środa, 22 lipca 2015

Wakacje cz. II


Czwartek 16 lipca - moje urodziny!!! LUDZIE 42% zniżki z okazji urodzin!!! Czujecie? Ja uwielbiam swój wiek, i w życiu nie wymyśliłabym takiego prezentu. Mega bonus w Haiku Sushi - masz tyle procent zniżki, ile kończysz lat. I to nie tylko dla mnie, ale i dla Marcina, bowiem promocja dotyczyła dwóch zestawów. W sumie to zrozumiałe - przecież nie jesz człowieku sam w swoje urodziny (chyba, że ktoś lubi ), słuchajcie, no ktoś pomyślał, do tego ciastka z wróżbą od firmy. Bajka po prostu. W ogóle jest taka strona: promocje na urodziny, czy coś w tym stylu. Zobaczycie tam propozycje na terenie całej Polski dla solenizantów. Naprawdę: Super, extra, czad!

Dzisiaj jesteśmy na Babiej Górze - podejście nr II, więc relacja z wyprawy za tydzień, a tymczasem nadal trwają wakacje bez dzieci, zatem trochę o emocjach związanych z macierzyństwem.
Nie wiem czy mieliście okazję "sprzedania" dzieci na jakiś czas komuś kiedyś i spędzenie tego okresu wspólnie ze swoim partnerem czy partnerką. Ja doświadczam takiego wydarzenia trzeci raz, bowiem trzeci raz pojechały dziewczyny na kolonie. 

Pamiętam pierwszy raz.
Podjęłam decyzję o tym, że córki pojadą na kolonie, co dla mnie również było trudne, bo rozumiecie te wszystkie rozterki i niewiadome. 

Przyszłam do nich i kiedy obwieściłam im nowinę, że dodatkowym prezentem urodzinowym dla nich będzie wyjazd na kolonie, wybuchła histeria. Dlaczego, po co, im tu dobrze, co one takiego zrobiły, że je tak karam, za jakie grzechy, że nie chcą i w ogóle kategorycznie nie. Ponad miesiąc nie, nawet bliżej dwóch miesięcy było do wyjazdu, a one tyle czasu próbowały ze wszystkich stron, używając różnych narzędzi odwieść mnie od tej decyzji. A ja tyle czasu tłumaczyłam powtarzając, że wszystko ma swój czas i kolonie również tylko w pewnym momencie życia się odbywają, że nie będą mogły nadrobić tego w innym wieku, że pozbawiają się wielu cudownych chwil, że to pierwsze miłości są, że zielone noce, że wiele fantastycznych wydarzeń.

I tak blisko dwa miesiące, one swoje, ja swoje. Im bliżej wyjazdu tym starania były intensywniejsze. W dniu wyjazdu im bliżej byliśmy Warszawy (stamtąd był start autokaru) tym było gorzej. Do autokaru wsadziłam je ryczące, sama robiąc z siebie pajaca. Robiłam kretyńskie miny, wydurniałam się niby schodząc po schodkach w dół i takie inne głupoty. Byle je jakoś rozweselić, choć samej chciało mi się ryczeć. Gdy autokar w końcu ruszył mogłam się wreszcie wypłakać.

Martyna zadzwoniła po przyjeździe na miejsce, że jest super i następny telefon wykonała po ponad tygodniu, natomiast Jagoda wybrała mi jaja. Przez cały pierwszy tydzień codziennie dzwoniła do mnie z płaczem, bym ją zabrała. A ja przez tydzień tłumaczyłam jej, że dobrze by było, by poradziła sobie z tą sytuacja, jak najszybciej, bowiem jeżeli tego nie zrobi teraz, to i tak przyjdzie jej się w życiu skonfrontować ze sobą znów. Po tygodniu się przełamała. Rok później pojechała nawet sama, (bo Martyny wiek nie puszczał) na dodatkową kolonie na Węgry.
Natomiast dzisiaj jest tak, że nie mogą doczekać się wakacji i z wielu rzeczy są w stanie zrezygnować, oprócz wyjazdu na kolonię.  

Mija właśnie półmetek kolonii i bilans jest taki: Jagoda po przyjeździe (czyli tydzień temu) wysłała focha smsem: mówiłam Ci, że nie zjem kanapek, a Martyna zadzwoniła po przyjeździe (czyli również tydzień temu) z informacją: mamo dojechaliśmy pa, a jak droga pytam, ok, mamo pa, a czy zja...... nie dokończyłam, bo usłyszałam rozdzierające mi uszy: MAMOOOO PA!!!

Powiem Wam, że trudny był ten pierwszy raz, ale dzisiaj ja również nie mogę doczekać się wakacji, i z wielu rzeczy jestem w stanie zrezygnować, ale nie z kolonii córek. Gdy wyjeżdżają to jest niesamowite uczucie. Z tyłu głowy nagle robi się przestrzeń. Cały wszechświat zwalnia. A Ty, sięgasz po siebie. Cudownie....

Bycie rodzicem to cudowna sprawa, pełna różnych doświadczeń. Tak jak bycie w związku, który jednak w ferworze codziennych zajęć zostaje gdzieś z tyłu. I ten czas, kiedy macie się tylko dla siebie, odbudowuje, wzmacnia, przypomina, daje siły na kolejne dni. A w konsekwencji wprowadza równowagę w codzienności, bo jeżeli potrafisz wyciągać wnioski, to najlepsza jest normalność. Przestajesz zatracać się w skrajnościach, w poświęceniu dla innych lub przestajesz spychać kogokolwiek na drugi plan. Traktując na równi wszystkich, a na pierwszym miejscu stawiając znów siebie i swoje potrzeby, bo tylko wtedy zaspokoisz innych, kiedy sam jesteś zaspokojony, tylko wtedy nakarmisz innych, kiedy sam będziesz najedzony, tylko wtedy uszczęśliwisz innych, kiedy sam będziesz szczęśliwy, tylko wtedy uzdrowisz innych, gdy sam będziesz zdrów i tylko wtedy wzbogacisz innych, kiedy sam będziesz bogaty. Czyż nie?

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Dzięki Wszystkim za kurs. Było SUUPER!!!
Następne spotkanie to 26 - 27 wrzesień. Miejsca rezerwujcie za pomocą zaliczki 100 złotowej.
Kto pierwszy ten lepszy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz