środa, 27 stycznia 2016

Naprawdę, kurwa czasami nie jest łatwo, ale się da!

Gdy Martyna miała 4 lata, postanowiłam zapisać ją do przedszkola. jednak w uwagi na jej chorobę musiałam przy rozmowie uświadomić Panie z czym wiąże się przyjęcie jej do placówki. 

Po wysłuchaniu informacji o specjalnej diecie, o lekarstwach, o tym co mają robić w przypadku ataków duszności, zapaści i innych atrakcji, które moja córka serwowała z zaskoczenia, bo nigdy nie wiadomo było, co jeszcze będzie katalizatorem, odpowiedź była zawsze jedna „nie, my sobie z takim dzieckiem nie poradzimy”. 

Od wielu przedszkoli w Krakowie odbiłyśmy się i któregoś razu, gdy znowu nam powiedzieli nie, siedziałyśmy w aucie. Właśnie miałam włączać silnik, gdy Martyna zapytała mnie: „mamo, a jak ja będę zdrowa, to oni będą mnie chcieli?” Pytanie zadała tak poważnie, nie było w nim żalu, chciała po prostu wiedzieć. 

Ja natomiast w trakcie odpowiedzi nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Wściekłość i bezradność wychodziła każdą częścią mojego ciała. Zadzwoniłam do Marcina wydarłam się na niego, nie, nie wydarłam się, krzyczałam tak, że cała okolica mnie słyszała. Gdy rzuciłam słuchawką Martyna spokojnie powiedziała: „nic nie szkodzi mamo, wystarczy mi moje jedno przedszkole”. 

Miała na myśli domy kultury, z których korzystała wówczas (i tak zresztą zostało do dzisiaj). Martyna z uwagi na swoją chorobę od maleńkiego była bardzo odpowiedzialna. Po chorobie zostało już
niewiele, ale ona dzięki niej potrafi słuchać siebie i z najlepszej imprezy wyjdzie w środku, gdy poczuje, że ma dość.

Doświadczenie to rzutowało na wszystkich. 

Mnie dawało ono poczucie ważności, byłam bohaterką  w oczach innych, odważną kobietą stawiająca czoła takim przeciwnościom losu. Naprawdę rządziłam, trudno było znaleźć kogoś, kto by mnie przebił. 

A jak ktoś próbował i zaczynał z teksem: a tak u mnie jest to samo, mój syn/córka też ma alergię. To nawet nie kończył, albo kończył (w zależności od mojego nastroju), gdy ja, jak wilk obserwujący swoją ofiarę czaiłam się do skoku. 

Martyna oferowała cały wachlarz zdarzeń, była jak bomba wybuchowa, nie mieściła się w żadnych standardach. Reagowała gwałtownie nawet na stres! Zatem dowolna moja opowieść dosłownie zmiatała przeciwnika z nóg.

Bo czy ktoś widział swe dziecko w zapaści? Nieoddychające, sine? Lub musiał być gotowy, do wbicia pena z adrenaliną w późniejszej wersji, bo wcześniej było tak: odpakuj igłę, strzykawkę, uzupełnij adrenaliną w ampułce, wyciśnij kropelkę, wbij, by pobudzić akcję serca zanim karetka dojedzie? Lub uczyć swoje dziecko, by w razie ataku zrobiło to samo, gdyby mnie nie było w pobliżu? Lub patrzeć na prowokację Martyny, przy której zawsze była pełna obsada jak do operacji i widzieć strach w oczach lekarzy, gdy widzieli co się dzieje na maszynach podłączonych do niej i zrozumieć, że objawy, które ja widziałam bez tej aparatury gołym okiem były już daleko za daleko i uświadomić sobie, ile razy dziewczyna bliska śmierci? Lub gonić lekarkę z chęcią mordu za spowodowanie szoku anafilaktycznego? 

Swoją drogą to było nawet zabawne (jak dzisiaj  na to patrzę). 

Za każdym razem w szpitalu odbywała się ta sama scenka: lekarze wypytywali o wszystko, słysząc, notując ale kompletnie nie słuchając, więc i tym razem było tak samo, z tym tylko wyjątkiem, że owa ignorancja spowodowała szok anafilaktyczny u Martyny. 

Za każdym razem oczywiście przy dziecku czuwa rodzic (w różnych warunkach, ale o tym nie będę pisała), monitorując parametry, i jak zwykle jest pierwszą osobą, która zostaje zaskoczona i musi zareagować. 

W tym przypadku osuwające, tracące świadomość dziecko łapałam, reanimowałam, jednocześnie wzywając pomocy. Gdy zjawił się personel i zapanował jako tako nad sytuacją, moim oczom ukazała się lekarka, która nas przyjmowała. 

Wściekłość, stres i strach, który mi towarzyszył od urodzenia Martyny zaowocował chęcią popełnienia morderstwa, tu i teraz, a ofiara w pełni sobie na to zasłużyła - tak przynajmniej wówczas myślałam. Pazury urosły mi o 10 cm, na ciele  pojawiły się cętki wszelakie, włosy zjeżyły się, a zęby zstąpiły kły tygrysa.

Rzuciłam się z wściekłością w jej stronę, Marcinem który stanął mi na drodze, rzuciłam o ścianę jak piórkiem, a to 120 kilo żywej wagi (oj, oberwę dzisiaj za te cyferki), lekarka natomiast zorientowawszy się co się dzieje, po prostu uciekła.

Przyszła wieczorem i przeprosiła, ale kolejnej nocy, gdy z Martyną nadal było źle, około 23 podjęli decyzję, że nie poradzą sobie z ustabilizowaniem Martyny, i wywieźli nas karetką na sygnale do innego szpitala. Kolejnego dnia natomiast zadzwonili do naszego lekarza prowadzącego, by takich dzieci więcej im nie przysyłać.

Sami widzicie, trudno było mnie przebić. A to tylko mała próbka. Aż przyszedł moment, kiedy dalej tak żyć się nie dało. I zaczęłam szukać, a wiedziałam, że się da, bowiem nie pierwszy raz się podnosiłam. 

Dlatego trudno jest mnie dzisiaj zaskoczyć czymś, bo mam pełen wachlarz doświadczeń, z takim nazwiskiem zwłaszcza (ale to temat na inną historię) i wiem o czym, ktoś do mnie mówi, choć ja wówczas niekoniecznie powiem cokolwiek.

Czasami w związku z tym mogę wydawać się delikatnie mówiąc dziwna, jak mówi Marcin "jesteś przemądrzała i z Tobą nie da się rozmawiać", ale ja wiem jaką frustracje wzbudzają moje pytania i poglądy i wiem również, że dopóki mojego rozmówcę one poruszają to temat go dotyczy, i praca jego nad sobą idzie pełną parą, a wiem o tym z autopsji. Czasami słyszałam również, że jestem bez serca, a ja żal zastąpiłam zrozumieniem, a litość współczuciem. To jest ogromna różnica.


Z tego właśnie powodu zajmuję się dzisiaj uzdrawianiem, a dokładniej pokazuję jak samemu się uzdrowić. Bo tkwienie w żalu, nienawiści, strachu czy jakimkolwiek innym destrukcyjnym schemacie, niszczy właściciela i jego otoczenie. 

Kończąc, wiem, że nie ma jednego remedium, bowiem każdy musi znaleźć swoje, każda droga jest dobra, która Wam służy, a jeżeli podążacie ścieżką, która Wam nie służy, po prostu ją zmieńcie i szukajcie dalej.


Dzięki Wielkie za przeczytanie i zapraszam na długi weekend, cała oferta tutaj: http://sznyterman.blogspot.com/2016/01/tydzien-z-natura.html, może dla kogoś to będzie początek jego drogi :)


poniedziałek, 25 stycznia 2016

TYDZIEŃ Z NATURĄ

Moi drodzy zapraszam Was na długi weekend (30.04-07.05), na piękne i spokojne Podlasie. 

Przez tydzień będziecie gośćmi Kompleksu wypoczynkowego spa & wellness ETERNITE (eternite.pl), który obcuje z unikatową Naturą 2000.  

Zajęcia odbywają się na zewnątrz, na łonie natury, w środku lasu na piaszczystych plażach. Rzeka zmieniając swoje koryto zostawiła bajeczne piaskowe wyspy...

Wieczorem palimy ognisko. Wyobraźcie sobie zapach palonego drewna, płomienie strzelające w gwieździste niebo, ciepło otulające całe ciało.... czujecie to? Mmm pięknie...

Po ognisku zostajemy dalej w klimacie, bowiem idziemy spać do zbudowanego z bali hotelu. W pokoju pachnie żywicą, a gdy otworzymy okno, nieomal możemy dotknąć drzew rosnących dookoła.

Besiadujemy trzy razy dziennie, przy długaśnym wspólnym stole, kosztując regionalnych potraw, stworzonych przez osoby, które mają ogromną pasję do swojej pracy, a sami rozumiecie jak smakuje danie, okraszone specjalną przyprawą, miłością zwaną. Palce lizać mniam....

Po zajęciach, gdy czas i pogoda dopisuje, zwiedzamy okoliczne atrakcje takie jak winnice, zamki budowane własnoręcznie, święte góry, malownicze miasteczka, gdzie czas stanął. Spływamy kajakami lub tak jak w zeszłym roku, (gdy rzeka bardzo wyschła) pchamy je, lub przekraczamy Bug pieszo, jeździmy na konikach, rowerach i wiele, wiele innych.

Zatem Zapraszam Wszystkich tych, którzy chcą zacząć swoją przygodę z medytację, rozwojem duchowym, rozwojem osobistym, poznać swoje niesamowite możliwości samouzdrawiania, chcących realizować własne pragnienia, osoby szukające siebie i osoby chcące się odnaleźć, osoby zdrowe i osoby, które doświadczają choroby, osoby które zapomniały o sobie tak bardzo poświęcając się innym i osoby, które chcą odnaleźć stracone nadzieje, wiarę, serce, osoby zapracowane, które mają dość, i osoby które po prostu chcą wypocząć, pary, które chcą wzmocnić swój związek oraz pary, które przechodzą trudne chwile, słowem zapraszam wszystkich, absolutnie wszystkich, którzy chcą jak Feniks odrodzić się i wieść szczęśliwe, zdrowe i bogate życie.

Na zakończenie zwrócę Waszą uwagę na wyjątkowość tego kursu, bowiem prowadzić go będziemy razem z Dariuszem Emanowiczem dariuszemanowicz.pl, a moi drodzy, takich dwóch, jak nas trzech, to nie ma ani jednego :)










Czekam na Was, Dorota
Poniżej pełna oferta


TYDZIEŃ Z NATURĄ – ODKRYJ BOGACTWO SWOICH MOŻLIWOŚCI ORAZ WYCISZAJĄCĄ MOC NATURY

  • Serdecznie zapraszamy na 7-dniowy pobyt w bajecznej, z dala od cywilizacji, krainie nad Bugiem
  • Rezerwat Przyrody Natura 2000, gdzie odnajdziesz równowagę i spokój, których tak brakuje przy codziennym zgiełku i pośpiechu
  • Wsłuchaj się w mądrość swojego ciała
  • Pozbądź się negatywnych wzorców i schematów myślowych
  • Naucz się radzić sobie ze stresem, lękiem, wypaleniem zawodowym, chorobami i innymi trudnościami dnia codziennego
  • Zrelaksuj i odpręż się w plenerze w ciszy i skupieniu
  • Poznaj uzdrawiającą siłę natury
  • Odkryj i poczuj moc żywiołów
  • Doświadcz poczucia harmonii ciała, umysłu i duszy
  • Odkryj w sobie siłę, zrozumienie, obserwatora i twórcę własnej rzeczywistości

W PAKIECIE.
  • 7-dniowy pobyt w hotelu „Eternite” w środku lasu nad samym Bugiem
  • pełne wyżywienie (śniadanie, obiad, kolacja)
  • tydzień bez telewizji (całkowite odcięcie się od problemów)
  • warsztaty tematyczne (nuda nas nie dotyczy)
  • omówienie 4 zasad mających wpływ na nasze życie /słowa klucze/ czym jest samouzdrawianie

KAŻDY DZIEŃ NIESIE COŚ NOWEGO
  1. Techniki medytacyjno-relaksacyjne / nauka wizualizacji
  2. Woda – źródło życia
  3. Zdrowy kręgosłup
  4. Czym jest ciało
  5. Ćwiczenia oddechowe
  6. Nauka obserwacji siebie
  7. Codziennie medytacja w plenerze
  8. Co robić aby osiągnąć spokój i równowagę ciała
  9. Sauna, basen(ustalone godziny), grota solna (cały dzień)
  10. Piesze wycieczki do lasu (las ma parę tajemnic, poznamy je)
  11. Kręgielnia 1 godz / dziennie
  12. Bilard 1 godz / dziennie
  13. Spływ kajakowy (w miarę możliwości pogodowych, czasowych oraz organizacyjnych)
  14. Katamaran (w miarę możliwości pogodowych, czasowych oraz organizacyjnych)
  15. Wyjątkowe doznania przy ognisku (w miarę możliwości pogodowych codziennie)
  16. Jazda na kucykach dla dzieci
  17. Dla starszych mamy konie pod siodło
  18. Wiele innych ciekawych atrakcji, które przyniosą sporą dawkę pozytywnej i wzmacniającej energii

DODATKOWO PROPONUJEMY
  • Dzieci do lat trzech – gratis
  • Dzieci 3 – 12 lat– 400zł. za cały pobyt
  • Możliwość wynajęcia opiekunki – 10 zł/ h. Zabawy, animacje i zajęcia w plenerze (jedna opiekunka pięcioro dzieci, niemowlęta jedna opiekunka dla jednego niemowlaka)
  • Zainspirujemy Cię do działania i dodamy odwagi do wykonania pierwszego kroku w kierunku poznania siebie i swoich możliwości
  • Stwarzamy wyjątkową okazję do zrelaksowania się, znalezienia ukojenia w ciszy, odzyskania sił witalnych i radości życia

TERMIN

30.04.2016 – 07.05.2016.

CENA - 1,399,zł.

PRZEDPŁATA NA KONTO DO 15.04. 2016, 500 zł. od osoby, z dopiskiem "ZALICZKA"

Dorota Sznyterman - Łabęcka 
ING Bank Śląski S.A
14 1050 1445 1000 0023 1553 7718

Reszta wpłacana jest na miejscu po przyjeździe gotówką. Warunkiem rezerwacji miejsca jest wpłata 500 zł (forma zaliczki) za każdą osobę dorosłą.
Dojazd i powrót we własnym zakresie. Po uzgodnieniu odbieramy ze stacji Siemiatycze lub Sarnaki.

Rejestracja trwa do 15.04.2016
Ilość miejsc ograniczona.

WSZELKICH DODATKOWYCH INFORMACJI UDZIELAJĄ

Dorota Sznyteman - Łabęcka
dorota@sznyterman.pl
tel. 666 019 377

DARIUSZ EMANOWICZ
kontakt@dariuszemanowicz.pl
tel. 510323028

Wystarczy w wiadomości do mnie napisać ile osób i jaki przygotować pokój.
W wiadomości zwrotnej prześlę wszystkie potrzebne informacje.



środa, 20 stycznia 2016

"Bo kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, pozbawią go tego co ma"

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie Rhonda Byrne, wiecie ta Pani od "Sekretu". W swojej książce "Magia" opisuje wdzięczność. Ja o wdzięczności pisałam już parę razy, ale to nic, napiszę jeszcze raz i rozpatrzę temat z kolejnej strony. A co mi tam :)

"Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma" Łk 8,18.

Gdy poszukacie tłumaczeń tego tekstu, znajdziecie tyle interpretacji, ilu ludzi zapytacie. 

Standardowo ów fragment postrzegany jest jako coś mega niesprawiedliwego i łączony z pieniędzmi. No bo jak to tak? Jak masz dużo kasy to jeszcze więcej, mieć będziesz, a jak nie masz nic, to w ogóle bidny zostaniesz? No to jest nie fair po prostu!

Ale poczekajcie, a co by było, gdyby uzupełnić cytat, dodajmy na przykład:

Kto ma zdrowie, temu będzie dodane, a kto nie ma zdrowia, temu zabiorą i to, co wydaje mu się ,że ma.

Dalej kicha i jawna niesprawiedliwość powiecie.

Ale dodajmy coś jeszcze:

Kto ma (wdzięczność) za zdrowie temu dodane będzie, a kto nie ma (wdzięczności) za zdrowie, temu zabiorą i to, co wydaje mu się, że ma.

Aaa i co teraz powiecie? Nabiera to sensu?


Kto ma (wdzięczność) za pieniądze, temu dodane będzie, a kto nie ma (wdzięczności) za pieniądze, temu zabiorą i to, co wydaje mu się, że ma.

Kto ma (radość) za pracę, temu dodane będzie, a kto nie ma (radości) za pracę, temu zabiorą i to, co wydaje mu się, że ma.

Kto ma w sobie (miłość/dobroć/zrozumienie/szczerość) temu dodane będzie, a kto nie ma w sobie (miłości/dobroci/zrozumienia/szczerości) temu zabiorą i to, co wydaje mu się, że ma.

Kto ma w sobie (żal/złość/rozpacz/zazdrość/strach) temu dodane będzie, a kto nie ma w sobie (żalu/złości/rozpaczy/zazdrości/strachu), temu zabiorą i to co, wydaje mu się, że ma.

Okazuje się, że to bardzo uniwersalny i logiczny fragment. Gdy podejdziemy do niego jak do prawa przyciągania, to co posiejesz - zebrać będziesz musiał.

Czym epatujesz, tego w życiu swoim doświadczać będziesz. Więc jeżeli czegoś nie chcesz, skup się na tym czego chcesz, jednocześnie będąc wdzięczny za to co masz, nawet jeżeli jest tego niewiele, znajdź coś czego możesz się chwycić (bo w każdej sytuacji coś takiego jest) i bądź wdzięczny.

Budda powiedział:
Bądźmy wdzięczni za ten dzień, nauczyliśmy się bowiem wiele, jeśli nie nauczyliśmy się wiele, to przynajmniej nauczyliśmy się trochę, jeśli nie nauczyliśmy się trochę, to przynajmniej nie zachorowaliśmy, jeśli zachorowaliśmy, to przynajmniej nie umarliśmy. Bądźmy więc wdzięczni.

Wiem czasami nie jest łatwo, ale wybór zawsze zależy od nas i nie ma sytuacji bez wyjścia. 

Ważnym jest jeszcze to, by te wszystkie kwestie, postrzegać w stosunku do siebie, a nie do innych. 

Czyli jeżeli na zewnątrz jesteś uśmiechnięty, a żal Cię trawi od środka, to dodany żal Ci będzie, a nie fałszywa radość - "uważajcie więc, jak słuchacie...temu zabiorą i to, co wydaje mu się, że ma"

Rozumiecie? Jesteście najważniejszymi osobami w swoim życiu, i tylko to ma znaczenie co ze sobą robicie, co do siebie mówicie, o czym myślicie, a nie to, co gracie na zewnątrz.

Jeżeli więc coś nie podoba CI się w Twoim życiu, musisz się zastanowić, czym wypełnione masz serce.  

That's all.

Dzięki Wielkie za przeczytanie





środa, 13 stycznia 2016

Medytacja

Medytacją możemy nazwać skupienie uwagi na wykonywanej czynności, do tego stopnia iż jesteś, a jednak Cie nie ma. 

I wiele razy każdemu, nie zależnie od tego czy jest osobą praktykującą czy nie, taka sytuacja się zdarzyła. Gdy się modliliście (nie jest ważne wyznanie), lub gdy wykonywaliście jakąś czynność z wielką pasją. Zaobserwować wówczas można było zero absolutne myśli - 273 stopnie C. Fizycznie nigdzie nie poszliście, a jednak Was nie było. Mieliście tak? To witam w świecie medytacji.

Jednak medytujące osoby bardzo często kojarzą się z mnichami buddyjskimi,  

Ludzie którzy ćwiczą myślą, że trzeba być poważnym w tym co się robi, natomiast ludzie którzy nie ćwiczą uważają medytujących za odjechanych. Ludzie którzy ćwiczą czasami myślą, że wzorem jest człowiek żyjący w ascezie na odludziu, zamknięty i skupiony na sobie, tymczasem Ci którzy obserwują taką osobę myślą, że to święty lub wariat.


Natomiast ani życie na odludziu nie ma sensu, ani branie ćwiczeń zbyt poważnie nie ma sensu, ani kreowanie się na świętego i cierpienie nie ma sensu, ogólnie mówiąc - życie pozbawione wszelkich uczuć również nie ma sensu. Można oczywiście, ale dla mnie, sensu w tym brak. To tak, jak by prać nadal we "Frani".
Po co, ma ktoś jakiś pomysł? 


Żyjemy na ziemi w takiej, a nie innej formie, posiadamy ciała, mamy możliwość posiadania wszelkich dóbr, eksplorowania życia za pomącą wszystkich zmysłów, epatowania każdym z uczuć w jakie jesteśmy wyposażeni i medytacja ma nam w tym pomóc, a nie pozbawić nas czegokolwiek. 

