środa, 24 września 2014

Proces.



Ostatnio przeglądam możliwości uzyskania dotacji unijnych, bowiem zaproponowano mi udział w przedsięwzięciu, o którym jeszcze dzisiaj Wam nie napiszę. I wśród tych oto grantów natknęłam się na taki, który kierowany jest do dzieci i młodzieży. Ma uwrażliwić młodych na takie zagadnienia jak: tolerancja, brak dyskryminacji, przeciwdziałanie wykluczaniu, marginalizacji, ksenofobii, homofonii, rasizmu, antysemityzmu, przemocy i wielu innym.

No i fajnie pomyślałam, to ważne kwestie, które powinny być poruszane. Tylko, że się tak wyrażę - od dupy strony - po mojemu, jest to podejście do tematu. Oczywiście lepiej późno niż później, ale te wszystkie „…cje”, „…fobie” i „…zmy” są wtórne, bowiem brak jest podstaw. Brak jest tego, co daje oparcie, czyli wiary, szacunku i miłości do siebie. Nie do kogoś, ale do siebie. Bo nikt kto wierzy w siebie, kocha siebie, a co za tym idzie szanuje siebie nie potrzebuje poniżać i pomiatać inną osobą, aby się dowartościować.

Znalazłam coś, co napisała moja imienniczka, Dorothy Law Nolte:

„Dzieci uczą się tego, czym żyją czyli „czym skorupka za młodu nasiąknie”.

Jeżeli dziecko żyje w ciągłym krytycyzmie, nauczy się potępiać.

Jeżeli dziecko żyje z uszczypliwością, nauczy się wstydu.

Jeżeli dziecko żyje otoczone wrogością, nauczy się walczyć.

Jeżeli dziecko żyje otoczone poczuciem krzywdy, nauczy się czuć winne.”

Zatem sami najpierw musimy być wyposażeni w coś, czym podzielimy się z innymi. Albowiem nie możemy dać komuś czegoś, czego nie mamy. W samolocie kiedy trzeba założyć maski, musimy założyć je najpierw sobie, bo tylko w ten sposób zaopatrzymy się w tlen, który  potrzebny będzie naszym dzieciom.

Patrzmy na wychowanie jak na proces. Jedno wynika z drugiego. Auto bez kół nie pojedzie, a każdy dom runie gdy fundamenty będą zrobione byle jak lub jeżeli postawimy go na osuwisku.

Podążając zatem za myślą Pani Dorothy:

„Jeżeli dziecko żyje w atmosferze tolerancji, nauczy się cierpliwości.

Jeżeli dziecko żyje w atmosferze podtrzymującej je na duchu, pozna swoją wartość i będzie silne.

Jeżeli dziecko żyje w atmosferze pochwał, nauczy się doceniać innych.

Jeżeli dziecko żyje w sprawiedliwości, nauczy się sprawiedliwości.

Jeżeli dziecko żyje w poczuciu bezpieczeństwa, nauczy się wiary.

Jeżeli dziecko żyje w atmosferze akceptacji, nauczy się akceptować siebie.

I wreszcie puenta:

Jeżeli dziecko żyje w akceptacji i miłości, pokocha siebie i cały świat.” 

 
Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 17 września 2014

Homeostaza.


Byłam ostatnio na szkoleniu gdzie prelegentami byli między innymi naukowcy ze świata medycyny i biologii. Opowiadali oni o cudownych właściwościach ziół i roślin.

Okazuje się moi drodzy, iż roślina (w tamtym przykładzie rzecz tyczyła się, o ile dobrze pamiętam aronii) przesadzona z warunków idealnych na podłoże, delikatnie mówiąc nie korzystne potrafiła nie tylko zneutralizować szkodzące jej związki, a ponadto wykształciła wzbogacające je właściwości. Ważne jest to, że nigdy by do tego nie doszło w warunkach idealnych, to znaczy nic nie zmusiłoby jej do wzbogacenia samej siebie, gdyby nie przysłowiowy „gwóźdź”.


