środa, 30 lipca 2014

Być rodzicem.



No i tak, nastąpił powrót do rzeczywistości. Dzieci znowu w domu. Zatem naszły mnie pewne refleksje.

Czy braliście pod lupę całość jakiegoś zagadnienia czy tylko spoglądaliście na jego część? Ja na przykład, gdy chciałam mieć dzieci widziałam tylko słodkie maleństwa z nieschodzonymi stópkami. A wy też tak to widzieliście, czy może ogarnialiście całość tematu, mianowicie:
- ciąża,
- poród,
- nieprzespane noce,
- bolący biust i poobgryzane sutki,
- chęć mordu własnych dzieci a potem związane z tym wyrzutu sumienia lub ich brak i znowu wyrzuty sumienia, że nie mamy wyrzutów sumienia,
- miliony smoczków i butelek w ciągłym obrocie,
- kolki w dzień, kolki w nocy,
- tysiące wydane na pampersy,
- pranie i prasowanie niezliczonych ilości śpioszków,
- kremy na odparzenie i żele na dziąsła gdy zęby zaczęły wychodzić,
- seks na śpiąco pod hasłem: obsłuż się sam,
- posiadanie pseudo małżeństwa w sobotę i niedzielę na spacerze (oczywiście wybierając takie miejsce gdzie, twoje dziecię zajmie się choć na chwilę sobą i da Ci wolne),
- te same rozmowy z innymi mamami na placu zabaw o kupkach, przespanych lub nie nocach (choć wtedy to był świetnie spędzony czas),
- osiąganie kolejnych stopni w akrobatyce (zadziwiająca umiejętność zaangażowania do pracy każdej kończyny), biegu na setkę (gdy twoje szczęście jadąc na rowerze w stronę ulicy zapomniało co to hamulec) oraz dźwiganiu ciężarów i oczywiście rzutu kulą (tego nie potrzebuję tłumaczyć), 
- wyeliminowania ze swojego życia wydawałoby się rzeczy ważnych takich jak: jedzenie, spanie, makijaż, dopasowane ubranie, fryzura, czy mycie zębów (wiele razy tak pędziłam na spacer),
- wybór żłobka i rozterki towarzyszące pt. „ale ze mnie wyrodna matka”,
- wybór przedszkola i te same rozterki,
- niezliczone Kinder bale,
- odpowiadanie na miliony pytań,
- robienie za szofera wożąc dziatwę na język obcy, pianino, gitarę, skrzypce, plastykę, gimnastykę, taniec taki i siaki, karate, piłkę taką lub owaką, basen,
- wybór szkoły, robienie za szofera (tutaj zmianie ulegają tylko zajęcia),
- objęcie kolejnych etatów takich jak nauczyciel, psycholog, lekarz,
- bycie zarówno najlepszą i najbardziej znienawidzoną osobą w oczach swoich nastoletnich dzieci (w zależności od potrzeb),
- powieleniu wielu błędów wychowawczych  a następnie uświadomienie sobie tego i heroiczna zmiana stanowiska (czasami ta zmiana trwa bardzo długo),
- oraz wzięcie odpowiedzialności za to co przekazujemy i poniesienie konsekwencji.

Uff, sporo tego a w tym wcieleniu mam dopiero 14 lat doświadczenia.

Serio, braliście to wszystko pod uwagę, bo ja nie. Okazuje się, że bycie rodzicem to naprawdę niezłe wyzwanie. Powiedziałabym nawet, że to bohaterstwo. Wychować, utrzymać i nie zwariować.

Zatem chciałam podziękować i pogratulować wszystkim tym, którzy rodzicami kiedykolwiek byli i być zamierzają. Oczywiście Dzięki Wielkie kieruje do moich rodziców i dziadków, którzy dali radę.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

4 komentarze:

  1. sporo tego "szaleństwa w szaleństwie" ale są słowa, które pozwalają zapomnieć... " mam najlepszą mamę na świecie.. ale zawieziesz mnie na imprezę?" :) ja mam za sobą prawie 18 lat i przetrwałam !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wielkie za przeczytanie i refleksje. Pozdrawiam Dorota

      Usuń
  2. Trafiłaś w sedno Dorotka. Mam praktycznie takie same odczucia (szczególnie "chęć mordu i wyrzuty sumienia oraz bezsex" ) Zgadzam się w 100% że nie ma póki co trudniejszego wyzwania niż wychowanie dzieci choć mają dopiero 2 i 3 lata. Ponieważ do wychowania zalicza się gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie i robienie soków i dżemów to mam czas na ten wpis tylko na urlopie z wyżywieniem :-) Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Wielkie Martuś za przeczytanie i refleksje. Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń