środa, 29 października 2014

Parada Słoni



Moje córki wróciły ze szkoły. Martyna dość szybko wyartykułowała problem. Jagodzie zajęło to około godziny. Najpierw pierwsza obarczała winą nauczycielkę godzinę później robiła to druga (tylko płeć winowajcy uległa zmianie). Najpierw pierwsza (35 kilo) siedziała mi na kolanach smarkając i chlipiąc w rękach, potem druga (60 kilo). Z pierwszą jeszcze oddech miałam równy z drugą trochę mniej.

Ponieważ nie jest to pierwsza rozmowa tego typu z moimi dziećmi, wiec najpierw standardowo słyszę: „czy my nie możemy mieć normalnej matki?”, lub też „która matka tak rozmawia ze swoimi dziećmi?” albo „czy tym razem jak normalni ludzie możemy zwalić winę na kogoś innego?” ????...wiem, że nie ma jak obrobić dupę bliźniemu, obwinić go za wszystkie nasze kataklizmy, sport świetny tylko konsekwencje trzeba będzie ponieść, a ponieważ proces znam coraz lepiej to mnie się to po prostu nie opłaca.

Powtarzałam zatem: Kamuflujecie się ze swoimi różnymi emocjami i kiedy ktoś uderzy w czuły punkt automatycznie się bronicie bojąc się, że zostaniecie zdemaskowane. Problem nie tkwi w nauczycielu czy nauczycielce. To czy oni zachowują się poprawnie, czy też nie, to dzisiaj nie nasza sprawa, oni mają swoją odpowiedzialność. Są natomiast waszym lustrem. Tak jak wy jesteście lustrami dla nich. Wskazują wam na jakiś problem, który tkwi w was. Uderzyli w strunę, która poruszyła tkwiącą w was obawę, lęk, niepokój, strach, żal, złość, wstyd etc.

Was interesuje, po co wam się ta sytuacja zdarzyła?
Co powoduje u was taką frustracje?
Co poruszyła ta osoba, jaką emocję?
Gdybyście były na jej/jego miejscu to, co to by był za powód, który nim/nią kierował by kreować takie właśnie zachowanie?
Czy komuś służy wasza złość, a jak tak to komu?

I tak pytaniami pomocniczymi schodzimy coraz głębiej i głębiej, i od powierzchownego „bo mnie denerwuje” okazuje się, że na przykład: domagamy się akceptacji innych, bo nasze poczucie wartości leży i kwiczy. Czyli temat na teraz: praca nad własną wartością czyli tak naprawdę miłością do siebie, akceptacją, zasługiwaniem itp.

Przejmujemy odpowiedzialność za ową sytuację (oczywiście ja również, gdyż was wychowuję i cegiełkę bądź czterdzieści pozwoliłam sobie włożyć) oczyszczamy ją w piętnaście minut i babcia zdrowa lub tkwicie w złości pijąc truciznę i czekacie aż oponent umrze. Wybór rozwiązania należy do was, tylko w przypadku wskazania bramki numer II życzę powodzenia.

Słyszałam gdzieś taką opowieść. Słonie w cyrku hodowane są od małego z łańcuchem na nodze i w miarę jak rosną ten łańcuch może spokojnie zastąpić linka, bowiem zwierzęta są przyzwyczajone (latami sprawdziły to wielokrotnie), że łańcuch je trzyma. Kiedyś w cyrku wybuchł pożar i wspomniane słonie spłonęły żywcem. Nie ruszyły się z miejsca pomimo tego, że trzymała je tylko linka.

Ten przykład jest bardzo obrazowy. Jak wiele razy tkwiliśmy lub dalej tkwimy na takiej lince własnych schematów lub jak kto woli przekonań czy wzorców, myśląc, że to łańcuch, którego nie da się zerwać.

Cierpimy bo ktoś kiedyś nam zrobił przykrość, nosimy żal w sobie z powodu przekonań społecznych, religijnych, kulturowych, pałamy chęcią zemsty bo coś, ktoś, gdzieś, nam, im, wam.

Tylko, że zapytam jeszcze raz: czy komuś to służy? Czy w ten sposób możesz komuś pomóc, a jak tak to komu? Czy twojej rodzinie, dzieciom, partnerowi, partnerce pomaga fakt, że sam siebie chcesz karać? I co na to twoje ciało?

