piątek, 31 lipca 2015

Święto Rabczańskiej Solanki

Moi drodzy, jutro czyli 1 sierpnia zapraszam do Rabki do Uzdrowiska na dni Rabczańskiej Solanki.
Jedną z atrakcji będzie Relaksacja, którą poprowadzę o 12 i 13 w Grocie Solnej.

Jeżeli będziecie w pobliżu to serdecznie Was zapraszam - wstęp wolny.

Później można skorzystać z pięknej pogody i skoczyć na szlak, ja przynajmniej tak zrobię :) .

Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem:
http://www.rabka.pl/index.php?id=serwis&art=4584

środa, 29 lipca 2015

Wakacje ciąg dalszy - Babia Góro witaj znów!!


Dzisiaj obiecana relacja z kolejnego podejścia na Babią Górę.
Po sprawdzeniu pogody wyruszyliśmy  w drogę. Po drodze zatrzymaliśmy się w Biedrze po prowiant, bowiem zeszłym razem będąc na szlaku wspomnieliśmy zupki chińskie, mielonki, paprykarze i te wszystkie frykasy, które mamy we wspomnieniach i tak dobrze tylko w górach smakują.
Na miejsce dojechaliśmy w samo południe. 



Tym razem postanowiliśmy wejść na górę szlakiem żółtym zwanym "szlakiem Akademików".
No moi drodzy, naprawdę w drodze na szczyt stwierdziłam, że za stara jestem już chyba na takie zabawy.




Szlak żółty - pragnę Wam donieść -  jest szlakiem jednokierunkowym, tylko w górę. I dobrze, gdyż trudno byłoby się na nim mijać i schodzić zwłaszcza podczas deszczu. 


W przerwach na oddech obserwowałam motyle. Występują na górze niesamowite ich ilości i odmiany. I oprócz standardowego ich zachowania robią coś co widziałam pierwszy raz, mianowicie - szybują jak ptaki. Wykorzystują prądy powietrza i szybują. Widok jest fantastyczny.


Kolejnym walorem Babiej Góry jest to, że jest bardzo mało turystów. Na szlaku w jedną jak i w drugą stronę ilość osób, którą minęliśmy zaledwie na palcach obu dłoni mogli byśmy policzyć.


Na szczycie wyciągnęliśmy szynkę czy mielonkę, czy też gulasz angielski (nie pamiętam), ale taką wiecie z galaretką, do tego ogórek i jajko na twardo. Omnomnommmmmmmm....... ten zestaw w tym miejscu bezcenny, za całą resztę zapłacisz kartą w schronisku, dowolną. 


Potem przeszliśmy na Małą Babią Górę. Tam okazało się, ze jest słowacka MBG i polska MBG. Ciekawostka jest taka, iż jest między nimi różnica wysokości, a dzielą je tylko dwa duże kroki, w przeliczeniu na tiptopki - około 10. 
Następnie zeszliśmy dłuższym bokiem góry w kierunku Żywca, by po godzinie zawrócić do schroniska, które było 10 minut od MBG w dodatku dowolnie wybranej. Rozumiecie, myśleliśmy po prostu, że będziemy mieli niedosyt, dlatego zrobiliśmy sobie drobne kółeczko. 

Gdyby ktoś miał wątpliwości co do moich odczuć na temat niedosytu i drobnych kółeczek, mina na zdjęciu poniżej mówi wszystko.





Gdy dotarliśmy WRESZCIE do schroniska, w którym uwaga: właśnie ową kartą za całą resztę możesz płacić człowieku, zjedliśmy wcześniej nabyte pyszne zupki chińskie i o zmierzchu ruszyliśmy, powłócząc nogami w drogę powrotną.

Do auta wsiedliśmy po 10 godzinach chodzenia, czyli o 10 p.m. lub jak kto woli 22 giej. 

Zdradzę Wam tajemnicę: chwilowo mamy dość Babiej Góry! Widzieliśmy ją w deszczu i w słońcu, z wiatrem i bez wiatru, w dzień i w nocy, i zdreptaliśmy ją wszystkimi możliwymi szlakami, od strony polskiej oczywiście.
Następne odwiedziny może na jesień (bo ponoć pięknie czerwienieją tamtejsze rośliny), tylko jeszcze nie wiemy którego roku....

