środa, 11 stycznia 2017

"Wybierz swoją drogę. Ale najpierw spróbuj wszystkiego"

"Wybierz swoją drogę. Ale najpierw spróbuj wszystkiego". Taka w Krakowie jest kampania reklamowa. Wczoraj jadąc ulicami miasta, właśnie owo hasło na bilbordzie zwróciło moja uwagę. 

Przypomniało mi się, jak z moimi małymi córkami, jeździłam na wszelakie zajęcia dodatkowe, właśnie po to, by spróbowały wszystkiego. Kiedy wspominam ten czas..., to było jakieś szaleństwo i jak myśmy to przetrwały to serio, do dzisiaj nie wiem. 

Bo widzicie zaraz po przedszkolu, a potem po szkole dziewczyny wsiadały w auto, pod domem nawet z niego nie wysiadały, tylko ja leciałam po zupę, którą nalewałam do kubków, którą one w trakcie podróży na zajęcia konsumowały. Ja podczas ich zajęć robiłam szybkie sprawunki, wracałam po nie, następnie biegiem do domu, bo jeszcze lekcje, (a i tak większość odrabiały zawsze na świetlicy) i potem spać, bo od rana taki sam fajny maraton nas czekał. 

Sami widzicie dom wariatów. 

Ale dziewczyny, chodziły chyba na wszystkie możliwe zajęcia, od jazdy konnej po perkusję. Najlepsze było to, że mają talent (po mamusi oczywiście) i ze wszystkiego były dobre, więc każdy instruktor chciał, by ćwiczyły w domu i szlifowały swoje umiejętności. 

Lecz moje stanowisko choć wywoływało oburzenie, było niezmienne, po pierwsze: mają chodzić póki chcą, po drugie: ćwiczyć nie będą, bowiem nie mają na to czasu, po trzecie: mają wybrać swoją drogę,  a w tym celu muszą spróbować tak wiele, jak tylko mogą, po czwarte: dopiero kiedy się określą, to same zaczną pracować.

I tak minęło kilka lat, aż powiedziały dość, ani jednego zajęcia więcej. Przez dwa lata, nie chodziły nigdzie, potrzebowały odpoczynku, ja zresztą również. 

Aż kiedyś przyniosłam nuty do domu, i Martyna podeszła do mnie pytając co to jest. Gdy jej odpowiedziałam, powiedziała: chcesz? to ci to przegram, i... siadła do pianina, ot tak, niebawem doszła Jagoda, którą dźwięki ściągnęły na dół. 

Obserwowałam to wszystko jak wryta. Pianino tak długo stało nie ruszane, że myślałam, że nic nie pamiętają, ponadto jak wcześniej wspomniałam nie miały nigdy przymusu ćwiczeń, a one siadły i po prostu zagrały i to nie jednym palcem dukając, tylko płynnie na dwie ręce.

Pomyślałam sobie okej, mają to, to wszystko miało sens. 

Jakiś czas później Martyna przyszła i powiedziała: mamo zapisz mnie na pianino, ale tylko do Pani Tereski, potem doszedł taniec brzucha, karate ćwiczone chyba ze cztery lata, aż któregoś dnia Martyna
przyszła i powiedziała: koniec z karate, pytam: z jakiego powodu? A ona na to: przestało sprawiać mi radość. Okej mówię to jest dobry argument, potem doszła akrobatyka, ogólnie kierunek sport.



Jagoda dołączyła do naszej rozmowy z Martyną i stwierdziła, że ona wróci do lekcji gitary, dodatkowo, plastyka, glina, filcowanie - kierunek rękodzieło. Idzie jej tak super, że zawsze kiedy nosze jej wyroby, pytają mnie, gdzie je kupiłam? Wczoraj na konsultacjach w liceum plastycznym, Pani również zapytała Jagodę, czy swoje prace sprzedaje. No cóż może kiedyś zacznie, dzisiaj najwidoczniej jeszcze nie czuje takiej potrzeby.

Obie miały możliwość doświadczenia tak, wielu dróg jak tylko, mogły, a to dopiero początek. Nie mam pojęcia co będzie dalej, ale wiem, że dobrze jest mieć wybór, wiem że cudownie jest móc robić coś, co jest pasją, coś co sprawia radość, coś co powoduje, że z chęcią wstajesz z łóżka i wychodzisz z uśmiechem na - 20 stopniowy mróz.

Życzę Wam z całego serca byście to coś, w sobie odnaleźli, bo każdy z Was, coś takiego w sobie ma :-)

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz