środa, 28 października 2015

Zdrada




W tej cudownej atmosferze, jaką stworzył powyższy cytat, zadam jakże ciężkie i trudne pytania, które rozproszą w sekundę melancholijny nastrój. Pomimo poklasku dla tej myśli, pytam: z jakiego powodu widzę na około związki niewolnicze? 

Narkomanów, którzy są w transie, bez ochoty na odwyk?

Bo przez Ciebie, to ja nigdy....

Bo gdyby nie Ty, to ja bym mógł/a....

Ty mi nigdy, a ja Ci zawsze....

Bo gdybyś mnie rozumiał/a, kochał/a ....

Ty, Ty, Ty!!!!


Z jakiego powodu, godzą się na taką profanację związku obie osoby?

Z jakiego powodu narzekamy się na partnera, robiąc dokładnie to samo?

Z jakiego powodu jesteśmy przekonani, że my mamy prawo, a druga osoba już nie?

Kto powiedział, że ktoś ma nam cokolwiek dać?


Zapytam dalej

Skoro Wszyscy się zgadzamy z powyższym cytatem, to z jakiej parafii pytam, wzięła się idea zdradzania drugiej osoby? 

Skąd w ogóle pomysł, że zdradza się kogoś? 

Jeżeli rozumiesz, że tylko od Ciebie zależy Twoja miłość do siebie i to czy podzielisz się nią z kimś, to gdzie tu miejsce na dramaty zdradzonych osób?

Jak możesz zdradzać jakąś osobę, jeżeli wszystko zależy od Ciebie? 

To kogo zdradzasz? Siebie czy kogoś?

Jeżeli odpowiesz, że kogoś to znaczy, że nie rozumiesz

Jesteś jedyną osobą, która podejmuje ze sobą wszystkie decyzje. Umawiasz ze sobą na coś. To jeżeli nie dotrzymasz tej umowy, to kogo oszukałeś/łaś?

Jeżeli spotykasz się z kimś, to czyjego głosu wewnętrznego, czy też intuicji najpierw posłuchałeś/aś? Swojego, czy czyjegoś?

Jeżeli ufasz komuś, to komu najpierw musiałeś/aś zaufać? Sobie, swoim odczuciom, czy czyimś? 

Sam/a nie tkwił/a byś w toksycznym związku, tylko byś odszedł/a. Prawda? To jakim prawem zabraniasz tego swemu parterowi? Może dla niego to jest właśnie toksyczny związek? Hm?


Na wszystkie te pytania odpowiedź jest jedna: miłość własna, nie egoizm, egocentryzm, narcyzm, ale miłość do siebie 

Gdy kochasz siebie czyli lubisz siebie, akceptujesz siebie, nie obrażasz siebie, rozumiesz siebie, to nigdy w życiu nie odmówisz drugiej osobie, czegoś czego sam/a byś pragnął/a, nic jej nie narzucisz, czego sam/a narzuconego byś nie chciał/a mieć, nie zarzucisz jej niczego czego nie chciał/a byś pod swoim adresem usłyszeć i nie zabronisz jej niczego, co sam/a byś chciał/a zrealizować.

Zatem moi drodzy, żyjmy i dajmy żyć innym.

A ja Życzę Wam z całego serca, życia jak z obrazka, tego powyżej oczywiście :)


Dzięki Wielkie za przeczytanie



UWAGA KURS STARTOWY 21,22 listopad na którym właśnie takie, kwestie będą poruszane. 
Dzwońcie do mnie, by się zapisać 666 019 377




środa, 21 października 2015

Próba ucieczki


Podpis pod zdjęciem głosił: "Inspirujący cytat Robbiego...", który wywołał u mnie świąd palców, dreszcz na ciele i zjeżenie włosów jak u jakiegoś puma czy tygrysa, pazury natomiast urosły mi o dobre 10 cm. Opanowałam jednak wydłużenie kłów i postanowiłam dać upust emocjom na blogu.



Motyla noga, ja pierdziu, kurwa mać (niech każdy wybierze swoją wersję) ponad 32 tysiące laików??? Ponad 11 tysięcy udostępnień??? To dane z poniedziałku. Ludzie co to ma być? Aplauz dla zakłamania? Jakiś nowy przepis?

Oszukuj samego siebie i innych, a potem strzel sobie w łeb? Bo nikt Cię nie rozumie? Co to za bzdura? A jak ma Cię  ktoś zrozumieć jak całe życie pajaca zgrywasz? No tak się jakoś złożyło z tym graniem. Jak ktoś ma Ci pomóc, jak o pomoc nie potrafisz poprosić? Jak ma być okej, jak sam siebie oszukujesz i sam siebie zdradzasz?

Żyjesz w toksycznym związku, który wpływa na Ciebie destrukcyjnie i zamiast wyjść z niego, udajesz że wszystko jest ok, a potem pif paf i sprawa z głowy?

Masz kredyt, na który idzie cała Twoja pensja i zamiast zmienić pracę, renegocjować warunki kredytu lub sprzedać nieruchomość, zażywasz sobie tabletki?

Pracujesz w miejscu, które Cię niszczy i zamiast zmienić pracę lub nastawienie, udajesz że jest ok, a potem "skaczesz z dychy"?

Wygrała partia, której nie chciałeś lub chciałeś? I co z tego. Jak chcesz wyegzekwować coś, co jest w zapisie ustawy i tak musisz sam ruszyć tyłek do urzędu lub sądu. Jeżeli nie zrobisz tego, to nic się nie wydarzy. Możesz stwierdzić, że dałeś ciała lub możesz złorzeczyć rządzącym, stwierdzić, że tak się nie da żyć, i... się powiesić?

Zastanowiliście się kiedyś z jakich powodów samobójców chowano poza cmentarzem, na rozstajach dróg lub na pustyniach? Z jakiego powodu wykluczano ich ze standardowego pochówku? Nawet w Rzymie, ta metoda, choć w pewnym momencie popularna, była prawnie umocowana i musiała spełniać pewne warunki, a konsekwencją jej było między innymi bezczeszczenie zwłok i grabienie majątku.

Zastanawialiście się nad tym?

Bo samobójstwo to najgorsza z możliwych dróg. Z jakiego powodu spytacie? Już klaruję. 

Jesteśmy tu po to by się uczyć, doświadczać życia, a samobójstwo jest odmową nauki, rezygnacją z lekcji. Niczego więcej już się nie chcesz nauczysz, niczym więcej nie chcesz wzbogacisz siebie ani swojego otoczenia, nie chcesz stworzyć już nic więcej.

Popełniasz największą zbrodnie wobec siebie, a tak się składa, że jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu. 


No cóż, jednak w życiu podejmujemy różne decyzje, za naszymi wyborami kroczą lekcje, które tak jak dzieci w szkole, powinniśmy odrabiać. 

Po co?

Ano po to, że przed sobą nigdzie nie uciekniemy i kiedyś z wagarów trzeba będzie wrócić, odrobić zaległości i ponieść konsekwencje ucieczki, które prędzej czy później  się pojawią. Jak nie w tym, to w innym wcieleniu, jak nie na nas, to na naszych potomkach. 


Prawo siewu i zbioru każdego dotyczy. Cóż taka karma. Życie po prostu

Podsumowując:

nie jest istotne, kim jesteś. Nie ważne czy jesteś Robbiem Williamsem czy Kurtem Cobainem, Dorotą, Kasią, Marcinem czy Grześkiem, zamiast uciekać z lekcji, masz możliwość stworzyć dla siebie coś, co Cię dopełni, a gdy jesteś pełny jak szklanka wody, dopiero wtedy możesz rozlać się na swoje otoczenie, dopiero wówczas możesz dać coś innym.

Wolnej woli nikt nam nie odbierze. W zasadzie to jedyne co mamy na tym świecie, a w związku z tym, tak naprawdę możemy wszystko.


Dzięki Wielkie za przeczytanie

środa, 14 października 2015

Być gotowym

Samo nic się nie zrobi, jak chcesz, by coś się zrobiło, rusz tyłek. 