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 22 lipca 2015

Wakacje cz. II


Czwartek 16 lipca - moje urodziny!!! LUDZIE 42% zniżki z okazji urodzin!!! Czujecie? Ja uwielbiam swój wiek, i w życiu nie wymyśliłabym takiego prezentu. Mega bonus w Haiku Sushi - masz tyle procent zniżki, ile kończysz lat. I to nie tylko dla mnie, ale i dla Marcina, bowiem promocja dotyczyła dwóch zestawów. W sumie to zrozumiałe - przecież nie jesz człowieku sam w swoje urodziny (chyba, że ktoś lubi ), słuchajcie, no ktoś pomyślał, do tego ciastka z wróżbą od firmy. Bajka po prostu. W ogóle jest taka strona: promocje na urodziny, czy coś w tym stylu. Zobaczycie tam propozycje na terenie całej Polski dla solenizantów. Naprawdę: Super, extra, czad!

Dzisiaj jesteśmy na Babiej Górze - podejście nr II, więc relacja z wyprawy za tydzień, a tymczasem nadal trwają wakacje bez dzieci, zatem trochę o emocjach związanych z macierzyństwem.
Nie wiem czy mieliście okazję "sprzedania" dzieci na jakiś czas komuś kiedyś i spędzenie tego okresu wspólnie ze swoim partnerem czy partnerką. Ja doświadczam takiego wydarzenia trzeci raz, bowiem trzeci raz pojechały dziewczyny na kolonie. 

Pamiętam pierwszy raz.
Podjęłam decyzję o tym, że córki pojadą na kolonie, co dla mnie również było trudne, bo rozumiecie te wszystkie rozterki i niewiadome. 

Przyszłam do nich i kiedy obwieściłam im nowinę, że dodatkowym prezentem urodzinowym dla nich będzie wyjazd na kolonie, wybuchła histeria. Dlaczego, po co, im tu dobrze, co one takiego zrobiły, że je tak karam, za jakie grzechy, że nie chcą i w ogóle kategorycznie nie. Ponad miesiąc nie, nawet bliżej dwóch miesięcy było do wyjazdu, a one tyle czasu próbowały ze wszystkich stron, używając różnych narzędzi odwieść mnie od tej decyzji. A ja tyle czasu tłumaczyłam powtarzając, że wszystko ma swój czas i kolonie również tylko w pewnym momencie życia się odbywają, że nie będą mogły nadrobić tego w innym wieku, że pozbawiają się wielu cudownych chwil, że to pierwsze miłości są, że zielone noce, że wiele fantastycznych wydarzeń.

I tak blisko dwa miesiące, one swoje, ja swoje. Im bliżej wyjazdu tym starania były intensywniejsze. W dniu wyjazdu im bliżej byliśmy Warszawy (stamtąd był start autokaru) tym było gorzej. Do autokaru wsadziłam je ryczące, sama robiąc z siebie pajaca. Robiłam kretyńskie miny, wydurniałam się niby schodząc po schodkach w dół i takie inne głupoty. Byle je jakoś rozweselić, choć samej chciało mi się ryczeć. Gdy autokar w końcu ruszył mogłam się wreszcie wypłakać.

Martyna zadzwoniła po przyjeździe na miejsce, że jest super i następny telefon wykonała po ponad tygodniu, natomiast Jagoda wybrała mi jaja. Przez cały pierwszy tydzień codziennie dzwoniła do mnie z płaczem, bym ją zabrała. A ja przez tydzień tłumaczyłam jej, że dobrze by było, by poradziła sobie z tą sytuacja, jak najszybciej, bowiem jeżeli tego nie zrobi teraz, to i tak przyjdzie jej się w życiu skonfrontować ze sobą znów. Po tygodniu się przełamała. Rok później pojechała nawet sama, (bo Martyny wiek nie puszczał) na dodatkową kolonie na Węgry.
Natomiast dzisiaj jest tak, że nie mogą doczekać się wakacji i z wielu rzeczy są w stanie zrezygnować, oprócz wyjazdu na kolonię.  

Mija właśnie półmetek kolonii i bilans jest taki: Jagoda po przyjeździe (czyli tydzień temu) wysłała focha smsem: mówiłam Ci, że nie zjem kanapek, a Martyna zadzwoniła po przyjeździe (czyli również tydzień temu) z informacją: mamo dojechaliśmy pa, a jak droga pytam, ok, mamo pa, a czy zja...... nie dokończyłam, bo usłyszałam rozdzierające mi uszy: MAMOOOO PA!!!

Powiem Wam, że trudny był ten pierwszy raz, ale dzisiaj ja również nie mogę doczekać się wakacji, i z wielu rzeczy jestem w stanie zrezygnować, ale nie z kolonii córek. Gdy wyjeżdżają to jest niesamowite uczucie. Z tyłu głowy nagle robi się przestrzeń. Cały wszechświat zwalnia. A Ty, sięgasz po siebie. Cudownie....

Bycie rodzicem to cudowna sprawa, pełna różnych doświadczeń. Tak jak bycie w związku, który jednak w ferworze codziennych zajęć zostaje gdzieś z tyłu. I ten czas, kiedy macie się tylko dla siebie, odbudowuje, wzmacnia, przypomina, daje siły na kolejne dni. A w konsekwencji wprowadza równowagę w codzienności, bo jeżeli potrafisz wyciągać wnioski, to najlepsza jest normalność. Przestajesz zatracać się w skrajnościach, w poświęceniu dla innych lub przestajesz spychać kogokolwiek na drugi plan. Traktując na równi wszystkich, a na pierwszym miejscu stawiając znów siebie i swoje potrzeby, bo tylko wtedy zaspokoisz innych, kiedy sam jesteś zaspokojony, tylko wtedy nakarmisz innych, kiedy sam będziesz najedzony, tylko wtedy uszczęśliwisz innych, kiedy sam będziesz szczęśliwy, tylko wtedy uzdrowisz innych, gdy sam będziesz zdrów i tylko wtedy wzbogacisz innych, kiedy sam będziesz bogaty. Czyż nie?

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Dzięki Wszystkim za kurs. Było SUUPER!!!
Następne spotkanie to 26 - 27 wrzesień. Miejsca rezerwujcie za pomocą zaliczki 100 złotowej.
Kto pierwszy ten lepszy :)

środa, 15 lipca 2015

Hura!!!! Wyjechały na kolonie, Wakacje czas zacząć cz. I !!!!! Wyprawa do Mordoru

HURA!!!! Wyjechały córki nasze na kolonie w niedzielę. Hura!!! Po którymś z kolei moim radosnym wybuchu Marcin pyta: czy my powinniśmy się tak cieszyć, że dziewczyny wyjeżdżają, czy one nie powinny czasem myśleć że rodzicom jest smutno jak dzieci gdzieś jadą? No nie - mówię - no co Ty, przecież po pierwsze każda strona jest zadowolona, bo przyznasz, że cieszyły się bardzo na wyjazd, po drugie my również cieszymy się na ich wyjazd, więc po trzecie jest jak w dobrym businessie - każda strona jest wygrana. 

Wolność zaczęła się trochę z opóźnieniem. Dziewczyny wystartowały z domu o 7 rano w niedzielę, a ja od soboty wieczorem przebywałam u koleżanki pilnując dwóch panienek, obiecałam jej bowiem parę miesięcy wcześniej, że będę niańką jej córek na ślubie jej siostry. Więc kiedy o siódmej rano dziewczyny moje startowały na kolonie, ja o tej samej siódmej startowałam ze śniadaniem trochę młodszych dziewczyn bo 3 i 4 letnich. Z pilnowania dzieci zrobiła się super impreza, bowiem koło 10 rano zaczęli zjeżdżać się goście weselni na poprawiny. Była muzyka, były tańce, były śpiewy było jedzenie, był alkohol. Koniec końców pierwszy dzień wakacji zakończył się rewelacyjnie i totalnie spontanicznie przynajmniej dla nas, gdyż ani Marcin ani ja nie wiedzieliśmy o poprawinach, a co dopiero, że zostaniemy na nie zaproszeni.

W tym wszystkim dodatkowym bonusem jest to, że Marcin wziął urlop na czas trwania koloni dziewczyn, więc możemy korzystać na maxa z wolności.
I tak w poniedziałek stwierdziliśmy, że jedziemy na Babią Górę. Sprawdziliśmy pogodę, okazało się, że może padać, ale na meteogramach widać również było, iż jest też szansa na przejaśnienia. Zapakowaliśmy więc ubrania na zmianę, ubrania przeciwdeszczowe, przeciwwiatrowe, kanapki, wodę i w drogę. Gdy dojechaliśmy na parking w Zawoi, trochę mżyło.
Ale nie stresując się wcale, ubraliśmy się przeciwmżawkowo i poszliśmy przyjemnym niebieskim szlakiem do schroniska. W schronisku wypiliśmy pyszne grzane piwko z soczkiem, cynamonem i goździkami, zjedliśmy pyszny żur oraz pyszne kanapki, własnoręcznie przez mego męża przygotowane na tą okazję. Po posiłku ruszyliśmy zdobyć szczyt. I z każdym krokiem moi drodzy, surrealistyczne okoliczności przyrody, które do tej pory przyszło nam podziwiać, coraz bardziej się krystalizowały. Po trzydziestu minutach byliśmy już pewni, że droga, którą podążamy to droga do Mordoru.