Ten przykład ze świata flory nie jest nam ludziom obcy. Nasz organizm cały czas kontroluje między innymi płyny ustrojowe, temperaturę, sprawdza ciśnienie krwi, by móc utrzymać naszą stabilność.  

Jeżeli natomiast popatrzymy na ów proces od zewnątrz to zauważcie, iż dopiero wtedy jesteśmy twórczy, kiedy znajdujemy się w sytuacji trudnej, kłopotliwej, tragicznej lub takiej, która na tyle nam nie pasuję, że wymusza jakieś nasze działania. Bardzo często znajdują się wtedy rozwiązania, których wcześniej byśmy nie dostrzegli.

Okazuje się moi drodzy, że człowiek, tak jak wszystko w naturze dąży do homeostazy czyli do zachowania równowagi w systemie.

Okazuje się również, że mój mąż ciągle dąży i dążył do homeostazy a ja myślałam, że to lenistwo. A pod nosem miałam naukowy dowód. Teraz ktoś może powiedzieć: niezła wymówka, ale poczekajcie z osądem.

Bo uwaga: Marcin dopóty będzie wykonywał kłopotliwą czynność, dopóki uprości ją do maximum, zachowując oczywiście jej jakość lub opanuje ją na tyle, by za pomocą np. naciśnięcia jednego klawisza w Excelu, stworzyć raport, który normalnie zajął by mu miesiąc. Wtedy jego system osiągnie lub wróci do równowagi. Dodatkowo wzbogaci on swoje umiejętności, których by nie posiadł, gdyby „gwóźdź” nie pił go zbytnio. 

Przykładów można mnożyć, sami zapewne niejeden moglibyście przytoczyć. Chodzi o to, że ten „gwóźdź” to bardzo pożyteczne cóś. Należy go traktować jako przyjaciela. Dzięki niemu ciągle dążymy do lepszej wersji siebie, pokonujemy samych siebie, rozwijamy nasze umiejętności, ćwiczymy spostrzegawczość, dajemy sobie radę z rzeczami, które jeszcze wczoraj były nie do przeskoczenia, wciąż i niezmiennie zaskakujemy samych siebie.
Bo kiedy już dojdziemy do siebie po załamaniu nerwowym, ufundowanym przez „cósie”. Kiedy będąc jeszcze w lekkim szoku znajdziemy rozwiązanie powodujące wyjęcie „gwoździa”. Kiedy z pewną dozą niepewności wprowadzimy pomysł w życie. Kiedy przekonamy się, że działa, a my nadal jesteśmy w jednym kawałku i kiedy w końcu okaże się, że „cóś” nie był aż tak straszny, to zaopatrzeni w nowe umiejętności i doświadczenia, nowe postrzeganie świata naokoło siebie, z całkiem nowiuśką strefą komfortu, przygotowani na to co przed nami i pewni, że nie ma takiej góry, na która byśmy się nie wspieli,  powrócimy kochani do przyjemnej homeostazy.

Bowiem, jak mówi hinduskie przysłowie:
„Człowiek jest jak dom o czterech pokojach -
jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha.”

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 10 września 2014

Money, Money, Money...



Przeczytałam ostatnio na fecebooku, mantrę do powtarzania i wizualizowania przez określoną ilość dni, która ma spowodować przypływ gotówki. Należy się z niej cieszyć, dziękować za nią, dzielić się z innymi i wiele pozytywnych rzeczy. Super, tylko dodałabym jeszcze:

Stan naszego portfela zależy od nas samych. To my nadaliśmy większe znaczenie racie za dom niż rodzinnemu obiadowi. Bierze się to z naszego myślenia, wychowania, przekonań jakie mamy na wiele tematów, a w tym konkretnym przypadku – gotówki. I sięgają one trochę dalej niż miesiąc, rok czy dwa lata.

Pamiętajcie? Energia podąża za uwagą. Więc, na czym się skupiacie?

