środa, 27 sierpnia 2014

Spokój.

Głosuj na Tekst Roku 2014




Obiecałam, że napiszę więcej jak wrócę. I stało się - wróciliśmy z wakacji. 


To był cudowny tydzień. Spędziliśmy go w pięknych okolicznościach przyrody, bo nad Bałtykiem i w doborowym towarzystwie.

Zanim dojechaliśmy na miejsce mieliśmy małą przygodę. Otóż, na dworcu w Krakowie okazało się, że nie mamy przy sobie legitymacji naszych córek, które są potwierdzeniem zniżkowych biletów, które nabyliśmy z miesięcznym wyprzedzeniem.

Nastąpiła chwilowa panika rodzinna, połączona ze wzajemnym obwinianiem, którą tupnięciem nogi doprowadziłam do ładu spokojnie krzycząc „wyluzujcie! będzie, co ma być”.

Sympatyczny Pan konduktor stwierdził cytuję:” dziołszki są za duże, by na oko stwierdzić, że są w wieku szkolnym i najprościej będzie, gdy dokupicie u mnie bilety dla dzieci, a na dworcu w Międzyzdrojach oddacie te już nabyte”. Słowem wspomniane już zniżki dla dzieci czyli około 30 zł miały przepaść. Pomyślałam sobie, no i pięknie bo coś się spłaci.

Kiedy usadziliśmy się w przedziale zadzwoniłam tylko z prośbą do sąsiadki (ponieważ miała klucze do domu), by pocztą wysłała mi legitymacje do hotelu, aby w powrotną stronę nie było problemów. Na co, najlepsi sąsiedzi na świecie, mieli głowy na karku i wpadli na sprytny pomysł. Zeskanowali owe legitymacje i wysłali je nam mailem. Odebraliśmy pocztę na komórce i spokojnie czekaliśmy na Pana konduktora. Kiedy przyszedł, pokazaliśmy mu skany legitymacji. Pan konduktor przyjął pozytywnie owe rozwiązanie. W efekcie czego, nie zapłaciliśmy nic. Normalnie XXI wiek.


Na marginesie tylko dodam, iż legitymacje wysłane w poniedziałek dotarły już następnego dnia rano we wtorek pokonując 500 km. Naprawdę, działa ta nasza poczta.

Podróż odbyliśmy kuszetkami. Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie jestem zachwycona tym sposobem podróżowania. Śpisz sobie i następnego dnia funkcjonujesz normalnie a nie jak zombie czy cień człowieka. 

W Międzyzdrojach był podstawiony transport do hotelu w Międzywodziu oddalonego o 22km. Transfery do hotelu były dwa: jeden rano, drugi popołudniu. Nie mieliśmy skorzystać z żadnego, gdyż pierwszy był za wcześnie a drugi za późno. Plan był taki, że „Emilbusikiem” (lub temu podobnym) sami mieliśmy dojechać na miejsce. Gdy wysiedliśmy z pociągu ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłam  znajome twarze z Warszawy. Okazało się, że oba pociągi miały spóźnienie, Warszawa godzinę, Kraków pół godziny. Dzięki czemu spotkaliśmy się w tym samym czasie płynnie przesiadając się do podstawionego autokaru.  

Sam pobyt - cudo po prostu. Osobne pokoje my, osobne pokoje dziewczyny. Pełen luzik. Dzieci miały zorganizowane zajęcia. Ponadto bardzo lubią spędzać ze sobą czas, bowiem znają się dobrze z kolonii i innych wyjazdów. Więc tylko w nocy, psując im życie towarzyskie (co notorycznie zarzucała mi starsza córka), zaciągałam je do pokoju. Jagoda wzięła mnie nawet któregoś razu na poważną rozmowę dotyczącą tego tematu właśnie. Było ostro, ponownie musiałam spokojnie krzyczeć.

Jedzenie, no cóż, nie mam wagi w domu, ale po ciuchach sądząc to 4 kilo więcej na bidę, ale spokój wodza cały czas.

Pogoda była wietrzna. Nie takie upały jak w zeszłym roku, ale opalona również jestem.

 

Dzięki temu, że temperatura powietrza i wody była podobna, to kąpałam się w morzu codziennie, a w zeszłym roku, może raz.


W drodze powrotnej pociąg, spóźnił się 40minut i dzięki temu mój tato, który nas odbierał płynnie załatwił swoją sprawę dostępną od godziny 8 rano. Gdybyśmy przyjechali punktualnie o 7.09 a.m, to musielibyśmy wszyscy czekać. A tak luzik, każdy pospał dłużej.

Oczywiście mogłabym się przyczepiać, że w Japonii roczne spóźnienie wszystkich pociągów wynosi 1 minutę, że poczta nie tak funkcjonuje, że przepisy PKP idiotyczne itd, itp.