Świadczyć o tym mogły takie poszlaki jak coraz większy deszcz,
przedzieranie się przez coraz większe chmury, wiatr tak silny, że czuliśmy jak nas pchał oraz absolutny brak innych szaleńców na trasie.

Gdy dotarliśmy na szczyt, pogoda spokojnie mogła odgrywać 13 stycznia, choć w rzeczywistości był 13 lipiec. 

Wycieczka była super, tak abstrakcyjnych odczuć nie da się kupić za żadne pieniądze. Będąc na szczycie przypomniała mi się scena z filmu "Forrest Gump" kiedy to porucznik Dan siedzi na orlim gnieździe, wokoło szaleje sztorm, a on drze się, wyzywając Boga na pojedynek. I jak myślicie, co ja zrobiłam? Hm...

Oczywiście już się szykujemy by kolejny raz wyjść na Babią, tylko tym razem wyprawa odbędzie w pełnym słońcu i z pięknymi widokami. Relacja niebawem, a teraz idę kosić trawę.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Kochani, dzwoni ostatni dzwonek by dołączyć do kursu, który odbywać się będzie w ten weekend 18, 19 lipiec od 10 do 15 (oba dni). Koszt 310 zł za osobę za dwa dni. Prowadzenie Dariusz Emanowicz. Dzwońcie!!!

środa, 8 lipca 2015

Sex Pinokia po mojemu część III

Na wstępie zapraszam do lektury z zeszłego tygodnia minimum, a najlepiej również do lektury "Pinokia", czyli części pierwszej.

Tak, tym razem przykład będzie dotyczył kobiet.


Wyobraźcie sobie drogie Panie sex bez poczucia winy, z radością, bo chcecie, a nie bo musicie. Wyobraźcie sobie, że istnieje taka planeta. Ta planeta to Wy.

Ale zanim do tego dojdzie to od małego słyszymy: dziewczynki są grzeczniejsze, nie są tak uparte, chłopcy mają o nas zabiegać, mamy czekać na księcia z bajki, który nas uratuje, później słyszymy, że sex to tyko w razie konieczności oraz jako narzędzie do manipulacji nie przyjemności, może być również użyty w celach prokreacji, a jednocześnie słyszymy, czasem bardzo dokładnie i obrazowo, że poród to jakiś koszmar.....



Drzewiej, jako dzieci, po powrocie do domu, gdy kolana były obdrapane słyszałyśmy: wyglądasz jak chłopczyca, dziewczynka tak się nie zachowuje, dziewczynka chodzi, a nie biega. Generalnie chłopak był synonimem wielu gorszych rzeczy. I tak oto całkiem niespodzianie, wzorce zostały nam przekazane. 
A my żyłyśmy według nich, zaczynając od przedszkola, szkoły, liceum (bo rzadko zdarzało się, by dziewczynka szła do zawodówki czy technikum), na studiach, w pracy. Potem przyszedł czas małżeństwa, dzieci, a my ogólnie mówiąc mamy leżeć, pachnieć, ładnie wyglądać jednocześnie robiąc wszystko i zaspokajając wszystkich domowników, oprócz siebie.

Więc
a) idziemy przez życie z przekonaniem, że facet to jakiś gorszy gatunek, a jednocześnie rozpaczliwie potrzebując jego atencji,
b) wszystko robimy same, bo ktoś nam powiedział, że proszenie o pomoc to objaw słabości,
c) idziemy do łóżka, często bez orgazmu, bo ktoś nam powiedział, że jak nie mu nie dasz, to znajdzie inną.

Ogólnie jakiś obłęd.

