środa, 24 lutego 2016

Zdrowiejemy?



Dzisiaj poruszę kwestię zdrowia.

Czy wiecie, że każda choroba zaczyna się najpierw w głowie? Zresztą tak naprawdę to, wszystko zaczyna się od myśli. Myśl jest energią. Cokolwiek chcemy zrobić, najpierw to sobie wyobrażamy. 

Myśli tworzą naszą rzeczywistość. 

Najpierw wymyślamy plan na kolejny dzień, a następnie go realizujemy. Planujemy pracę, odebranie dzieci ze szkoły, nakarmienie rodziny wcześniej przygotowanym posiłkiem, odrobienie lekcji zawiezienie dziatwy na zajęcia dodatkowe (nikogo po drodze nie mordując), zrobienie zakupów w tym czasie, a następnie powrót do domu w możliwie jak najmniejszym korku. To wszystko najpierw dokładnie planujemy. Zauważcie, iż jesteśmy wielce poirytowani, gdy coś nam ów plan zburzy. Z jakiego powodu? Bo nie było go w planie. Myśli nasze zauważamy natomiast dopiero wtedy, kiedy mamy czas (mówi się nawet czasami: chwila refleksji). Zgodzicie się ze mną? 

Okej, skoro ustaliliśmy, że wszystko zaczyna się w głowie, to, jak to się ma do naszego zdrowia. 

Jak zauważyliśmy na przykładzie powyższym i swojego życia, dociera do nas nieustannie wiele bodźców. Stale o czymś myślimy, coś przetwarzamy. Nie zastanawiamy się zbyt długo nad tym. A w ciągu tych wielu informacji przemycają się wyrzuty sumienia, niezadowolenie, żale, sądy i wyroki, które wydajemy. Ogólnie mówiąc informacje, które powodują, że występujemy przeciw sobie. Powtarzane cyklicznie powodują występowanie różnych symptomów w naszym ciele, które jest tylko uwaga - przekaźnikiem. Symptomy te nadal ignorowane przekształcają się w chorobę. Porównać to można do samochodu, w którym zapala nam się rezerwa. Wiemy co mamy zrobić - podjechać na stację i dolać paliwa. Kontrolka zgaśnie. 
Jeżeli zignorujemy informację, możemy zatrzymać się w każdej chwili, zdając się na wybawiciela, którym może okazać się znajomy lub Pan Assistance.

Ciało nasze nieustannie podaje nam informacje, podobnie jak kontrolka w aucie, co jest nie tak. Pokazuje nam dokładnie co robimy źle i jak mamy wrócić na drogę harmonii ze samym sobą. Musimy pamiętać o tym, że jesteśmy zdrowi tylko wtedy, gdy żyjemy w zgodzie ze swoim duchem. A przy okazji, zauważyliście, że przysłowie jest stworzone na odwrót :"w zdrowym ciele zdrowy duch"!?

Tak naprawdę to nasze ciało - zdrowe lub chore - jest wskaźnikiem właściwej bądź błędnej drogi życiowej. A choroba to znaki drogowe, które nie różnią się od innych informacji, które cały czas wysyła do nas życie takich jak: zbiegi okoliczności oraz różne sytuacje życiowe. I skoro zdaliśmy prawo jazdy i potrafimy jednocześnie poruszając się po drodze zwracać uwagę na światła, znaki i kontrolki. Musimy również nauczyć się odczytywać nasze ciało. By nie było wymówki że: trudno nam zobaczyć to, co jest blisko.

Serdecznie zapraszam na godzinę Relaksacji, którą prowadzę w Grocie Solnej w Krakowie lub Wadowicach, by wrócić do siebie i znaleźć przerwę między myślami (http://sznyterman.blogspot.com/2016/02/relaksacja-dla-dzieci-i-dorosych.html), oraz zachęcam do http://sznyterman.blogspot.com/2016/01/tydzien-z-natura.html).
wyjazdu na długi weekend na Podlasie, w trakcie którego odpoczniecie, wyciszycie się, i nauczycie się rozumieć "kontrolki" w swoim ciele.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

środa, 17 lutego 2016

Analiza wersji normalnej i cierpietnej


Na wstępie serdecznie zapraszam Was i Wasze pociechy już jutro (czwartek) do Groty Solnej w Wadowicach na Relaksacje dla Dzieci,o 18.00, a o 20.00 na Relaksacje dla dorosłych. 
Konieczne są zapisy 517 023 373, więcej informacji tutaj
http://sznyterman.blogspot.com/2016/02/relaksacja-dla-dzieci-i-dorosych.html




No, a teraz cotygodniowy wpis :)

Rozłożę dzisiaj na czynniki pierwsze wersję cierpiętną i normalną z poprzedniego wpisu (link do poprzedniego wpisu http://sznyterman.blogspot.com/2016/02/szczescie-wybor-zawsze-nalezy-do-ciebie.html  Czyli, pokażę Wam dokładnie, o co chodzi z tą odpowiedzialnością. 


Dla przypomnienia: jesteśmy twórcami wszystkiego co nas w życiu spotyka, a zatem musimy zaakceptować odpowiedzialność za wszystkie zdarzenia, które pojawiają się w naszym życiu. To bardzo ważne, żeby to dobrze zrozumieć.

Zobaczcie jakie spustoszenie czyni wersja cierpiętna.

Przekazana mi została informacja: "zobaczyłem w telewizji program kulinarny, Pani robiła tam ciekawą potrawę - zrobię ją na śniadanie". 

Jedyną słuszną reakcją na tą informację jest spokój. I nie jest istotne jaką mam na ten temat opinię. Podstawą jest mój spokój wewnętrzny. Przecież przekazujący powyższą informację nie jest moim niewolnikiem tylko człowiekiem wolnym, którego sama wybrałam w tym wcieleniu na męża, zatem jeżeli ma ochotę zrobić śniadanie, to ok.

Ja, natomiast denerwując się po pierwsze wprowadzam mój "fraczek" w stan podwyższonego napięcia, co mega niekorzystnie na niego wpływa, a przecież chcę być piękna długo. 

Po drugie powielam schemat pod tytułem "bawimy się w moją zabawę, a jak nie, to odejdź na "s". 

Po trzecie wprowadzam we "fraczki" współuczestników stres, powodując powstawanie u nich między innymi wolnych rodników (czyli piękni nie będą). 

Po czwarte, ponieważ powielam schemat "bawimy się w moją zabawę, a jak nie, to odejdź na "s", zamiast go zrozumieć, przekazuję tę nierozwiązaną lekcję moim córkom (jakby same nie miały swojej drogi). 

Po piąte, jeżeli córki nie zakumają, o co chodzi, przekażą temat swoim dzieciom poprzez powielenie zachowania.

Po szóste przekazuję błędny obraz związku dwojga ludzi wszystkim dookoła. 

Po siódme, jeżeli zadzwoni koleżanka lub spotkam się z jakąś, to oczywiście tą truciznę przekażę dalej, na co ona dołoży swoje, więc zbiorę, że ho ho (bo co dajesz, to dostajesz) i kolejne awantury to tylko kwestia czasu.

Po ósme swoim zachowaniem zasilę szeregi energetyczne wiecznej wojny pomiędzy kobietą a mężczyzną. 

Po dziewiąte mój mąż zacznie robić wszystko dla świętego spokoju, co jest z góry skazane na porażkę, ponieważ jest sztuczne i tylko kwestią czasu będzie, kiedy zapyta sam siebie "ale, po co"? 

Po dziesiąte organizuję sobie kolejny zbieg okoliczności, który da mi znowu możliwość załatwienia tej sprawy lub powielenia mojego zachowania: "bawimy się w moją zabawę, a jak nie, to ...", bowiem natura ma ogromną cierpliwość byśmy osiągnęli szczęście, ale wolnej woli nam nikt nie odbierze, więc tylko ode mnie zależy, ile razy będę powtarzać tą samą "klasę". 

Po jedenaste, jeżeli nie zmienię postępowania, ciało w końcu pokaże mój upór pod postacią choroby, lżejszej lub cięższej.

Jest tego trochę, prawda?

A wystarczyłoby zadać sobie pytanie, kiedy przyszło zdenerwowanie (noo, człowiek nie czuje, kiedy mu się rymuje), po co mi to, co mam zauważyć w sobie, o co chodzi? 

Odpowiedzi przychodzą natychmiast: brak pokory, chęć kontrolowania, chęć posiadania władzy. 

Następnie zauważyć ową sytuację, zobaczyć jak jest szkodliwa i chora, wybaczyć to zachowanie sobie, a następnie stworzyć w miejsce patologii nową zdrową relację. 

Czyli na przykład:

Przestać się denerwować i krzyczeć Wypowiedzieć spokojnie, że ten pomysł mi się nie podoba lub podoba, albo oddać władzę i pozwolić, by ktoś mnie obsłużył i podał śniadanie.

Te pozornie proste rzeczy potrafią urosnąć do ogromnych łańcuchów, widoczne to jest w wielu związkach. Jedna osoba jak niewolnik jest ubezwłasnowolniona, bo całe życie nic jej nie wolno było, a druga tyra jak w kamieniołomie za wszystkich, jęcząc na swój los, bo nie potrafi oddać władzy. Absurd i profanacja. To ma być związek? To ma być miłość?

Okej, ale jest nadzieja, pamiętacie, zawsze możemy wybrać wersje normalną i nigdy nie jest za późno.

Rozwiązanie pod tytułem: "wersja normalna", pozwala wszystkim być sobą. Wynika to przede wszystkim z szacunku i miłości do siebie, bowiem można innym dać tylko to, co samemu się posiada. 

Po pierwsze możemy "kochać bliźniego swego, jak siebie samego", czyli kochajmy siebie.

Po drugie możemy "żyć i dać żyć innym" czyli pozwolić innym, żyć tak, jak sobie winszują, a nie tak jak my to widzimy.

Po trzecie możemy "nie robić drugiemu, co nam miłe nie jest", możemy wyobrazić sobie, że zamieniliśmy się miejscami i musimy znosić fanaberie, trudne co?

Po czwarte możemy zrozumieć, że jeżeli sami mamy ochotę na coś, to ktoś też może mieć ochotę na coś.

Po czwarte możemy przestać krytykować innych, bowiem przykro nam, gdy sami jesteśmy jej poddani. Pamiętajmy nasza krytyka nie pachnie kwiatkami, tylko dlatego że jest nasza. Nasza krytyka jest równie przykra.

Po piąte jeżeli źle się czujemy, gdy ktoś nam czegoś zakazuje, to możemy nie robić tego wobec innych.

Po szóste możemy przestać interesować się życiem innych, jeżeli sami nie lubimy, gdy ktoś nam kinol w nasze życie wpycha, i uwaga, nawet wtedy, kiedy nasz kinol jest ładniejszy, nie daje nam do tego prawa.


To jest właśnie odpowiedzialność. Wybieramy drogę, którą pójdziemy. Wybór zawsze do nas należy, a potem ponosimy konsekwencje swoich wyborów, zatem bramka numer 1 to afera w domu i foch na tydzień, a bramka numer 2 to zrozumienie i normalność. Którą brameczkę wybierzesz?


Proponuję więc zróbmy sobie dzisiaj małe podsumowanie i przypomnijmy sobie dzisiejszy dzień. Co do siebie i do innych mówiliśmy, o czym myśleliśmy?

Jeżeli słabo nam to wyszło, trudno, przebaczamy Sobie, jutro będzie lepiej, będziemy przecież bardziej uważni. Wersja normalna jest osiągalna tylko kochajmy Siebie moi mili, uczyńmy Swój świat cudownym, a w magiczny sposób (choć to tylko fizyka kwantowa jest, ale magia brzmi lepiej) całe nasze otoczenie zareaguje tak samo. Można by było tą magię, również za pomocą chemii wytłumaczyć. Co się stanie gdy puścimy bąka - dyfuzja - wszyscy go poczują.


Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Kochani zapraszam rejestrujcie się na długi weekend od 30 kwietnia do 7 maja na Podlasiu http://sznyterman.blogspot.com/2016/01/tydzien-z-natura.html

Koleżanka zainteresowana wyjazdem zapytała mnie, (poproszona przez zainteresowaną wyjazdem swoją koleżankę) o program, oto co jej odpowiedziałam. 
Dzień zoorganizowany jest tak, że w zeszłym roku na saunie byłam tylko raz, na basenie też, w kręgle ani w bilard nie zagrałam wcale, na rowerach również nie pojeździłam, ale za to dosiadłam konia, płynęłam kajakiem, zwiedziłam organoleptycznie winiarnię, byłam w kopalni kredy, w gigantycznym gospodarstwie agroturystycznym, odwiedziłam przesympatycznego Pana, który buduje własny zamek, byłam na imprezie na środku Bugu, byłam codziennie dwa razy w lesie na ćwiczeniach, siedziałam codziennie przy fantastycznym ognisku, jadłam reginalne potrawy, których wcześniej nie próbowałam i piłam domowe wyroby, nie miałam zasięgu, a jednak wszyscy domownicy 402 km dalej - przeżyli i dzisiaj mają się coraz lepiej., 
Tak mniej więcej wygląda program - mówię do niej - atrakcji jest jeszcze więcej, ale sami je zobaczycie, gdy przyjedziecie, zatem rejestrujcie się póki są jeszcze miejsca.

RELAKSACJA DLA DZIECI I DOROSŁYCH



Relaksacja polega na głębokim rozluźnieniu ciała i wyciszeniu umysłu.

W czasie seansu, który trwa od pół godziny do godziny, uczestnicy w aktywny sposób, prowadzeni głosem, wykonują ćwiczenia mentalne, które pozwalają im się zrelaksować.

Uczestnicy wykonują ćwiczenia za pomocą wyobraźni. Mają one na celu uruchomienie prawej półkuli mózgu. Jest to niezwykle ważne, bowiem w na co dzień głownie używamy lewej półkuli. Relaksacja obok szeregu innych zalet pobudza do pracy półkulę prawą, która odpowiada między innymi za kreatywność, myślenie przestrzenne, artystyczne, wyobraźnię i wiele innych. Relaksacja pobudza również naszą intuicję i jest właściwym krokiem w kierunku samouzdrawiania. Pomaga w oczyszczaniu umysłu i ciała, usuwa toksyny, aktywizuje system obronny, działa kojąco na system nerwowy.

Jest naturalnym sposobem na zachowanie zdrowia i urody.



Zajęcia relaksacyjne uwalniają ciało od stresu dnia codziennego, wyciszają, wzmacniają, mobilizują organizm do regeneracji. Wpływają pozytywnie na układ nerwowy, oddechowy, krążenia. Obejmują wszystkie poziomy ciała. Usuwają blokady fizyczne, psychiczne i energetyczne. Wzmacniają witalność człowieka, rozluźniają mięśnie. Wyciszają umysł, dzięki czemu odnajdujemy przerwy między myślami. Mają na celu osiągnięcia wewnętrznego spokoju, a co za tym idzie przywrócenie fizycznej, psychicznej oraz duchowej równowagi.


Medytacja/Relaksacja/Wyciszenie dla Dzieci 
w każdym wieku


(również dla dzieci nadpobudliwych)


Gdyby każdy ośmiolatek był uczony medytacji, wyeliminowalibyśmy przemoc na przełomie jednej generacji - Dalajlama
Zaproponowanie dzieciom jogi, medytacji, relaksacji lub innej formy wyciszenia w naturalny sposób prowadzi ich do rozwoju osobistego w ujęciu holistycznym. Pozwala dziecku spojrzeć na siebie jako jedność duszy, ciała i umysłu. Co w coraz szybszym świecie staje się bardzo rzadką umiejętnością.

Medytacja pomaga dzieciom rozwinąć koncentrację, zrozumieć uczucia, regulować napięcie wewnętrzne. W trakcie ćwiczeń uruchamiamy cudowny świat wyobraźni, pobudzając prawą półkulę odpowiadającą za kreatywność, wszelką twórczość, zdolności muzyczne, intuicje, myślenie abstrakcyjne, wyobraźnie przestrzenną. Jednocześnie wzmacniając uważność, spostrzegawczość, wrażliwość, analityczne myślenie, logikę i wiele innych zmysłów.

W ramach treningu, przy dźwiękach spokojnej muzyki pracujemy z ciałem, emocjami oraz myślami, co cudownie wpływa również na dzieci nadpobudliwe.

Dodatkowym atutem jest fakt, iż zajęcia odbywają się w grocie solnej. Atmosfera groty, oprócz szerokiego wachlarza zalet zdrowotnych, wprowadza odpowiedni  klimat i sprzyja zajęciom, których celem jest wyciszenie.

Na zajęciach mile widziani są opiekunowie, by mogli nauczyć się jak pracować z dzieckiem w domu.
Możliwe są również zajęcia indywidualne.


Serdecznie Zapraszam 
  • do Krakowa w każdy wtorek o 20.00 Grota Solna Halit ul.Szuwarowa 4 http://grotahalit.pl/
  • do Wadowic w każdy czwartek Grota Solna ul. Bałysa 1 (basen) na 18.00 (dzieci) na 20.00 (dorośli) grotasolna-wadowice.pl
  • do Wadowic do Groty Solnej grupy przedszkolne (terminy do ustalenia) w usłudze możliwy jest transport dzieci http://grotahalit.pl/

środa, 10 lutego 2016

Szczęście - wybór zawsze należy do Ciebie...



Kochani na wstępie mojego listu chciałabym podzielić się z Wami cudowną informacją: otóż w Wadowicach w nowej Grocie Solnej będzie od jutra 11go lutego (czwartek) RELAKSACJA. 
Startujemy o 20.00 Koszt 22 zł
Zapisy 517 023 373 http://grotasolna-wadowice.pl/ 




Szczęście, tak łatwo i jednocześnie tak trudno je osiągnąć. Warunkujemy lub jak, kto woli upatrujemy je w osiągniętym celu lub liście zrealizowanych celów. Nowym aucie, wyjeździe do ciepłych lub zimnych krajów, kolejnym lub pierwszym dziecku, kolejnym lub pierwszym mężu, kochanku lub kochance. 

Sposobów na ucieczkę przed sobą jest nieskończona liczba, ilu ludzi tyle pomysłów. A prawda jest taka, że przed sobą nigdzie nie uciekniemy. Dlatego jest to właśnie takie trudne, bo trzeba stanąć przed lustrem i przyznać, że nie ma ani jednej osoby odpowiedzialnej za nasze życie oprócz nas samych, a co za tym idzie, odpowiedzialnej za nasze szczęście. 

Wymaga to wiele odwagi, bo najpierw założyliśmy maskę, a potem robiliśmy w życiu różne rzeczy mniej lub bardziej chwalebne i jest nam normalnie wstyd, mamy poczucie winy, jest nam przykro, cierpimy. To jest wielka kotwica. Wiem coś o tym, ale jak lekarka mojej teściowej powiedziała, a musicie wiedzieć, że mam najlepszą teściową na świecie: "jest Pani bardzo dzielna, ale w dzisiejszych czasach za cierpienie orderów już nie dają"

Zatem, jeżeli medalów nam nie dają i nie mamy wpływu na to, co było, a mamy jedynie wpływ na tu i teraz, to proponuję odważmy się, (choć wiem, naprawdę, wiem, że to bardzo trudne jest), po prostu pogodzić ze sobą, wybaczyć sobie (przecież nie umieliśmy inaczej), podziękować za doświadczenie i pokochać siebie takim jakim jestem, ze wszystkimi wadami, niedoskonałościami i potknięciami. Wyciągnąć wnioski, zrozumieć lekcje, uśmiechnąć się  i iść dalej. Przecież jesteśmy swoim własnym dziełem.

Natura będzie nas jeszcze wielokrotnie poddawała weryfikacji (czy na pewno już rozumiemy), a my z każdym kolejnym krokiem, zdarzeniem, "zbiegiem okoliczności" lepiej poradzimy sobie z naszymi emocjami. Mało tego, nawet powinniśmy to zrobić, bo w innym przypadku będzie się to toczyło jak choroba przez kolejne pokolenia i wcielenia.  Więc zróbmy sobie prezent.

Podam Wam mój przykład (jak mówi mój przyjaciel: "doświadczenia nikt Ci nie odbierze"). 

Wersja normalna:

Sobotni poranek, mój mąż wstaje wcześniej (co jest dziwne) i mówi, że idzie zrobić śniadanie (to akurat dziwne nie jest). Wiem co chce zrobić na ów posiłek, opowiadał mi o tym wieczorem. Nie ma opcji abym ja coś takiego stworzyła - za dużo roboty - obracam się na bok i śpię dalej.

Gdybym była producentem żywności moje wszystkie dania byłyby różnego rodzaju paczuszkami, które skropione wodą, rozkwitają. Słowem, im prościej i szybciej, tym więcej punktów w mojej skali. 

Zatem śpię. Po godzinie zapachy płyną pachnącą smużką po schodach i docierają do sypialni. Z dołu dochodzą dzwonki. Tu też słowo wyjaśnienia, ale dalej w klimacie, im prościej tym lepiej, zamiast krzyczeć na cały dom, że posiłek gotowy dzwonię dzwonkami, a że je zbieram - mam nawet taki od krowy, a może kozy? - nieważne, to ich trochę jest. Dzwonią, no to idę. Śniadanie pachnące czeka na stole. Ogarniam wzrokiem kuchnię i widzę armagedon, który się tu wydarzył. Ale siadam przy stole z absolutnym spokojem, radością i wdzięcznością zaczynając konsumpcje.

Teraz wersja cierpiętna:

Sobotni poranek, "stary" wstaje wcześniej i mówi, że idzie zrobić śniadanie, więc wyrywam z wyra jak bolid F1 i lecę razem z nim, a nawet na schodach (mniej więcej na półpiętrze, tam mam więcej miejsca) plasuję się na pierwszym miejscu. Muszę mieć przecież kontrolę. 

Od wieczora szlak mnie trafia, bo wiem co chce zrobić. Omleta z frytkami mu się zachciało, normalnie pogięło gościa, jakaś niunie w telewizji poniosło i ja teraz będę miała pół kuchni rozpieprzone, wszystkie możliwe gary użyte, syf na podłodze, na blatach i lodówkę pustą. Nie mówiąc już o tym, że będzie to trwało (bo perfekcyjny jest i jak w przepisie będzie, że na jednej nodze trzeba stać, to stać będzie). 

Tak więc, kontroluję ilość sera, oleju, ziemniaków, jajek, wtykam nos patrząc, czy krojona cebula ma odpowiednią kostkę, krytykuję, że ja bym gaz zmniejszyła, soli mniej dodała, ogólnie mam władzę. Atmosfera już jest mocno gęsta, córki oberwały już cztery razy. Siadamy do jedzenie, a przy stole awantura wybucha co pięć minut. Kończymy śniadanie w momencie wystrzelenia ostatniego naboju. Dzień zepsuty, foch na tydzień, po prostu cudo.

Rozumiecie, o co mi chodzi? To ja wybieram szczęście lub drogę strachem podszytą, który w tym konkretnym przypadku przyjął wiele twarzy. Ja naprawdę żyłam w takim absurdzie, ale wcześniej nie wiedziałam, że można inaczej. Ta nowa wersja dużo bardziej mi się podoba. I nawet gdy zdarza mi się wrócić do cierpiętnej, to mniej więcej na schodach orientuje się co robię i mówię do siebie: znam Cię moje stare głęboko tkwiące kontrolne zachowanie, nie muszę już w nim uczestniczyć, wiem co to doświadczenie za sobą niesie, zatem wybieram wersję normalną, a jeżeli mam mało sera w lodówce, to zanim wrócę do łóżka, spokojnie poinformuję o tym męża :-)

Droga rozwoju duchowego, osobistego łatwa nie jest, ale wybrałbym ją jeszcze raz :)

Dzięki Wielkie za przeczytanie i zapraszam na długi weekend. 
To najlepszy krok, by zacząć lub kontynuować swój rozwój :) http://sznyterman.blogspot.com/2016/01/tydzien-z-natura.html

środa, 3 lutego 2016

Co komu pisane, to go nie minie...

Słyszeliście ten tekst? Pewnie nie raz. Prawda? I pewnie sami go stosowaliście wielokrotnie. 

 Co komu pisane, to go nie minie...

Hm..., a ja się chciałam zapytać, kto to coś napisał, gdzie to coś napisał, oraz gdzie to coś, jest napisane?

Człowiek nie ma wpływu na swój los, bo z góry jest przesądzony. Tak można przetłumaczyć ten tekst. 

No to zanim wypowiem się co o tym myślę, mam kolejne pytanie.

Mamy wolną wolę. Tak? Zostaliśmy obdarzeni wolną wolą, byśmy mogli podejmować samodzielne decyzje. Tak? To jak się to ma do tego, że co nam pisane, to nas nie minie???

Zastanawialiście się nad tym?

Ktoś kiedyś powiedział nam taki slogan, a my łyknęliśmy go jak pelikan i posłaliśmy dalej. Takie hasło słyszeliśmy najczęściej w sytuacji, kiedy coś nam się rozpierdzieliło. I nagle stał się cud, mogliśmy odetchnąć z ulgą, bo zostaliśmy rozgrzeszeni. Przecież tak musi być i już, pewnie ktoś to zapisał. I tak się tego zmienić nie da.

Żyjąc w ten sposób ograniczamy się sami i to bardzo.

Tymczasem jedynymi osobami piszącymi swoją historię jesteśmy my sami i nawet jeżeli wydaje nam się, że możemy na kogoś zrzucić odpowiedzialność, to tylko nam się wydaje. 

Jeżeli mamy wolną wolę, to dowolnie możemy kształtować swoje życie i każda decyzja, którą podejmiemy będzie ok, bo będzie nasza. 

Podobnie jest z winą i karą i grzechem. Jeżeli coś zepsujemy to zostaniemy ukarani i popełnimy grzech. 

No to ja się znowu pytam. Jeżeli mamy wolną wolę, to każdy nasz wybór jest akceptowalny. Więc gdzie tu jest znowu miejsce na te frazesy? Przecież jedno wyklucza drugie. 

Sami dokonajcie wyboru, która drogę wolicie:

PIERWSZA:
 
Dokonujemy jakiegoś wyboru, to się nazywa: być odpowiedzialnym za siebie i swoje życie i działamy w zgodzie z podjętą decyzją, a następnie ponosimy konsekwencje swojego czynu.

DRUGA:

Ktoś nam coś napisał i nas to nie minie, ponosimy karę lub nagrodę lub żyjemy w grzechu. 

No i co? Która droga Wam pasuje?
 

Skoro z chęcią korzystacie z nowych myśli technologicznych. Używacie smartfonów, a nie budek telefonicznych. Jeździcie bardziej komfortowymi i ekonomicznymi autami, a nie trupami spalającym 15 litrów. Pierzecie w nowej pralce, a nie w strumyku. 

To z jakiego powodu nie skorzystać w swoim życiu z nowych odkryć naukowych? Fizyka czy mechanika kwantowa odsłoniła wiele możliwości. 


Tkwić z uporem maniaka w starych schematach. To tak jakby zebrać wszystkie brudne ubrania (i kolorowe i białe) do kosza, zadzwonić z budki telefonicznej, że jedziesz zrobić pranie i będziesz później, wsiąść do dużego fiata i pojechać 15 kilometrów do najbliższego strumyka, a tam zaparkować z gracją, bez wspomagania kierownicy (przy dzisiejszym ruchu oczywiście).

To co było dobre kiedyś, dzisiaj nie jest już aktualne, i daleka jestem od tego, by komuś mówić w co ma wierzyć. Każdy ma wolną wolę i podąży swoją ścieżką, jednak z jakiego powodu ich nie połączyć?

Atoli nie turbujcie się więcej zacni ludkowie, jeno wybory swoje ważcie. 

Dzięki Wielkie za przeczytanie i rejestrujcie się na wyjazd http://sznyterman.blogspot.com/2016/01/tydzien-z-natura.html, albowiem miejsc ubywa, a tam nauki wszelakie pobierzecie, jak życie swoje milszym uczynić :)