Chciałabym Was zapytać, jakie macie przekonania na temat pieniędzy? Co mówiono u Was w domu? Jakie Wy nadaliście znaczenie pieniądzom? 
Podam perę przykładów, a każdy może dopisać swoje:

- pieniądze śmierdzą (nie baw się nimi, a jeżeli już to robisz to idź i umyj ręce),

- bogaci są coraz bogatsi, a biedni są coraz biedniejsi,

- pieniądze szczęścia nie dają,

- bogaci ludzie dorobili się nielegalnie,

- pieniądze nie rosną na drzewie,

- pieniądze leżą u korzeni wszystkiego zła,

- odkładaj na czarną godzinę,

- życie to walka,

- nie stać mnie na to,

- nie można mieć wszystkiego,

- trzeba ciężko pracować i/lub w pocie czoła, żeby więcej zarabiać,

- wszystko ma swoją cenę, itd. Przykładów można mnożyć w nieskończoność.

Aby bogactwo ujawniło się na zewnątrz musi najpierw zaistnieć wewnątrz. Zatem:

Jeżeli masz przekonanie, że pieniądze są źródłem wszelkiego zła, to jakim cudem dla Twojej świadomość będzie dobre posiadanie pieniędzy?

Jeżeli masz przekonanie, że ludzie bogaci kradną, to jak Twoja świadomość przyjmie to, że teraz Ty masz być bogaty?

Jeżeli masz przekonanie, że szlachetne jest cierpienie i umartwianie się, to jak Twoja świadomość przyjmie informacje, że od dzisiaj będziesz szczęśliwy?

Jeżeli odkładasz na czarną godzinę, to czemu jesteś zdziwiony czarnymi godzinami w Twoim życiu. Ile byś nie zarobił wszystko zainwestujesz w kolejną całkiem nową czarną godzinę oraz jak Twoja świadomość przyjmie to, że pieniądze od dzisiaj powinny płynąć, a nie być chowane w skarpecie?

Nie da się w miesiąc pozbyć przekonań pielęgnowanych przez x lub xx lub xxx lat. Oczywiście w mózgu zapiszą się zmiany, będzie lepsze nastawienie, ale jeżeli nie zrozumiesz podstaw, Twoje przekonanie (Twoja energia) nie puści Cię dalej. Wystarczy pytanie spotkanego kolegi: co u Ciebie? A standardowa odpowiedź (mająca swoje korzenie daleko głębiej): „A nic ciekawego” albo „bida aż piszczy” lub „chujowo, ale stabilnie” (jak to koleżanka moja rzecze) zastopuje Cię i żadna mantra nie pomoże.

Ludzie bogaci mają inne przekonania. Da nich pieniądze po prostu są, tak jak wszystko inne na tym świecie. Donald Tramp kiedy prawie stracił majątek, odrobił go w dwa lata. Ci którzy wygrali na loterii, w ciągu 5 lat mieli potężne długi. Twoja energia lub jak kto woli Twoje przekonania (schematy) pozwolą Ci na zarobienie takiej kwoty z którą dasz sobie radę i nie zrobisz krzywdy sobie oraz bliskim z którymi żyjesz.

Wspomniany Donald Tram opowiadał kiedyś coś, co mu ojciec powiedział: „praca może być fajna synu, pod jednym warunkiem, że kochasz to co robisz”. Ja Ci powiem: nikt nie obieca Ci jutra, więc rób w życiu to, co kochasz, byś mógł być był dumny z efektów. Ponadto, jeżeli będziesz robił to, co kochasz, gwarantuję Ci, że pieniądze zaczną płynąć.

I już tak na koniec, jeżeli spotkasz osobę, której się powodzi, która żyje jak Ty byś chciał żyć, życz jej szczęścia i powodzenia, dostatku zamiast nienawiści i zazdrości. Zamiast pytać dlaczego on, a nie ja, zamiast smucić się, odnajdź szczęście w jej szczęściu. Bo co dajesz, to dostajesz.

Pamiętaj: energia podąża za uwagą.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 3 września 2014

Sabotaż własny.