Nie wyrażamy swoich emocji, oprócz frustracji, która po przeczytaniu tej paranoi jest może bardziej zrozumiana. Ciało daje znać również o tej paranoi, więc pewne jak w banku są problemy z kobiecymi narządami lub choroby kręgosłupa, niejednokrotnie kończące się rakiem, a w naszym otoczeniu, dzieje się tak wiele, że nikt normalny by tego nie wytrzymał, a my mówimy, że lubimy jak coś się dzieje, nie zauważając szalejącego obłędu wokoło nas, ufff.

Puenta nr 1 jest taka, że wolno Ci w tej paranoi funkcjonować.

Puenta nr 2 jest taka, że jeżeli jest to paranoja to z definicji funkcjonowanie w niej jest szkodliwe i powinnaś przestać.

Puenta nr 3 jest taka, że kobietom trudniej jest zerwać sznurki przyzwyczajeń, ale zapewniam, da się to zrobić, trzeba tylko chcieć przestać cierpieć.

Puenta nr 4 jest taka, że masz prawo wyrażać swoje emocje i potrzeby, znaczy to tyle, że jeżeli masz ochotę na sex to go zaproponuj, natomiast jeżeli Twój partner Cię nie zadowala, to mu o tym powiedź, a nie udawaj. By Cię zachęcić, dodam, że sex to najlepszy fitness świata, i to bez efektu jojo, warto więc by sprawiał Ci przyjemność, najlepiej wielokrotną....

Puenta nr 5 jest taka, że jeżeli nie dajesz rady w jakiejkolwiek sprawie - poproś o pomoc, zamiast się zarzynać, zgrywając bohaterkę, jednocześnie przeklinając swój los.

Puenta nr 6 jest taka, że niewłaściwe wzorce krzywdzą obie płcie, a mężczyźni to cudowne i wrażliwe istoty, tylko schematy są różne, o czym pisałam w "Twardym Pinokiu".

Puenta nr 7 jest taka, że wszystkie 4 Puenty ze wcześniejszego wpisu są baaaardzo aktualne i w tym, taki Bonus.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Takie i inne tematy będziemy poruszać na KURSIE ROZWOJU OSOBISTEGO, na który już dzisiaj Was zapraszam.

Termin: 18,19 lipiec
Czas: od 10 do 15
Cena: 310 za osobę/oba dni
Prowadzenie: Dariusz Emanowicz
Miejsce: ul. Kwiatowa 102, Wrząsowice (5 km od Krakowa)






środa, 1 lipca 2015

Twardy Pinokio po mojemu, cz II


Ramówka RMF MAXX na wakacje się zmienia, więc do usłyszenia we wrześniu .

Relaksacja w Grocie Solnej Halit we wtorek o 20.15 - aktualna - korzystajcie i przybywajcie z kolejnymi pragnieniami do realizacji.

Zapraszam do Wadowic na Plac Kościuszki 1 w piątek.






Okej, kto nie czytał części I proponuję wrócić, gdyż z częścią II tworzą całość, a będzie jeszcze część III.

Podzieliłam nasze życie w części poprzedniej na kilka etapów, dzisiaj je nazwę:

Tworzenie to ten moment kiedy surowy klocek ląduje u cieśli, a ten zaczyna go obrabiać w efekcie czego powstaje pajacyk.
To czas kiedy dorastamy w jakiś warunkach, w jakiejś rodzinie, są nam przekazywane jakieś wartości, a my później idziemy za tym i żyjemy według tego. 

Wyzwolenie to moment kiedy Pinokio ucieka z domu. 
To czas kiedy zaczynamy się zastanawiać na sobą, zadawać sobie coraz więcej pytań z cyklu: po co tu jestem?, czy to o to naprawdę chodzi?, czy jest sens robić to co robię?, itp.

Zrozumienie to moment kiedy pajacyk zamienia się w chłopczyka bo wie, że życie składa się z wyborów i konsekwencje owych wyborów ponosi tylko on sam, zrozumiał, że nie ma ani jednej osoby odpowiedzialnej za jego życie oprócz jego samego.
To moment kiedy rozumiemy, że nie ma dobrych lub złych decyzji są tylko konsekwencje tych decyzji w postaci kolejnych lekcji do odrobienia, kolejnych doświadczeń, które nas wzbogacają i uczą. Zaczynamy wówczas świadomie sięgać po to co chcemy, co jest zgodne z nami, z naszym wnętrzem. Wyboru dokonujemy sercem i podejmujemy właściwe działania, by wybór nasz zrealizować.