Jeżeli na pierwsze trzy pytania odpowiedź zaczyna się na literkę „n”, to wybacz sobie i odpuść, a jak sam nie dajesz rady i potrzebujesz pomocy to zadzwoń do mnie.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 22 października 2014

Studnia Możliwości



Zapraszam w poniedziałek 27.10.2014 o godzinie 18.00 do Klubu Kultury we Wróblowicach na ulicę Niewodniczańskiego 74.

Będziemy rozmawiać o tym: jak zrealizować w życiu siebie i swoje, a nie cudze marzenia.
Wstęp Wolny - Przybywajcie

Ślub w cerkwi


Byłam w piątek na ślubie, ale nie takim zwykłym. Był to ślub prawosławny mojej koleżanki Karoliny, z którą śpiewam razem w chórze. Wszyscy członkowie chóru zostali na niego zaproszeni w charakterze gości i oczywiście mieliśmy później młodej parze śpiewać.

Zacznijmy od tego, że ślub odbył się w piątek o 15 godzinie. Czad nie? Cerkiew mieści się na ulicy Szpitalnej 24. Stoi w szeregu kamienic i tylko złota kopułka na wejściem zwraca uwagę przechodniów.

Gdy weszłam na piętro (już na schodach zauważając odmienność świątyni) oczom moim ukazał się duży przestronny pokój, którego ściany zdobiły obrazy a podłogę pokrywały dywany. Pomieszczenie zaskoczyło mnie, gdyż nie spodziewałam się tak babcino – domowo - ciepłej atmosfery. Przestronność pomieszczenia podkreślał brak ławek czy krzeseł na środku. Tylko kilka sztuk tkwiło gdzie niegdzie pod ścianami.

Gdy goście się zebrali, ceremonia się zaczęła. Moi drodzy, naprawdę jestem do dzisiaj pod ogromnym wrażeniem. To był spektakl, który odbywał się pomiędzy Batiuszką (ros. ojczulek), młodymi i chórem. Nie było żadnych padnij, powstań, klęknij, śpiewaj, deklamuj, nie było tacy na pieniądze. Flesze błyskały wszędzie i z każdej strony i nikomu to nie przeszkadzało. Msza trwałą godzinę. Dech zapierał idealny synchron pomiędzy chórem śpiewającym całą mszę a prowadzącym ją księdzem. Pomiędzy tym wszystkim były świece, korony nad głowami, okrążanie sali.

Najbardziej wzruszający i romantyczny był moment na zakończenie mszy, kiedy młodzi stoją do siebie twarzami szeptając czule obietnice i wyznania. Nie na forum przysięgi miłosne i deklaracje, tylko cicho do siebie. Piękne.

Gdy ślub się skończył małżonkowie zeszli na dół, gdzie w podworcu odbierali życzenia i prezenty, a my przez ten czas śpiewaliśmy im piosenki miłosne i to po hebrajsku ha, ha. I wyszło pięknie.
Dzięki murom kamienicy mieliśmy świetną akustykę i to był jeden z naszych lepszych koncertów. Karolina z przyczyn oczywistych nie mogła wziąć udziału w śpiewaniu, ale dołączyła do nas jej mama.
 







Tak, to był naprawdę świetny ślub. Dzięki Wielkie za zaproszenie.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

czwartek, 16 października 2014

CO????????????????????????????????


Przeczytałam na fb wpis osoby, której nie znam, ale po zweryfikowaniu strony internetowej stwierdzam, że wiele osób ją zna. Owa osoba napisała, że należy wyeliminować ze swojego życia ludzi, którzy cię dołują a pozostać przy osobach, które cię wzmacniają.
Ło panie sory, ale się nie zgodzę. Hitler też chciał pozostać przy osobach, które wzmocnią rasę. 
I uwaga owa wzmianka nie ma nic wspólnego z tym, że mam pochodzenie żydowskie.

Mogłabym skończyć na tym, że odpowiedzialność jest po naszej stronie, ale rozłożę to na czynniki, by do każdego dotarło.

Po pierwsze jeżeli naokoło ciebie są tacy jęczący ludzie tylko dlatego, że sam ich przyciągasz. ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!

Po drugie jeżeli jesteś naprawdę aniołem – że przypomnę ludzi oświeconych na tej planecie jest około 3% na 7 miliardów! – to akceptujesz wszystkich z MIŁOŚCIĄ!!!!! Bo ROZUMIESZ ŻE ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Po trzecie spotkanie z druga osobą jest święte. Każda spotkana osoba, jest twoją lekcją i zawsze ma dla ciebie jakąś wiadomość A ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Po czwarte jeżeli spotkana osoba Cie porusza to znaczy, że temat dotyczy Ciebie i jest ona twoim lustrem – Jung też o tym pisał BO ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!!