Przychodzą do mnie ludzie na zabieg i pytają: ile mi czasu zajmie uzdrowienie ich? A ja odpowiadam: że wszystko zależy od nich, a nie ode mnie, od ich gotowości do bycia zdrowym.


Otwierają oczy i mówią, że nie rozumieją. No to tłumaczę. 

By być zdrowym, trzeba być gotowym. Gdybyś jutro - mówię - obudził się bez swoich dolegliwości, wieczorem pewnie byłbyś na oddziale wariatkowa. No jak - oponują - to przecież byłoby super! Tak? Jesteś pewien? A jak by wyglądał Twój dzień, gdybyś nie mógł rozmawiać o swojej chorobie, bo byś jej z dnia na dzień się pozbył? Gdybyś nie mógł rozmawiać o nocnych bólach, o ilości przespanych lub nie godzin w nocy, o różnych kuracjach, o cudownych i beznadziejnych lekach, o konowałach, o kolejkach do badań? Co by się stało gdybyś musiał zrezygnować z kolejki w ośrodku i rozmów w niej? Jak byś zapełnił swój dzień, gdyby Ci nic nie dolegało? W jaki sposób zainteresował byś otoczenie? 

Dzisiaj dzwonią, pytają jak się czujesz, jak minął dzień, tydzień, miesiąc. Jak byś się czuł, gdyby telefon nie dzwonił?

Hm... no tak, muszę przyznać, że pierwszy raz coś takiego słyszę. To co proponujesz? - pada pytanie. Proponuję pracę nad sobą i determinację - odpowiadam - zdrowienie to indywidualny proces i nie ważne czego on dotyczy, zawsze jesteś Ty kontra Ty. Natomiast sam fakt, że się spotkaliśmy oznacza, że masz dość obecnej sytuacji i przyszła pora na zmiany.  

Podany przykład dotyczy choroby, lecz taka sama sytuacja jest z kimś, kto ma negatywne nastawienie do życia, złamane serce, zarabia za mało lub za dużo i jest samotny, żyje w strachu, w depresji, w cierpieniu. Kombinacji jest tyle, ilu jest ludzi potrzebujących na świecie. 

Imagine (jak śpiewał Lennon), że ktoś robi Ci "niedźwiedzią przysługę" i wyrywa Cię z niewygodnej sytuacji z dnia na dzień. A Ty spróbuj przeżyć w nowych okolicznościach, nie poruszając strych kwestii, bo Cię już przecież nie dotyczą. No i jak Ci idzie wizualizacja? Wyobraź sobie. że nie widzisz już problemu, nie ma na co się poskarżyć, nie ma cierpienia, bólu, strachu. Wszystko jest okej. Trudne nie? O czym tu gadać? Co robić? Z kim? 

Każdy kogo znam mówi, że chce być szczęśliwy, zdrowy i bogaty, trudność polega na tym, że niewielu jest takich, którzy są na to gotowi. 
A TY, tak szczerze, jesteś na to gotowy? 

Dzięki Wielkie za przeczytanie

środa, 7 października 2015

Raj utracony

W marketingu nazywa się to "poczuciem straty". Zjawisko owo ma miejsce wówczas, kiedy klient ma zbyt duży lub zbyt mały wybór. Gdy ma zbyt duży wybór, jest zagubiony, i ma poczucie straty w związku z tym, że nie może mieć wszystkiego  więc w efekcie nie kupi niczego, gdy znów ma za mały wybór czuje niedosyt i ma poczucie, że gdzieś czeka na niego więcej i również nie zdecyduje się na zakup. Czyli ani za dużo, ani za mało, balans po prostu,

Oczywiście trafią się i tacy, którzy docenią jedną i drugą wersję wydarzeń i znajdą się w każdej doskonale. Ci uni jednak są jednak w mniejszości. 

Często jest tak, że doceniamy coś dopiero wtedy, gdy to coś tracimy. O wdzięczności pisałam już parę razy, i za każdym razem inaczej. Ten wpis również będzie inny. 