Podam przykład:

Od dziecka słyszałeś "chłopaki nie płaczą, twardym trzeba być". Jako małolat za każdym razem gdy wracałeś do domu z płaczem, obrywałeś po uszach, żeś beksa, żeś baba, że chłopaki nie płaczą. I tak przez cały okres przedszkola, szkoły, zawodówki, technikum, liceum, studiów, pracy. Więc wypracowałeś sobie na przykład pozę macho, by przetrwać (taki mechanizm obronny). 
Po drodze w swoim życiu dokonywałeś wielu wyborów, doświadczałeś wielu sytuacji. Spotkałeś parę osób, które skrzywdziłeś lub zawiodłeś, by samemu się nie zdemaskować. I oto obecnie jesteś ojcem, który kładzie do głowy swojemu synowi ten sam tekst: Synu chłopaki nie płaczą. trzeba twardym być. Twój syn zatacza takie samo kółko jak Ty i wnuk, który Cię odwiedzi, będzie Twoją wierną kopią, tak jak Ty jesteś kopią swoich przodków. I wszystko pasuje i wszystko jest cacy pod warunkiem, że podoba Ci się taka postawa. Lecz jeżeli narzekasz na swój los, że Ty musisz, bo ktoś przecież do cholery musi dźwigać ten ciężar  i dlatego to musisz być Ty, a Ty masz już po dziurki w nosie bycia twardym. To już ok nie jest. Twoje ciało również Ci o tym mówi, masz już pewnie wrzody żołądka, problemy z jelitami, potencją lub inne większe lub mniejsze schorzenia. Natomiast w Twoim otoczeniu pełno jest zbiegów okoliczności, mówiących - stary  o d p u ś ć.

Puenta nr 1 jest taka: ku swojemu przerażeniu orientujesz się w którymś momencie swojego życia - a skrzyżowań do podjęcia decyzji przyznasz, masz i miałeś pełno w życiu swym - że Ty masz uczucia, które chcesz wyrazić i nawyki, które Ci przekazali (oczywiście w dobrej wierze, bo takie mieli wzorce i chcieli dobrze) kompletnie nie są Twoje, i chcesz żyć inaczej.

Puenta nr 2 jest taka, że nie ma co wpadać w panikę. Każdy ma swoją drogę do przebycia, każdy ma swój czas na zrozumienie. Każdy w innym czasie zrywa się ze sznurków, każdy w innym czasie zadaje pytania, i w innym czasie rozumie. To nie są wyścigi. 

Puenta nr 3 jest taka, że nie da się tak ot odciąć grubą kreską od przeszłości, to jest proces. Coś co matka mówiła Ci przez 20 lat i nagle okazuje się, że to nie prawda, musi mieć czas i miejsce, by w Tobie nastąpiła akceptacja dla niej i dla Ciebie, wybaczenie dla niej i dla Ciebie, zrozumienie dla niej i dla Ciebie, podziękowanie dla niej i dla Ciebie.

Puenta nr 4 jest taka, że nie ma znaczenia w jakim wieku uda Ci się zerwać ze sznurków, zawsze jest właściwa pora, bo jest Twoja, więc jak już się zerwiesz to szukaj, sprawdzaj, zadawaj pytania idź za głosem serca i słuchaj intuicji, myśl natomiast logicznie i nie przyjmuj wszystkiego bezkrytycznie.

Dzięki Wielkie za przeczytanie i już dzisiaj zapraszam na część III - Sex Pinokia po mojemu, ta część będzie dotyczyła kobiet.

OCZYWIŚCIE ZAPRASZAM NA KURS ROZWOJU OSOBISTEGO

Termin: 18,19 lipiec
Czas: 10 -15 oba dni
Cena: tylko 310 zł
Prowadzenie: Dariusz Emanowicz
Miejsce: u mnie ul. Kwiatowa 102, Wrząsowice (5 km od Krakowa)
Menu: jeszcze myślę, ale coś sezonowego: leczo, zupa cebulowa, może cukinia nadziewana, no zobaczę jeszcze, ale chleb upiekę na stówę, taki sam jak ostatnio.
Czego dotyczy kurs: tego o czym piszę w Pinokiu i innych wpisach. Dodatkowo dostaniecie narzędzia do ułożenia sobie szczęśliwego, zdrowego i bogatego życia. Reszta będzie zależeć tylko od Waszej determinacji.