Narzędzia, które mamy dzisiaj, dają nam szansę na lepsze życie tu i teraz, ale to nie znaczy, że za pomocą czarodziejskiej różdżki stanie się coś. Te narzędzia to konkretne ćwiczenia, które trzeba konsekwentnie wykonywać. 

Analogicznie jest w sztukach walki czy w sporcie ogólnie. Narzędziem jest kilka podstawowych ruchów, których kombinacja daje całą gamę możliwości. Ćwiczący latami powielają te same podstawowe ruchy, analizują ich szybkość, trenują dokładność, dochodząc do perfekcji, zdobywają kolejne pasy, ta lekcja nie ma końca.

Tak samo jest w medytacji, ćwiczysz tak długo, aż dręcząca Cię życiowa kwestia zostanie zrozumiana, rozwiązana i doprowadzona do perfekcji. I tak, czasami może to również zająć lata, wszystko zależy od ćwiczącego.

Podsumowując zgłębiajmy siebie, korzystajmy z możliwości jakie dają nam dzisiejsze odkrycia, choćby takie jak fizyka kwantowa. Bawmy się życiem, a pranie pierzmy w nowiuśkich pralkach, które oferują nam nieograniczony wybór programów.

Dzięki Wielkie za przeczytanie


środa, 6 stycznia 2016

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

 Gdziekolwiek byśmy nie wyjechali, czegokolwiek byśmy nie podziwiali, zawsze cieszymy się na powrót do domu. 

Tak się akurat ostatnio w kalendarzu poukładało, że wiele osób mogło sobie na dłuższy urlop pozwolić. I po powrocie rozmawiałam z wieloma takimi szczęśliwcami. Wszyscy zgodnie przyznali, że choć tam gdzie przebywali było cudnie, to cieszą się, że wrócili do domu. Natomiast Ci bardziej uważni mówili jeszcze o czymś... Mówili o tym, że wiele się nauczyli i wiele doświadczyli na owych wojażach. 

A to poznali nowe osoby, a to zobaczyli coś, czego do tej pory nie widzieli, a to stanęli w szranki z własnymi obawami, a to zrozumieli, że ich sytuacja nie jest tak straszna, jak do tej pory myśleli, a to przełamali się i spróbowali nowego smaku, a to pogodzili się z kimś/sobą, a to odkryli w sobie na nowo jakieś talenty, a to zdobyli nowe pomysły, a to przekonali się do czegoś lub kogoś, tysiące, tysiące odkryć.

Co więcej, gdyby siedem miliardów osób na świecie w tym samym czasie było na urlopie, i tak każdy doświadczyłby czegoś innego, nawet jeżeli przebywaliby obok siebie na jednej uroczej wyspie.

Wyprawa gdzieś daje pewną perspektywę, łatwiej nam spojrzeć na nas samych, gdy mamy dystans do bieżących spraw. 

Wówczas okazuje się, że podoba nam się nasze życie takie jakie jest, z wszelkimi trudnościami, które w nim występują, z wszelkimi wyzwaniami, które przed nami stawia.

A wynika to z tego, że sytuacja idealna nie rozwija. Raj, o którym tak wszyscy marzą, nie rozwija, nawet Budda z niego zwiał. Podane wszystko na tacy, jest przyjemne, ale nie rozwija. Nie ma spełnienia, brak satysfakcji. 

I gdy już zdamy sobie z tego sprawę, nagle zaczynamy być wdzięczni za to co mamy, jak żyjemy. Okazuje się, że możemy wnieść zmiany do swojego życia, które zauważyliśmy przebywając w Raju, możemy wzbogacić siebie nowymi spostrzeżeniami lub doświadczeniami. 

Podsumowując, uciec się nie da, bo przed sobą - nie ma po prostu dokąd. Nasze życie to wielka przygoda i wszystko jest jego częścią. Zatem korzystajmy z każdego dnia, uczmy się, wyciągajmy wnioski, bądźmy wdzięczni za wszystko czego doświadczamy, sami w końcu tą podróż tworzymy, czyż nie?

Na koniec, polecam serdecznie film "Interstellar"

Dzięki Wielkie za przeczytanie