Tylko po co, szklanka może być do połowy pusta lub pełna. U mnie jest do połowy pełna.

Po pierwsze - super, że zapomniałam legitymacji dziewczyn, bo teraz wiem jak szybko idzie list polecony priorytet oraz poznałam moc skanu, maila i telefonu,

Po drugie - będę uważniejsza na przyszłość. Zanim wyszliśmy z domu, pytanie o potrzebę posiadania przy sobie legitymacji moje córki wyartykułowały po kolei i to w niewielkim odstępie czasu,

Po trzecie - Pan konduktor zapewne przekaże niejednemu zapominalskiemu takie rozwiązanie, i będzie jego bohaterem.

Po czwarte - dobrze, że pociąg w obie strony miał spóźnienie, bo do hotelu dojechaliśmy podstawionym transportem a w drodze powrotnej nie musieliśmy czekać aż 40 minut.

Zatem spokój moi drodzy, spokój. Jak by powiedziały moje córki "spokój rules".

Dzięki wielkie za przeczytanie.

środa, 20 sierpnia 2014

List z wczasów.


Kochani,
 dojechaliśmy na miejsce z lekkim bo zaledwie półgodzinnym opóźnieniem. Nasz pociąg czekał na inny skład, by podróżni mogli się przesiąść.
Podróż odbyliśmy kuszetkami. Polecam Wam gorąco ten sposób podróżowania. Przespaliśmy całą podróż choć trwała 15h i wstaliśmy wypoczęci i gotowi na nowy dzień.
Moi drodzy, warunki bytowe są bardzo przyjazne, wyżywienie podają nam trzy razy dziennie. Jest piękna pogoda a morze jak zwykle ciepłe wyjątkowo. Rano przed śniadaniem korzystamy z basenu i saun tak dla zdrowotności a po śniadaniu idziemy nad morze gdzie zażywamy kąpieli słonecznych. Natomiast po południu zaraz po lunchu wracamy na plażę i bierzemy ożywczą kąpiel w morzu. Wieczorami rozwijamy się spędzając czas na intelektualnych rozrywkach dostosowanych do preferencji osobistych.

Ciągle szukamy Morświnów, by któregoś uratować. W tym celu kilometrami eksplorujemy linię brzegową nosząc ze sobą ręcznik, by nakryć ssaka omijając oczywiście nozdrza a następnie polewać walenia otulonego we wspomniany ręcznik wodą, jednocześnie wzywając pomocy.
Mam nadzieję, że u Was wszystko porządku. Więcej opowiem jak wrócę.
 Ściskam  i do zobaczenia.
                                                                           Dorota z rodziną.

środa, 13 sierpnia 2014

Autopromocja.

Pamiętam czasy, gdy miałam szkolenia biznesowe ze sprzedaży, rekomendacji, strategii zarządzania, typologii osobowości, budowania relacji z klientem i wiele, wiele innych. Pamiętam również bardzo dobrze, że wszyscy kładli nacisk na pierwsze wrażenie i na umiejętność sprzedania siebie. Mówili: „w jednym zdaniu musisz zaintrygować i zainteresować swoją osobą innych, czy to obecnego klienta, czy osobę jadącą z tobą w windzie, czy kogoś kto Cię pyta o godzinę, bo każdy może być twoim klientem”. Pamiętam jak wymyślaliśmy, krótkie testimonial i ćwiczyliśmy je w parach lub grupach, odgrywając różne scenki. Tak, pamiętam, że szału nie było, ale zabawa była przednia.

Dzisiaj natomiast jest inaczej. Mogę śmiało powiedzieć, że dzisiaj moja odpowiedź – uzdrawianiem - na pytanie: czym się zajmuje?, intryguje i powoduje zainteresowanie. 

Tak, dzisiaj zajmuję się uzdrawianiem. Przychodzą do mnie osoby, o różnych przekonaniach politycznych i religijnych, osoby, które pogubiły się by móc się na nowo odnaleźć w swoim życiu, osoby, które potrzebują porozmawiać, osoby którym dokuczają przeróżne bóle i choroby, osoby, które wiedzą trochę więcej i trochę mniej, osoby które potrzebują oczyszczenia po konfrontacji np. z samym sobą, osoby które myślą, że problem jest w teściowej, koleżance, mężu lub żonie. Osoby, które uległy nagłemu wypadkowi. Wiele osób do mnie przychodzi.