Chciałam zapytać: czy docenialiście Państwo to coś jak to coś było? Czy to coś, jak było, było czymś normalnym, oczywistym, powszechnym i dopiero brak tego czegoś spowodował zdziwienie, frustrację, złość, zawód, rozpacz, poczucie straty? Jeżeli tak, to gratuluję, poznaliście Państwo właśnie jak smakuje raj utracony. 

Hm... i co teraz z tą wiedzą zrobić??

Nooo, wyjścia są dwa - przynajmniej według mnie:

pierwsze: można pozostać z samą wiedzą i rwać włosy z głowy, rozpaczać, zaklinać niebiosa, wziąć (a dla znajomych Warszawiaków, z pozdrowieniami, po krakowsku wziąść) wolne i upić się, klina klinem zabić, rozdzwonić się i powiadomić wszystkich żywych i umarłych o swojej krzywdzie, obwinić kogo się da za zaistniałą sytuacje, 

lub

drugie: można ową wiedzę sobie uświadomić. Co ja przez to rozumiem? Ano właśnie zrozumienie sytuacji, wyciągnięcie wniosków i zrobienie czegoś nowego dla odmiany. Przerażające co?

I tak na przykład:

Jeżeli ktoś Państwu poda obiad, to proszę być wdzięcznym zamiast pytać o deser. Deser możecie Państwo sami zrobić, zanim siądziecie przed telewizorem i obrócicie w żart niefortunne stwierdzenie o podwieczorku.

Jeżeli Państwo zaproszeni jesteście do alkowy, to doceńcie starania partnera, bądź partnerki i przyjmijcie zaproszenie, bez kwęczenia, że potem, bo głowa boli, że z pończochami byłoby lepiej, lub że potrzeba jeszcze jednej osoby do zabawy. No co? Różne są gusta.

Wstańcie proszę w poniedziałek i w każdy kolejny dzień i pójdźcie z wdzięcznością do pracy, którą wykonujecie, bowiem bez docenienia tej którą macie, nie ma szans na nową. Dlaczego? A doceniacie Państwo najmniejsze zamówienie, czy jękolicie nad brakiem dużych? A jak jecie Państwo precla to smakujecie go, czy płaczecie, że nie stać Was na zapiekankę? A ucieszcie się z obiadu w restauracji, zamiast narzekać, że w innej byłoby lepiej, ale stać Was tylko na to. A jak jedziecie swoim autem to doceńcie proszę fakt, że nie musicie dymać na piechotę, zamiast wyzywać go od gruchotów i z zazdrością patrzeć na innych.
Dzisiaj już robicie spustoszenie w sobie i naokoło, a teraz wyobraźcie sobie, co by się stało gdybyście z takim samym roszczeniowym podejściem zarabiali jeszcze więcej.... Matko uchowaj.

Jeżeli Państwo ubolewacie nad jakimś defektem w waszym ciele, o którym oczywiście wiecie tylko Wy (dopóki nie podzielicie się ową nowiną z innymi), to proponuje być wdzięcznym za swój fraczek, gdyż nie wiecie co zdarzy się za setną sekundy. I tak sobie myślę, że przykro by Państwu pewnie było gdybyście w wypadku stracili nogę, której teraz nie lubicie, lub mieli zmiażdżony nos, który dzisiaj wydaje się Wam krzywy, lub wycięte pół tyłka i wielką dziurę w miejscu gdzie kiedyś był ciepły i miękki cholerny celulit.

Wiem jak trudne jest to o czym mówię/piszę. Wiem, bo każdą z tych rzeczy doświadczyłam sama, ale powiem Państwu, że weszłabym na tą drogę jeszcze raz gdyby trzeba było, bo warto. Wiecie z jakiego powodu? Z powodu wielkiej magii, która się dzieje, gdy docenicie obiad, nie macie pojęcia jak smaczny potrafi być deser....  Mniam :-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Kochani ogłaszam nabór na "Warsztaty z Wdzięczności".
Do współpracy zapraszam firmy, instytucje, osoby indywidualne i grupy. Dzwońcie i rezerwujcie miejsce i czas. Ja dzwonię :-)