środa, 31 grudnia 2014

Obfitość nie zawsze znaczy dobrze chociaż, co kto woli…

Pan Albert Schweitzer powiedział „Szczęście to jedyna rzecz, którą się mnoży jeżeli się ją dzieli”. Ten cytat jest przytaczany w różnych miejscach. Ja się na niego natknęłam w nowym kalendarzu – jest mottem roku 2016.

No i oczywiście w myśl zasady bądź tu i teraz czyli zastanów się, nie powielaj, a twórz (o czym pisałam w „czyścimy się i czyścimy się – wyjaśnienia”) stwierdzam, że daliśmy się  kolejny raz  zaprogramować. No bo czy tylko szczęście tej zasadzie podlega? Oczywiście, że nie bowiem każde działanie, uczucie, gest, podzielone, zostanie automatycznie pomnożone.

Przykłady do sprawdzenia na samym sobie:

Przejdź się galerią lub ulicą z uśmiechem na ustach i policz ilu ludzi odwzajemni Ci uśmiech oraz tą samą czynność powtórz (jeżeli masz odwagę) z wystawionym „fuckiem”, rachując zwrotnie palce. W tym przykładzie możliwy jest nawet bonus do uzyskania w postaci nowo poznanej osoby, która zagada do ciebie werbalnie lub organoleptycznie.

Możesz mówić prawdę lub epatować postawą jęcząco - naburmuszono –roszczeniową i truć po cichu z zaskoczenia. Koniecznie zrób potem rachunek.

Możesz cieszyć się z byle pierdoły, a możesz martwić się na zawołanie. Następnie pamiętaj by podziwiać urodzaj.

Myśl radośnie podczas robienia zakupów lub płacenia kredytu, a tą samą czynność wykonaj ze złością na świat i innych, że oni mają, a Ty nie. Potem drobiazgowo przelicz plony.

Porachuj zbiory w każdej wersji, porównaj to ze swoim życiem. Z tym co masz, a co chciałbyś mieć. Wszystko czym się podzielisz, powróci do Ciebie w obfitości. Nie tyczy się to tylko szczęścia.

Szczęście to styl życia, ścieżka, którą kroczysz, a nie cel do osiągnięcia lub zarezerwowany dla wybrańców frykas.

Zamiast biegać za sloganami twórz siebie i swoje życie. Sam wybierasz co chcesz pomnożyć dzieląc się z innymi. Wszystkie działania, które wykonujesz w ciągu dnia od otwarcia oczu po ich zamknięcie składają się na spędzenie go w szczęściu lub rozpaczy. Te dni zaś tworzą Twoje życie.

Dlatego jeżeli masz klęskę urodzaju w jakiejś dziedzinie, to wnikliwie zastanów się czym się dzielisz.


Bowiem pamiętaj, prawo przyciągania czyli prawo siewu i zbioru lub jak kto woli „krakania”, działa dla wszystkich tak samo. 


Dzięki Wielkie za przeczytanie.


Z OKAZJI NOWEGO ROKU 

WSZYSTKIM 

SZCZĘŚCIA ŻYCZĘ

środa, 24 grudnia 2014

Miłość



Miłość, co to w ogóle znaczy?

Okazuje się, że w zależności od sytuacji łatwo lub trudno nam jest powiedzieć "kocham". To wahanie wynika z tego, że nie wiemy, co to znaczy. To tylko zlepek liter, który tworzy taki, a nie inny wyraz. Ale, co to znaczy? Czy wiecie?

Zacznę od tego, że nie rozumiemy, gdyż siebie nie kochamy. Ciągle występujemy przeciw sobie, wyrzucamy sobie tak wiele , krytykujemy siebie tak łatwo, nie wierzymy w siebie, nie akceptujemy naszego ciała, naszej sytuacji, kłócimy się ze sobą. A jesteśmy jedynymi osobami, które spędzają ze sobą całe życie. Z tej perspektywy to dość toksyczny związek. Ale nie koniec na tym. Winimy innych za rzeczy, które sami robimy. Nie rozumiejąc, że zamienimy się w swoich wrogów. To wszystko robimy dlatego , że nie rozumiemy, co znaczy kochać.

Miłość wypływa ze środka. To taki indywidualny stan, który wywołałeś Ty sam, a nie spowodowała go jakaś okoliczność czy ktoś. To stan, w którym po prostu wiesz. To stan absolutnego spokoju, przebaczenia, wiary, zrozumienia. Wolny od ego, chciwości, zazdrości, próżności, strachu, poczucia winy.
Nie chodzi o to, że mamy stać się skrajni, aroganccy lub dać się "kopać". Nie chodzi również o to, by się zamknąć przed światem. Chodzi o to, by dzięki miłości żyło nam się lepiej.

Porównałabym to życie do drzewa, które z absolutną pokorą i wdzięcznością akceptuje i wiatr i śnieg i słońce i deszcz i to, że część gałązek wypuszcza nowe liście, a część obumiera. I w dodatku bez krytyki i oceny, kto zasługuje, a kto nie, daje nam życie - O2 i radość.

My również mamy tak wiele do dania. Jesteśmy idealnymi, cudownymi istotami wyposażonymi we wszystkie potrzebne nam narzędzia. Takie z nas MacGyvery. Musimy tylko zrozumieć, że mamy prawo do kochania siebie i mamy również prawo mieć trudniejsze dni. W naturze wszystko jest w równowadze - yin i yang. Dzień i noc. To normalne. Nie ważna jest sytuacja, ważne co myślisz na jej temat. Nie musisz się z czymś zgadzać, ale nie oceniaj. A to już znaczy, że rozumiesz, że ktoś ma prawo do czegoś, że to jest jego odpowiedzialność, jego życie i nic ci do tego, a to oznacza, że kochasz siebie, bo siebie również nie oceniasz.

Może się okazać, że już dzisiaj zamiast wydać wyrok - jak zwykle, po prostu ot tak bez krytyki (jak drzewo) wysłuchasz, oglądniesz, weźmiesz udział w czymś. Poczujesz w środku to wyzwalające uczucie, że rozumiesz jego/jej/ich stanowisko. I tyle, nic więcej, bez dalszego ciągu, bez nerwów, kłótni, poczucia winy, strachu tylko absolut, który rozprasza wszystko - miłość.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 17 grudnia 2014

Takie tam



A może kupię sobie konia?


No bo dlaczego by nie? Już to wiedzę: mknę po alejach na koniku, wiśta wio…

Rano dzieci wsadziłabym na konia odwiozłyby się same, potem klepną go w zad i powiedzą: „do domu” , a koń, jak to koń, wróciłby do domu sam.

Mieszkać mógłby w garażu, a paść się na działce by mógł, bo duża jest to trawy mu nie zabraknie.

Nie wiem tylko jak rozwiązać kwestię parkowania go na przykład pod sklepem? Bo jak dziki zachód był, to mieli takie miejsca parkingowe dla koników, a teraz do czego miałabym go przywiązać? Sama nie wiem… no i gdzie mu jakiś alarm zamontować? Chociaż z drugiej strony to kto i po co miałby ukraść konia? Ale jakieś ubezpieczenie pasowało by zawrzeć, na wypadek gdyby konik kogoś kopnął czy ugryzł.

Wszędzie mogłabym dojechać bez korków. Musiałabym tylko sprzątać po koniku, ale to też nie problem, bo jako nawóz odchody można by było wykorzystać.

Do wymiany tylko cztery podkowy, zamiast: mieszków do półosi, olejów i filtrów, hamulców oraz tarcz, łożysk i piast, gałeczek, opon, sprzęgła i dwumasu, paska rozrządu, paska od alternatora, akumulatora i paru tysięcy rocznie, które na utrzymanie auta trzeba wydać.

Dodatkowo, taka jazda pro zdrowotna jest, no bo jakby nie było, to jest to jednak sport.

Taa, im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się ten pomysł podoba.

Myślałam również o własnych kurach i kozie lub owcy, ale mój mąż skwitował to jednym zdaniem: „wiesz co? Osła Se Kup”!
Oj… i teraz rozumiem jak trudno jednostce zmienić świat.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 10 grudnia 2014

Wiedza, a jej świadomość

Czym różni się wiedza świadoma od nieświadomej?


Można by było powiedzieć, że niczym, że to jest to samo.

A jednak jest różnica.

Macie wiedzę na temat np. znaków drogowych, wiecie o czym one informują, znacie zasady ruchu drogowego? Natomiast jeżeli będziecie świadomi tej wiedzy, to zatrzymacie się na wczesnym czerwonym, bowiem będziecie mieć świadomość, iż uczestnikiem skrzyżowania może być motocyklista, który po odkręceniu manetki gazu w sekundzie jest na środku skrzyżowania i możecie go po prostu zabić.

To jest ta różnica.

Albo niech za przykład posłuży rondo Matecznego w Krakowie, do którego stoi się z każdej strony, by po opuszczeniu go ruszyć w świat bez korków. Rozumiem, może ma małą przepustowość i inne takie tam, ale jest jeszcze coś, nasza wiedza lub jej świadomość. Zobaczcie, jeżeli wjeżdżamy na rondo nie mając na nim miejsca (bo myślimy „może nam się uda”), to co się dzieje przy kolejnej zmianie świateł. Samochody, które mogły by jechać, zostają zablokowane przez nas. Zatem zanim ruszą, my najpierw musimy doczekać się zmiany i zwolnić miejsce, na którym po prostu nie powinno nas być. Tworzymy tak jakby drugi nieformalny obieg świateł. Co wydłuża tylko kolejkę. A wszystko przez brak świadomości.

To jest ta różnica.