Uzdrawianie to praca ze samym sobą, które odbywa się wielu poziomach. Dotyczy zmian nie tylko fizycznych, ale również zmian na poziomie psychicznym, mentalnym, duchowym, rodzinnym, zawodowym. Zmienia się postrzeganie świata, siebie, bliskich, całe życie nabiera nowych wartości. To jest proces, który trwa tyle czasu, ile mu potrzeba. U mnie na przykład trwa 41 lat (w tym wcieleniu) a od czterech lat, odkąd zajęłam się świadomą pracą nad sobą, widzę jak nieustannie ewoluuje i ciągle rozwija się. Niedawno przeczytałam: "wspaniały uzdrowiciel to osoba, która była kiedyś bardzo chora i szybko doszła do zdrowia".

Pomagam za pomocą różnych technik. Najczęściej jest to kompozycja wielu, ale chciałabym Wam krótko przedstawić choć jedną. Wybrałam technikę „dotyku kwantowego”, gdyż daję ona wręcz namacalne efekty. Sama wielokrotnie jestem zaskoczona jej działaniem. Otóż piękne jest to, że każdy z nas ma zdolności do samouzdrawiania (o czym wielokrotnie pisałam) i ta technika w sposób wręcz namacalny obrazuje naszą zdolność. Kiedy przykładam dłonie do chorego miejsca, energia pacjenta dostraja się do moich wibracji i klient sam może odczuć jak jego ciało zaczyna proces samouzdrawiania się. Jestem tylko katalizatorem, który inicjuje proces. A najpiękniejsze są bonusy, czyli dodatkowe nieprzewidywalne efekty lokowania się energii. Ciało nasze najlepiej wie gdzie potrzeba mu pomocy. Zatem uzdrawiając nogę, nagle okazuje się, że polepszył się wzrok lub uzdrawiając wzrok polepszeniu uległ słuch itp. Zachęcam do lektury na temat uzdrawiania kwantowego. Wiele pozycji na ten temat znajdziecie oczywiście w mojej ulubionej księgarni http://zmruzoczy.na.allegro.pl/

Jak długo trwa uzdrawianie? To zależy. Pamiętacie jak pisałam, iż choroba to pierwszy krok do wyzdrowienia. To zewnętrzny znak wewnętrznych potrzeb, to informacja, iż podążamy w niewłaściwym kierunku. Trzeba być gotowym na zmianę kierunku. Dlatego uzdrawianie zależy od wielu czynników: właśnie od gotowości potrzebującego, od jego otwartości, od kondycji fizycznej i psychicznej pacjenta, jego podatności, zaawansowania choroby, czynników, które pomagają lub przeszkadzają w zdrowieniu, od częstotliwości zabiegów, od umiejętności uzdrawiającego i wielu innych. Jest to wyboista acz piękna ścieżka.
Dlatego proszę, roześlijcie ten wpis, powiedzcie o mnie osobom, które poszukują pomocy.
Powiedzcie, że Dorota zajmuje się uzdrawianiem. 

Dzięki Wielkie za przeczytanie.




środa, 6 sierpnia 2014

Wszystko ma znaczenie.




Dzisiaj będę kontynuowała temat z zeszłego tygodnia zataczając coraz większy krąg. Najpierw jednak na dobry początek (bo potem tak wesoło nie będzie) znalazłam skecz kabaretu Hrabi: ciąża http://www.youtube.com/watch?v=KYACKHD4tOk .


W zeszłym tygodniu w czwartek byłam z dziewczynami nad Zarabiem. Uwielbiam tam jeździć bowiem jest blisko, woda jest czysta, mało ludzi i nie trzeba płacić (pamiętam jak do Kryspinowa jedździłam kiedyś z tych samych powodów). Ale do rzeczy, siedzę sobie, chłonę atmosferę miejsca i oczom moim ukazuje się taki oto widok. Dwie nastolatki idą w moim kierunku, jedna z nich ma butelkę coli, pepsi czy innego napoju. Następnie zatrzymuje się, odkręca go, pije i finalnie rzuca nie dopity na kamienie. Po czym, jak by nigdy nic się nie stało, mija mnie siedzącą na karimacie ćwierkając radośnie do koleżanki. Zwariowałam, oczy wyszły mi na wierzch i mówię do niej, by podniosła śmieć i wzięła ze sobą (bo kosza na przestrzeni 200m brak), zawróciła podniosła butelkę przeszła parę metrów i znowu ją rzuciła. 
Pomyślałam sobie: Hitler też miał rodziców.

Wydaje nam się, że zrobienie lub nie zrobienie jakiejś rzeczy nie ma znaczenia. Otóż nic bardziej mylnego. Jednostka ma ogromną siłę. Każdy z nas ma ogromną siłę. To jednostki zmieniały bieg wydarzeń w historii, powodowały tragedie, odkrywały nowe kierunki, dzięki nim powstawały nowe technologie.

Zostańmy przy przykładzie z nad wody. Wyobraźmy sobie tym razem szklaną butelkę (co nie jest trudne, bowiem śmieci jest tam mnóstwo). Wyobraźmy sobie dzieci bawiące się nad wodą i jedno, które się potyka i nieszczęśliwie nadziewa się na „szklanego tulipana” (leżącego tam tydzień lub całe lata) tracąc życie. Ojciec, który doznaje szoku za miesiąc wpada na to samo miejsce z „kałachem”, wycinając wszystkich plażujących. Przesadzam? Nie sądzę. Afera oczywiście na cały świat. Ale zauważyliście, gdzie jest początek tej sytuacji? 

Ktoś mi powie, że dziewczyna była pod naciskiem grupy, że akceptacja grupy jest ważna, lub inne wytłumaczenie. A ja Wam powiem, że chodziłam po górach w czasach kiedy nie było Decathlonu  a więc z plecakiem tzw. „kominem” ciężkim jak cholera, namiotem ze stalowymi rurkami i konserwami „gulasz angielski” i nic nie wyrzucałam, wszystko chowałam do plecaka i znosiłam na dół. Wszyscy tak robiliśmy.

Kolejny przykład: rodzic jest z dzieckiem w piaskownicy. Nagle przychodzi znajoma/y i wspomniany rodzic zajmuje się rozmową. Dziecko wraca do niego, bo chce się przytulić więc poklepuje go po nodze, a on nic, zajęty jest dalej rozmową, ciągnie za nogawkę a on dalej nic, macha tylko ręką mówiąc zaraz. W końcu po kolejnej próbie dziecko zaczyna płakać. Nagle rodzic przestaje rozmawiać i bierze pociechę na ręce. Maluch osiągnął cel. Wystarczy tylko teraz, iż owa sytuacja powtórzy się parę razy i dziecko nauczy się zwracać uwagę na siebie płaczem. Natomiast ów rodzic będzie zdziwiony zachowaniem swojej pociechy roztrząsając: „dlaczego moje dziecko ciągle płacze?”. Dalej to samo dziecko, w miarę upływu lat, aby zwrócić na siebie uwagę będzie musiało wymyślać coraz bardziej spektakularne rzeczy. I może to on będzie ojcem w szoku z „kałachem”. Kto wie? Wszyscy i wszystko jest ze sobą powiązane. Znakomitymi filmowymi przykładami na to jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, mogą być „Obława”, „Atlas Chmur” lub „Pokłosie”. Jak ktoś widział te filmy, proponuję oglądnięcie ich jeszcze raz, pod tym właśnie kątem.

Tak więc zrobienie lub nie zrobienie czegoś ma ogromne znaczenie. Wyrzucenie lub nie butelki, podniesienie lub nie dzieciaka ma znaczenie. Bowiem wszystko jest konsekwencją czegoś. Nasze losy są ze sobą splecione. Odpowiedzialność jest po stronie każdego z nas. To my tworzymy bohaterów i morderców. Chcielibyśmy tworzyć samych bohaterów, ale tak nie jest. Zanim ktoś kogoś utopi lub ktoś wyciągnie kogoś spod lawiny, najpierw musiał się urodzić i zostać jakoś wychowany i jakoś wykształcony. Zostały mu przekazane wartości, które zbudowały jego postawę i postrzeganie świata. Została zaspokojona lub nie podstawowa potrzeba taka jak miłość a strach został wytłumaczony i zrozumiany lub odwrotnie, został wzmocniony i nadana mu została wartość.

Budują nas myśli, emocje, przekonania, wpływ na nas mają nasi rodzice, dziadkowie, znajomi, otoczenie a oprócz tego mamy również własny indywidualny kurs do zrealizowania.

Każdy niesie ze sobą bagaż doświadczeń. Każdy z nas robił i dobre i złe rzeczy. Dzisiaj nie ma to znaczenia przeszłość jest martwa. Możemy jednak wyciągnąć wnioski by poprzez właściwy wybór tworzyć dzisiaj. To natomiast zbuduje nam jutro.

To tak jak z naszym ciałem. Co miesiąc wszystkie nasze komórki obumierają - a jest ich około 10 bilionów - by mogły powstać nowe. Nowe powstają na wzór starych. Pytanie jest zasadnicze: jaki mają wzór. W zależności od tego możemy się odmłodzić lub postarzeć na każdym poziomie nie tylko fizycznym.

Kończąc powtórzę jeszcze raz: jednostka ma ogromną siłę. Ty masz siłę. Ma ogromne znaczenie co robisz, dlatego wszystko co robisz rób sercem. A jeżeli uważacie, ze to zbyt banalne, zostaje jeszcze zdrowy rozsądek.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.