakby drugi nieformalny obieg świateł. Co wydłuża tylko kolejkę. A wszystko przez brak świadomości.

To jest ta różnica.

Mamy wiedzę na temat kulturalnego zachowania. A co z jej świadomością? W tramwaju ryjemy się byleby miejsce dorwać. Dotyczy to wszystkich (ze zadziwieniem nawet obserwować można wzmożoną żywotność osób starszych). A może zamiast wykonywać wyścig szczurów lub sapać nad jakąś osobą wymownie, po prostu wejść i poprosić kogoś o zwolnienie miejsca? Gdzie jest napisane lub powiedziane, że mężczyzna ma automatycznie ustąpić kobiecie lub młodszy starszemu? Albo zadam pytanie inaczej, czy mężczyzna lub młodsza osoba ma prawo poczuć potrzebę odpoczynku?

To jest ta różnica.

Mamy wiedzę jak zaspokajać swoje potrzeby seksualne. Ale jeżeli mamy jej świadomość to rozmawiamy z partnerem czy partnerką na ten temat, uczestniczymy aktywnie w zorganizowaniu miłego wieczoru. Nie korzystamy z wiedzy zabobonnej, która mówi, że on musi nas adorować, a ona musi się przez pół godziny opierać, tylko działamy świadomie w zależności od potrzeb i korzystamy aktywnie ze zdobytej wiedzy.

To jest ta różnica.

Przykładów można mnożyć. Niby to samo, wiedza i jej świadomość. A jednak zupełnie coś innego….

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Uwaga: Nowe miejsce, gdzie możecie skorzystać z mojej pomocy. Przychodnia Krak Medyk (http://www.krak-medyk.pl/) we wtorki i czwartki od 11 do 16 (o 16 wchodzi ostatnia osoba). Koszt wizyty 60 zł. Rejestracja Tel. 12 346 18 07


Ponadto, może znacie osoby, które potrzebują protez, a nie miały ich z NFZ przez ostatnie 5 lat. Do końca roku można je jeszcze wykonać, właśnie w tej przychodni. Informacje w rejestracji. 

środa, 3 grudnia 2014

Trupy w szafie


Za każdym razem, kiedy doświadczam czegoś nowego powstaje nowy tekst, który później publikuję na blogu. Wszystkie moje doznania powodują moją zmianę, zrozumienie, przełamanie kolejnego schematu. Wzbogacają mnie oraz życie osób w moim bliższym i dalszym otoczeniu.

Ostatnio na przykład spotkałam się z osobą, która usilnie deprecjonowała moje osiągnięcia. Zadawałam sobie w kółko pytanie: po co mnie to dotyczy? Na następny dzień przyszła odpowiedź. Ta osoba uświadomiła mi, że ja sama zamiast docenić to co jest zrobione na przykład u swoich dzieci, czepiam się tego co mogłoby być osiągnięte. Zamiast pochwalić je za to co zrobiły, to słyszą: a mogłoby być jeszcze to i to zrobione… Jasne, że z wiekiem wymaga się więcej i jak były małe to w kółko słyszały: super, świetnie Ci idzie, ale to nie znaczy, że trzeba ze skrajności w skrajność wpadać, można przecież środek znaleźć.

Dodatkowo zauważyłam, że przyjęłam owo krytykę spokojnie, co jest wielkim postępem w kwestii rozumienia własnej wartości, bo dawna Dorota pewnie siedziałaby z wbitymi zębami w krtań swojego rozmówcy. A okolica spływałaby krwią. Mówię Wam fantastyczna lekcja i weryfikacja siebie. Dzięki profesorze.

Wiele rzeczy mam poukładanych, inne się układają, a sporo jeszcze do doświadczenia. Prawda jest taka, że jak już zaczniesz człowieku porządki ze sobą robić, to lawinowo zaczynają wyłazić rzeczy, które zamiotło się kiedyś pod komodę lub dywan. Wyłażą i zaczynają żyć własnym życiem.

A propos takie zdarzenie z przeszłości mi się przypomniało, które właśnie własnym życiem zaczęło tętnić.

Jako dziecko nie przepadałam za mięsem. I kiedy na śniadanie dostawałam na przykład parówki, wszystko upychałam pod lodówkę, zaraz po tym, jak tylko któryś rodzic opuszczał kuchnię. Skrytka była pojemna i działała do momentu, kiedy przyszło lato. W domu nagle zaczęło trupem walić i niezłe zamieszanie się zrobiło. Wszyscy szukali zwłok oprócz mnie, bowiem zdałam sobie sprawę z czegoś, czego nie byłam świadoma wcześniej, że przyjdzie mi za to zapłacić. Nie chcecie wiedzieć jak bardzo śmierdziało i jak wyglądało - po odsunięciu lodówki - to co kiedyś było żywe (bo zanim na moim talerzu wylądowało, gdzieś sobie przecież hasało).  

Na szczęście mądrych rodziców mam i miałam i zaraz po zlaniu mi dupska stwierdzili, że nie będą wciskać we mnie rzeczy, których nie lubię, a mnie kazali obiecać, że nic nigdzie więcej nie będę wciskała, tylko na talerzu zostawię.

Tak, prawo siewu i zbioru, nikogo nie ominie, każdego dotyczy i dziecka i dorosłego i staruszka. W tym przypadku, każdy swoją lekcję dostał. Dobrze jest odrabiać je na bieżąco, bo wtedy tak nie bolą.


Dzięki Wielkie za przeczytanie 

środa, 26 listopada 2014

Porządki



Posprzątałam dom, ale jak?

Zostałam zainspirowana przez znajomą, która opowiedziała mi jak sprząta swój. To znaczy inspiracja przyszła z czasem, ponieważ pierwszą moją reakcją było niedowierzanie, że ktoś na coś takiego może się porwać.

Otóż wspomniana osoba trzy razy do roku (oprócz standardowego sprzątania) z każdego pomieszczenia wynosi wszystko włącznie z meblami. Myje okna, ściany, karnisze natomiast meble opróżnia i myje je od środka. Jeżeli są to ubrania i jednocześnie zmienia się sezon to zamienia je kolejnością, układa na nowo i wkłada do szaf. Jeżeli są to szafki kuchenne to cała zawartość ląduje w zmywarce, a następnie zostaje ponownie ułożona.

Po tygodniu doszło do mnie, że ja też tak chcę. W sobotę przy śniadaniu oznajmiłam: rodzino sprzątamy. Przed nami były cztery dni wolnego (wykorzystałam wolne ze świętem Marcina).

Zaczęliśmy od garderoby (pomieszczenie 2 na 2 metry kwadratowe). Wyniesione rzeczy zajęły cały parter oraz taras. Po prostu nie do wiary ile człowiek jest w stanie zgromadzić. Ile na przykład może mieć par butów lub kurtek lub jak myślicie, jak wiele może jedna osoba posiadać kombinezonów narciarskich? 

Niech to będzie quiz: 5, 7 czy 10? Którą brameczkę wybieracie? Pierwszą, drugą czy trzecią? Napiszcie.

Najlepsze jest to, że ja cały czas tkwiłam w przekonaniu, iż posiadam tylko jedno ubranie narciarskie, ha ha, a to ci niespodzianka.

Pamiętam jak dziewczyny były małe i ciągle chodziły w tym samym. Wynikało to z tego, iż strój musiał spełniać warunki córek oraz moje. Musiał być wygodny dla mnie do założenia kręcącemu się dzieciakowi, łatwy do prania, schnięcia, zmywania plam oraz był przez nie tolerowany.

Sytuacja wtedy była identyczna. Miałam tak wiele ubrań dla nich, że nie nadążałam z przeglądaniem i wiele ubrań z metką było już za małych, kiedy wydobywałam je z szafy.