Po piąte jeżeli uciekasz przed takimi jęczącymi osobami, to tak naprawdę uciekasz przed sobą i swoim problemem, które Ci te osoby uświadamiają BO ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Po szóste jeżeli sam jesteś bez winy to pierwszy rzuć kamień” BO ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Po siódme nie oceniaj, zajmij się własnym tyłkiem BO ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Po ósme jeżeli szukasz wymówek to znaczy, że nic nie rozumiesz A ODPOWIEDZIALNOŚĆ I TAK JEST PO NASZEJ STRONIE!!!

Teraz od strony energetycznej popatrzmy na proces pamiętając, że ODPOWIEDZIALNOŚĆ JEST PO NASZEJ STRONIE!!!!

Po pierwsze wyobraź sobie jaką złością zaczynasz emanować w stosunku do skreślonych przez Ciebie osób. Zaczynasz ich obwiniać o wszystkie swoje doły, złe nastroje, niepowodzenia i wszystkie kataklizmy tego świata.

Po drugie jeżeli wszystko jest wibracją to zastanów się co do Ciebie wróci????? Czy natura odwdzięczy ci się cudownymi osobami na około? NIE! Zaleje cię tsunami. Zaryjesz zębami w piasku i podtopiony z trudnością będziesz łapać oddech. I co będzie dalej? Załapiesz kto przyciągnął to wszystko do siebie czy poszukasz kolejnych kozłów ofiarnych??? A potem będziesz się zastanawiał patrząc w lusterko dlaczego masz tak spaprane życie i kto jest temu winien.

Po trzecie zastanów się co wysłałeś do tej osoby do której żywisz tyle złości, jadu, frustracji . To, że ów delikwent się rozchoruje to pewne, dodatkowo parę siekier w plecach będzie nosić i kilka przykrych sytuacji w życiu go spotka. I jak myślisz, kto mu to zafundował? I kto teraz jest jękołą, wampirem i dołującym ciężarem. Kto teraz stał się agresorem? Kij ma zawsze dwa końce.

A wiecie dlaczego tak jest bo odpowiedzialność jest po naszej stronie!

Wszyscy ludzie a zwłaszcza Ci, którzy wypowiadają się publicznie i uważają się za autorytet powinni o tym pamiętać. Bo bardzo łatwo jest narobić syfu a posprzątać dużo trudniej.

Dzięki Wielkie za przeczytanie. 

Ps. Zapraszam na "STUDNIĘ MOŻLIWOŚCI" , która odbędzie się 27. 10. o godzinie 18.00 w Domu Kultury we Wróblowicach.. Będziemy rozmawiać właśnie o takich tematach jak ten powyżej lub innych....

środa, 15 października 2014

Wariactwo jakieś, ale jest szansa...



Kupiłam kiedyś drzewko na święta, najbrzydsze ze wszystkich. Po co? Bo mówiło do mnie „weź mnie, a odwdzięczę Ci się, ładnie będę rosło”. Niestety uschło.

Ktoś mi opowiadał, że zabrał do domu zwierzaka ze schroniska brzydkiego jak nieszczęście. Po co? Bo pomyślał, że wszyscy biorą ładne zwierzęta, to on weźmie brzydkiego. I dzisiaj szlak go trafia jak na niego patrzy.

To nie jest normalne zachowanie, ponieważ paradoksalnie chcemy wszystkiego co najlepsze. Natomiast to czego dzisiaj chcemy, jest wtórne do tego co wypada zrobić.

To czego chcemy, zakończyło się skutecznie w okresie dzieciństwa. Zostaliśmy zaprogramowani na to co powinniśmy.

Bo nie ma nic złego w tym, że wybrałam najbrzydsze drzewko. To co myślałam przy wyborze było niewłaściwe. Bowiem kupiłam je kierując się wyrzutami sumienia, a nie namiętnością do brzydkich iglaków.

To samo tyczy się „koszmarka” ze schroniska. Komuś po prostu może się taki podobać. I jest ok. Natomiast jeżeli wybór znów podyktowany jest wyrzutami sumienia bądź chęcią dowartościowania siebie (bo ktoś ma małe poczucie wartości), to już jest chore.

Epatujemy tak niskim poczuciem wartości, że wystarczy byle sytuacja, by nami zachwiać. Wyobraźcie sobie, iż obca osoba mijając nas na ulicy mówi „ale nochal”.  

Ło matko. Panika. Cały humor gdzieś znika, dobry nastój wyparował. Przecież mamy ten nos od urodzenia, wiemy jak wygląda. Podoba nam się nawet. A teraz, co niektórzy pomyślą nawet o operacji plastycznej.

A wiecie, że ta osoba mogła mówić do siebie, kątem oka zauważając swój nos. Pozwoliła sobie tylko wyrazić na głos swoje zdanie. A nawet jeżeli mówiła to do nas, to czy powinno nas to dotknąć?

Tak łatwo jest nam zrobić wodę z mózgu. Dlatego, że słuchamy wszystkich oprócz siebie. Wszystko co na zewnątrz wydaje nam się lepsze, pewniejsze, ładniejsze, wartościowsze.  

Oczywiście, my kobiety mamy dużo większe trudności z akceptacją siebie. Wynika to z wielu czynników i uwarunkowań, którym przez wieki zostałyśmy poddane. Dzisiaj o tym nie będę pisała.

Moi drodzy, czas na rozwój. By móc znów żyć swoim życiem a nie cudzym, by znów ufać sobie, znów wybierać to co dla nas jest najlepsze. Bo tylko w ten sposób możemy cieszyć się widokiem pięknej choinki za oknem i cudownego pupila. Musimy tylko albo aż oczyścić naszą przestrzeń, którą latami zapełnialiśmy obcymi nawykami i programami.

Zachęcam Was do pracy nad sobą, każdą drogą, która Wam służy.

Koniec zrzucania odpowiedzialności na rząd, męża, żonę, pogodę. Podwijamy rękawy i do rozwoju osobistego przystąp!
Darz Bór! 

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 8 października 2014

"Pani Bovary"

Głosuj na Tekst Roku 2014


Dziwne sploty zdarzeń w mym życiu mają miejsce. I coś pięknego, bo wszystko po coś. Wyobraźcie sobie, że właśnie dzięki takiemu supełkowi zdarzeń trafiłam na „kącik literacki”. Nie uczestniczyłam nigdy wcześniej w takim przedsięwzięciu i to był mój pierwszy raz.

Gdy weszłam do sali mój animusz trochę opadł, gdyż średnia wieku delikatnie rzecz ujmując była daleko poza mną, Ale przywitałam się i zasiadłam słuchając trwającego wykładu. Omawiana była właśnie powieść „Pani Bovary” pióra Gustawa Flauberta, za którą zresztą (jak się okazuje) autor był nieźle szykanowany, gdyż śmiał napisać o czymś, co powinno było zostać w ukryciu.

Rozmowa na temat książki poparta była fragmentami filmu o tym samy tytule. Ogólnie, bardzo przyjemnie spędziłam czas i oczywiście powstała w mej głowie cała opowieść o związkach, którą będę mogła Wam przedstawić.

Otóż, książka opowiada o tym jak główna bohaterka nieustannie szuka miłości i szczęścia. Mąż lekarz, poczciwina, myślący, że „chwycił Pana Boga za nogi”, utrzymuje dom i ją. Kompletnie nie świadomy tego, że żona go zdradza. Spłaca jej długi, które kobieta zaciąga na prezenty dla swoich kochanków. Na koniec biedaczka truje się arszenikiem i umiera w boleściach.

No i ktoś by powiedział zwykłe romansidło. Ale ja, oczywiście widzę parę aspektów godnych uwagi. Rozpatrzę temat najpierw od kobiecej strony, a następnie przejdę do mężczyzn.

Drogie Panie, czy zauważyłyście jakie absurdalne wartości zostają nam przekazywane przez pokolenia? Lub o zgrozo, my same im hołdujemy i przekazujemy je dalej?
Po pierwsze, od kołyski słyszymy bajki o przystojnych rycerzach (bo inni w ogóle nie wchodzą w rachubę) w lśniącej zbroi, na pięknym rumaku, zabijających dla nas setki smoków w drodze po nasz kwiat?????!!!!! 

Hm… niby fajnie tak leżeć i pachnieć, tylko jakie dramatyczne ma to przełożenie w życiu?

Po drugie, szukając naszego rycerza, szukamy tak naprawdę niewolnika, który na nasze wezwanie będzie nam dawkował to miłość, to szczęście to utrzymanie.

Hm… tylko kto tu naprawdę staję się czyim niewolnikiem i czy aby na pewno na tym polega miłość?

Po trzecie jeżeli seks, to absolutnie nie dla przyjemności, jedynie jako szantaż emocjonalny i manipulacja.

Same na siebie zakładamy straszne ograniczenia. Potem się dziwimy, ze nas szlak trafia, a to po prostu, nie uwierzycie: chcica.

Drodzy Panowie, przekazywane Wam wartości również wypadają blado w starciu z rzeczywistością. A dramat polega na tym, że także Wam zdarza się podtrzymywać tradycję, przekazując te absurdy dalej.

Po pierwsze, macie być łowczymi.

Okej, wiem, inna konstrukcja mózgu. Koncentracja na celu. Jednak to było dobre w czasach pierwotnych. Dzisiaj to zbyt często nadużywana wymówka, maskująca lenistwo. Odrobinę finezji Panowie.

Po drugie, macie wyzbyć się uczuć. Chłopaki nie płaczą i inne głupoty.

Hm… hamowanie emocji (które paradoksalnie nas budują) przeradza się między innymi w niekontrolowany gniew, nie mówiąc o tym, jak wybucha (i to dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn) źle ukierunkowana energia seksualna.
Więc żyjecie pod ciągłą presją - jak pies, któremu nie pozwala się szczekać. Czekacie aż Wasza księżniczka wyrazi swe zdanie, aprobatę na ten czy ów pomysł lub temat, bądź też otrze się o Was, dając znaki dymne, że jest gotowa na zaloty, które oczywiście Wam umykają, bo to przecież tyko dym, a tak naprawdę, umarliście już za życia i to tylko kwestia czasu kiedy schodzicie z tego łez padołu. Bo inaczej tego nazwać nie można.

Po trzecie, czwarte i pięćdziesiąte tych bzdur krążą niewiarygodne ilości.

Chodzi mi o to, że gdyby wspomniana bohaterka książki podeszła do swojego męża przytuliła się i powiedziała wprost: porozmawiaj ze mną, pójdź ze mną na spacer, zabierz mnie na schadzkę a następnie kochajmy się, a mąż zamiast myśleć, że jeżeli zarabia na dom, płodzi dzieci, sadzi drzewa to wystarczy, bo stanął na wysokości zadania, zainteresowałby się życiem swojej żony i poświęcił jej uwagę znalazłszy czas na zaloty i adorację, to wszystko stało by się prostsze i normalne.

O związek trzeba dbać i ta powinność leży po obu stronach. Jeżeli znamy zasady funkcjonowania kobiet i mężczyzn, to nie ma powodu do zdziwienia, jeżeli ich nie przestrzegamy. Jeżeli wiemy, że konstrukcja mężczyzny pozwala mu robić tylko jedną rzecz na raz, to nie informujmy go drogie Panie o chęci pójścia z nim łóżka, kiedy ogląda telewizję. On i tak tego nie usłyszy. I nie dlatego, że przytyłyśmy (lub cokolwiek innego, co tylko kobieta może wydumać) tylko dlatego, że robi jedną rzecz na raz – po prostu ogląda telewizję. Jeżeli wiemy, że kobieta lubi być adorowana to Panowie, nie ma nic seksowniejszego niż mężczyzna w fartuszku gotujący dla nas posiłek lub sprzątający dom. 
Ponadto Panowie, nie ubędzie Was jeżeli powiecie swojej partnerce dobre słowo lub pochwalicie ją za coś. Natomiast Panie, jeżeli słyszycie komplement to przyjmijcie go bez doszukania się podstępu, knucia lub oglądania za siebie, z pytającym wzrokiem "czy to aby na pewno do mnie mówią"? W tej kwestii możemy uczyć się od mężczyzn. Widzieliście jak oni przyjmują pochwałę? Cali promienieją, tors idzie w górę, brzuch wciąga się automatycznie, podnosi im się kącik ust w zawadiackim uśmiechu a poziom testosteronu osiąga niesamowity wzrost. Tak, tego z całą pewnością powinnyśmy się od nich uczyć.

Podsumowując: złym kluczem nie będziemy próbowali otworzyć drzwi. Bo i po co mielibyśmy to robić, jeżeli obok wisi właściwy. Dla zasady? Oczywiście możemy, tyko, kiedy klucz już się złamie, musimy wziąć na klatę wymianę zamków, nie złorzecząc sobie ani nikomu dookoła.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.