Mamy wiedzę na temat kulturalnego zachowania. A co z jej świadomością? W tramwaju ryjemy się byleby miejsce dorwać. Dotyczy to wszystkich (ze zadziwieniem nawet obserwować można wzmożoną żywotność osób starszych). A może zamiast wykonywać wyścig szczurów lub sapać nad jakąś osobą wymownie, po prostu wejść i poprosić kogoś o zwolnienie miejsca? Gdzie jest napisane lub powiedziane, że mężczyzna ma automatycznie ustąpić kobiecie lub młodszy starszemu? Albo zadam pytanie inaczej, czy mężczyzna lub młodsza osoba ma prawo poczuć potrzebę odpoczynku?

To jest ta różnica.

Mamy wiedzę jak zaspokajać swoje potrzeby seksualne. Ale jeżeli mamy jej świadomość to rozmawiamy z partnerem czy partnerką na ten temat, uczestniczymy aktywnie w zorganizowaniu miłego wieczoru. Nie korzystamy z wiedzy zabobonnej, która mówi, że on musi nas adorować, a ona musi się przez pół godziny opierać, tylko działamy świadomie w zależności od potrzeb i korzystamy aktywnie ze zdobytej wiedzy.

To jest ta różnica.

Przykładów można mnożyć. Niby to samo, wiedza i jej świadomość. A jednak zupełnie coś innego….

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Uwaga: Nowe miejsce, gdzie możecie skorzystać z mojej pomocy. Przychodnia Krak Medyk (http://www.krak-medyk.pl/) we wtorki i czwartki od 11 do 16 (o 16 wchodzi ostatnia osoba). Koszt wizyty 60 zł. Rejestracja Tel. 12 346 18 07


Ponadto, może znacie osoby, które potrzebują protez, a nie miały ich z NFZ przez ostatnie 5 lat. Do końca roku można je jeszcze wykonać, właśnie w tej przychodni. Informacje w rejestracji. 

środa, 3 grudnia 2014

Trupy w szafie


Za każdym razem, kiedy doświadczam czegoś nowego powstaje nowy tekst, który później publikuję na blogu. Wszystkie moje doznania powodują moją zmianę, zrozumienie, przełamanie kolejnego schematu. Wzbogacają mnie oraz życie osób w moim bliższym i dalszym otoczeniu.

Ostatnio na przykład spotkałam się z osobą, która usilnie deprecjonowała moje osiągnięcia. Zadawałam sobie w kółko pytanie: po co mnie to dotyczy? Na następny dzień przyszła odpowiedź. Ta osoba uświadomiła mi, że ja sama zamiast docenić to co jest zrobione na przykład u swoich dzieci, czepiam się tego co mogłoby być osiągnięte. Zamiast pochwalić je za to co zrobiły, to słyszą: a mogłoby być jeszcze to i to zrobione… Jasne, że z wiekiem wymaga się więcej i jak były małe to w kółko słyszały: super, świetnie Ci idzie, ale to nie znaczy, że trzeba ze skrajności w skrajność wpadać, można przecież środek znaleźć.

Dodatkowo zauważyłam, że przyjęłam owo krytykę spokojnie, co jest wielkim postępem w kwestii rozumienia własnej wartości, bo dawna Dorota pewnie siedziałaby z wbitymi zębami w krtań swojego rozmówcy. A okolica spływałaby krwią. Mówię Wam fantastyczna lekcja i weryfikacja siebie. Dzięki profesorze.

Wiele rzeczy mam poukładanych, inne się układają, a sporo jeszcze do doświadczenia. Prawda jest taka, że jak już zaczniesz człowieku porządki ze sobą robić, to lawinowo zaczynają wyłazić rzeczy, które zamiotło się kiedyś pod komodę lub dywan. Wyłażą i zaczynają żyć własnym życiem.

A propos takie zdarzenie z przeszłości mi się przypomniało, które właśnie własnym życiem zaczęło tętnić.

Jako dziecko nie przepadałam za mięsem. I kiedy na śniadanie dostawałam na przykład parówki, wszystko upychałam pod lodówkę, zaraz po tym, jak tylko któryś rodzic opuszczał kuchnię. Skrytka była pojemna i działała do momentu, kiedy przyszło lato. W domu nagle zaczęło trupem walić i niezłe zamieszanie się zrobiło. Wszyscy szukali zwłok oprócz mnie, bowiem zdałam sobie sprawę z czegoś, czego nie byłam świadoma wcześniej, że przyjdzie mi za to zapłacić. Nie chcecie wiedzieć jak bardzo śmierdziało i jak wyglądało - po odsunięciu lodówki - to co kiedyś było żywe (bo zanim na moim talerzu wylądowało, gdzieś sobie przecież hasało).  

Na szczęście mądrych rodziców mam i miałam i zaraz po zlaniu mi dupska stwierdzili, że nie będą wciskać we mnie rzeczy, których nie lubię, a mnie kazali obiecać, że nic nigdzie więcej nie będę wciskała, tylko na talerzu zostawię.

Tak, prawo siewu i zbioru, nikogo nie ominie, każdego dotyczy i dziecka i dorosłego i staruszka. W tym przypadku, każdy swoją lekcję dostał. Dobrze jest odrabiać je na bieżąco, bo wtedy tak nie bolą.


Dzięki Wielkie za przeczytanie