Zadajemy pytania, wznosimy ręce w niebiosa, krzyczymy, rwiemy włosy z głowy, narzekamy na swoją dolę. A panaceum jest proste: uważaj o czym myślisz! 



Chcielibyśmy żyć inaczej a nieustannie kopiemy pod sobą doły. To tak, jak byśmy byli już na studiach, a zasad pisowni z podstawówki byśmy nie umieli. I dzisiaj, dajemy sobie z tym radę, przecież są komputery. Jednak kiedy nie mamy techniki obok siebie i mamy napisać wyraz co do którego zasad pisowni nie jesteśmy pewni, to szukamy „pewniaka zamiennika”. I ktoś by powiedział - to świadczy o inteligencji. Jasne, tylko wcześniej jest coś, o czy zapominamy uszczęśliwieni triumfem – strach i panika. Nasza pewność siebie na małą, ale kolejną chwilkę zastaje zachwiana. Zamiast nauczyć się zasad pisowni i poczuć się pewnie, powtarzamy wciąż te same nieodrobione lekcje. Tak bardzo boimy się nowego, że łatwiej nam tkwić w cierpieniu, które jest nam znane. 
A przecież: 


Zatem jeżeli:

Użalasz się nad sobą? Nie dziw się, że w Twoim otoczeniu znajdą się ludzie, którzy będą robić to samo lub będą użalać się nad Tobą.

Strach przesłania Ci oczy? Boisz się o to czy zapłacisz kredyt, czy dojedziesz zdrowy do pracy, czy okradną Ci mieszkanie, nie dziw się, że w Twoim otoczeniu głośno będzie o rzeczach, które ten strach spotęgują. Na przykład: sąsiadowi okradną piwnicę, kolegę odwiedzi komornik, bo nie płaci rat a Ty będziesz świadkiem wypadku.

Brakuje ci pieniędzy? Nie dziw się, że przyjdą do Ciebie ludzie, by je od Ciebie pożyczyć lub spędzisz niejedno popołudnie w towarzystwie osób o podobnie zasobnym portfelu.

Brak Ci cierpliwości? Same nerwusy naokoło Ciebie nie powinny Cię dziwić.  

Brak Ci wiary w siebie? Każdy jeden zamysł, który poweźmiesz skazany jest na porażkę. Wystarczy przykład kolegi (nie mający nic wspólnego z Tobą oczywiście) o Wujku z za morza, który poniósł fiasko w przedsięwzięciu x przed laty y. I Twoja wiara w siebie posypie się jak domino.

Obwiniasz się o wszystko, przepraszasz, że żyjesz? No cóż, zapewne jest parę osób naokoło Ciebie, które korzystają z tego i chodzą Ci po głowie.

Bardzo trudno żyje się z tak dywersyjnymi przekonaniami bowiem stres w małych dawkach jest mobilizujący w dużych natomiast, destrukcyjny. I nie ważne czy dotyczą Cię trzy, dwa, wszystkie wymienione powyżej przykłady czy jedno i to zupełnie inne, albowiem: uważaj o czym dumasz, gdyż wszystko o czym myślisz i o czym mówisz, realizuje się w Twoim życiu.

Nikt nie obieca Ci jutra. Nikt nie zmieni niczego z dnia na dzień. ale kontrolowanie siebie, zanim rozkręci się znajoma nam maszyna jęczenia, narzekania, zamartwiania czy czegoś innego, to już wielki progres. Trzeba tylko zacząć od nowa i wrócić do podstaw, tak jak w szkole.

I może dasz się wkręcić jeszcze parę razy. Może jeszcze pary razy dokonasz zamachu na siebie. Ale w końcu, jeżeli będziesz uważny, któryś kolejny raz zauważysz, co się dzieje. Zabezpieczysz granat i odpowiesz inaczej niż krzykiem, albo powiesz stać mnie na to lub zasługuję na tamto lub rozumiem swoje obawy lub wierzę w siebie…

Dzięki Wielkie za przeczytanie.