Wracając jednak do tematu, gdy zobaczyłam jak wiele ciuchów jest do wydania, pomyślałam sobie: pójdę na „żyda” i sprzedam wszystko. Dla osób nie z Krakowa tłumaczę cudzysłów. Tak zwany „żyd” to po prostu pchli targ umiejscowiony na Kazimierzu (dzielnica Krakowa), na placu Żydowskim (potoczna nazwa), a tak naprawdę na ul. Plac Nowy.

W tygodniu stoją tam sprzedawcy warzyw i owoców, babcie które sprzedają jaja swoich niosek oraz ser własnej roboty z mleka własnej krowy, a w niedzielę można przyjechać i sprzedawać między innymi ciuchy nowe i używane.

Jak chodziłam do podstawówki to taka niedziela była świetnym sposobem na dorobienie sobie do kieszonkowego. Robiłam w domu porządki, a rzeczy za małe lub nie używane sprzedawałam. Nigdy nie stałam długo, gdyż zazwyczaj inni sprzedawcy szybko opróżniali moje stanowisko. To była świetna zabawa z wysoką stopą zwrotu.

Kiedyś ów targ obejmował plac oraz wszystkie poboczne ulice, dzisiaj jak się dowiedziałam u wujka Google, wygląda to zupełnie inaczej. Mianowicie, stać można tylko na placu, musisz stanąć o 5 rano w kolejce po miejsce. Jeżeli uda Ci się zdobyć miejsce trzeba za nie zapłacić od 25 do 50 zł. Ceny zależą od tego czy jest to miejsce na ziemi, na stole czy leżaku.

Jest jeszcze jedna zmienna, jeżeli uda ci się zdobyć i opłacić miejsce, to może się okazać, że będzie to miejsce stałego handlarza i zostaniesz człowieku z niego wywalony.

Pomyślałam sobie, że to jakaś walka jest, a nie to co kiedyś - przyjemne z pożytecznym. Pomyślałam również, że tyle rzeczy w życiu dostałam, że więcej fanu będzie jak te rzeczy rozdam (normalnie zawsze tak robię, tyko w detalu, a nie w hurcie). Jak pomyślałam tak uczyniłam.

Powiem Wam, że po tych porządkach w domu zrobiła się przestrzeń i miejsce na „nowe”. Zadzwoniłam do autorki całego przedsięwzięcia i podziękowałam jej za inspirację.

Życzę i Wam takiej odnowy, bowiem porządki to również forma oczyszczania siebie.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

czwartek, 20 listopada 2014

Farszki Sztaudyngera - GRAMY!!!


 Już w sobotę 22.10.2014 w Krakowie na ulicy Niewodniczańskiego 74 w Domu Kultury wystawiamy fraszki Sztaudyngera.



Jeżeli lubicie teatr, macie czas i ochotę na dobrą zabawę, amatorzy aktorzy czyli MY
ZAPRASZAMY WAS

Przybywajcie - wstęp wolny!

środa, 19 listopada 2014

"Imagine", co się dzieje, kiedy zakładamy coś z góry?



Wszystko o czym pisze jest ze sobą powiązane. Dzisiejszy wpis również jest przypisany do wcześniejszego. Bo nie zakładając niczego z góry, nie powielamy danej sytuacji tylko tworzymy ją na nowo, a zatem tworzymy siebie na nowo, więc mycia ciąg dalszy.

Może kiedyś mieliście moi drodzy taką lub podobną sytuację w życiu. Koleżanka lub kolega popatrzył/ła w waszym kierunku krzywo. A wy założyliście z góry, że skoro tak na nas spogląda to z pewnością jest na nas zły/zła lub nie spodobało się jej/jemu coś w naszym wyglądzie albo ciele (kobiety dzięki swojej wyobraźni „to spojrzenie” są w stanie baaaaardzo rozwinąć).

Słowem założyliśmy coś z góry względem kwaśnej miny i synchronu spojrzeń.

Następnie:

Przestajecie się do niej/niego odzywać, unikacie jej/jego, zaczynacie rozmawiać o tym z innymi, robi się afera na pół szkoły (tutaj cofamy się trochę w czasie) lub biura (i wracamy). Wymyślacie całą historię owego spojrzenia i latami ja przywołujecie, a może nawet własnym dzieciom opowiadacie potem historię jak to kiedyś …..

A wystarczyło podejść i zapytać: czy coś Ci się stało?, pomóc Ci w czymś? I może dowiedzielibyście się, że owa osoba właśnie potrzebowała szklankę wody, gdyż odbiło jej się paskudnie i jedzenie podeszło do gardła, co spowodowało grymas na twarzy, bo wiadomo, że z kwasem to nie smaczne (boshe… ależ ja mam wyobraźnię!!).  Ale to jeszcze nie koniec. Zobaczcie co się dzieje dalej?

Oczywiście, staramy się odpowiedzialność zrzucić standardowo na skrzywioną istotę. Ktoś popatrzył się krzywo, i można go już rozstrzelać.

A ja chciałam zadać pytanko: kto jest odpowiedzialny za tą całą sytuację? Kto stworzył całą lawinę zdarzeń myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem? 

Mieliście tak? Jeżeli tak, to proszę nie dziwcie się, kiedy wy jesteście głównym bohaterem podobnych sytuacji. Żyjemy sobie już trochę na tym świecie, zbieramy różne doświadczenia, mamy na swoim koncie wiele „egzekucji”, potem zgrabnie przerzuconych na innych.

Gdy szanujemy swoje słowo musimy być bardzo precyzyjni w wypowiedzi. Bo ono tworzy nam nasze życie, naszą rzeczywistość, to my przyciągamy do swojego życia wszystkie zdarzenia i przyjemne i nie. Zanim coś powiemy, obiecamy lub stwierdzimy zastanówmy się, czy możemy obietnicy dotrzymać, jakie będą konsekwencje nie dotrzymania słowa, co niesie za sobą wypowiedzenie takiego lub innego zdania oraz jak je wypowiadamy. Bo nie istotny jest odbiór informacji (gdyż nie interesuje nas, co inni sobie pomyślą) lecz jakość jej nadania (co opisuje powyższa historyjka).

Jeżeli coś powiemy ze złością nie możemy oczekiwać niczego innego. Jeżeli powiemy coś rozumiejąc drugiego człowieka możemy również zrozumienia się spodziewać.

Zatem szanuj swoje słowo, bo od tego zależy twoja rzeczywistość. To chyba ważny powód, by się zastanowić ze dwa razy zanim coś się „palnie”.

Teraz idąc dalej, trąbi się o szacunku do drugiej osoby. Ale przeanalizujcie, może banalny przykład, który podałam. Wystarczy szacunek do siebie i własnego słowa. I wszyscy żyjemy radośni i szczęśliwi. WYOBRAŹCIE TO SOBIE.

Najlepiej ujma to słowa Lennona
https://www.youtube.com/watch?v=DVg2EJvvlF8
(tłumaczenie na "tekstowie" lub poniżej)



Wyobraź sobie, że nie ma raju, to łatwe jeśli zachcesz, nie ma piekła pod nami a powyżej jest tylko niebo, wyobraź sobie, że ludzie żyją dniem dzisiejszym (tu i teraz).

Możesz powiedzieć, ze jestem marzycielem, ale nie jestem sam, może któregoś dnia dołączysz do na nas i świat stanie się jednością. 

Wyobraź sobie, że nie ma państw, to łatwe jest, nie ma za co ginąć i o co walczyć, nie ma również religii, wyobraź sobie wszystkich ludzi żyjących w pokoju.

Możesz powiedzieć, ze jestem marzycielem, ale nie jestem sam, może któregoś dnia dołączysz do na nas i świat stanie się jednością. 

Wyobraź sobie, że nie ma własności, jestem ciekaw czy potrafisz, nie ma chciwości i głodu, a jest braterstwo ludzi. Wyobraź sobie wszystkich ludzi dzielących jeden świat.

Możesz powiedzieć, ze jestem marzycielem, ale nie jestem sam, może któregoś dnia dołączysz do na nas i świat stanie się jednością. 


Dzięki Wielkie za przeczytanie.