środa, 15 lipca 2015

Hura!!!! Wyjechały na kolonie, Wakacje czas zacząć cz. I !!!!! Wyprawa do Mordoru

HURA!!!! Wyjechały córki nasze na kolonie w niedzielę. Hura!!! Po którymś z kolei moim radosnym wybuchu Marcin pyta: czy my powinniśmy się tak cieszyć, że dziewczyny wyjeżdżają, czy one nie powinny czasem myśleć że rodzicom jest smutno jak dzieci gdzieś jadą? No nie - mówię - no co Ty, przecież po pierwsze każda strona jest zadowolona, bo przyznasz, że cieszyły się bardzo na wyjazd, po drugie my również cieszymy się na ich wyjazd, więc po trzecie jest jak w dobrym businessie - każda strona jest wygrana. 

Wolność zaczęła się trochę z opóźnieniem. Dziewczyny wystartowały z domu o 7 rano w niedzielę, a ja od soboty wieczorem przebywałam u koleżanki pilnując dwóch panienek, obiecałam jej bowiem parę miesięcy wcześniej, że będę niańką jej córek na ślubie jej siostry. Więc kiedy o siódmej rano dziewczyny moje startowały na kolonie, ja o tej samej siódmej startowałam ze śniadaniem trochę młodszych dziewczyn bo 3 i 4 letnich. Z pilnowania dzieci zrobiła się super impreza, bowiem koło 10 rano zaczęli zjeżdżać się goście weselni na poprawiny. Była muzyka, były tańce, były śpiewy było jedzenie, był alkohol. Koniec końców pierwszy dzień wakacji zakończył się rewelacyjnie i totalnie spontanicznie przynajmniej dla nas, gdyż ani Marcin ani ja nie wiedzieliśmy o poprawinach, a co dopiero, że zostaniemy na nie zaproszeni.

W tym wszystkim dodatkowym bonusem jest to, że Marcin wziął urlop na czas trwania koloni dziewczyn, więc możemy korzystać na maxa z wolności.
I tak w poniedziałek stwierdziliśmy, że jedziemy na Babią Górę. Sprawdziliśmy pogodę, okazało się, że może padać, ale na meteogramach widać również było, iż jest też szansa na przejaśnienia. Zapakowaliśmy więc ubrania na zmianę, ubrania przeciwdeszczowe, przeciwwiatrowe, kanapki, wodę i w drogę. Gdy dojechaliśmy na parking w Zawoi, trochę mżyło.
Ale nie stresując się wcale, ubraliśmy się przeciwmżawkowo i poszliśmy przyjemnym niebieskim szlakiem do schroniska. W schronisku wypiliśmy pyszne grzane piwko z soczkiem, cynamonem i goździkami, zjedliśmy pyszny żur oraz pyszne kanapki, własnoręcznie przez mego męża przygotowane na tą okazję. Po posiłku ruszyliśmy zdobyć szczyt. I z każdym krokiem moi drodzy, surrealistyczne okoliczności przyrody, które do tej pory przyszło nam podziwiać, coraz bardziej się krystalizowały. Po trzydziestu minutach byliśmy już pewni, że droga, którą podążamy to droga do Mordoru.


Świadczyć o tym mogły takie poszlaki jak coraz większy deszcz,
przedzieranie się przez coraz większe chmury, wiatr tak silny, że czuliśmy jak nas pchał oraz absolutny brak innych szaleńców na trasie.

Gdy dotarliśmy na szczyt, pogoda spokojnie mogła odgrywać 13 stycznia, choć w rzeczywistości był 13 lipiec. 

Wycieczka była super, tak abstrakcyjnych odczuć nie da się kupić za żadne pieniądze. Będąc na szczycie przypomniała mi się scena z filmu "Forrest Gump" kiedy to porucznik Dan siedzi na orlim gnieździe, wokoło szaleje sztorm, a on drze się, wyzywając Boga na pojedynek. I jak myślicie, co ja zrobiłam? Hm...

Oczywiście już się szykujemy by kolejny raz wyjść na Babią, tylko tym razem wyprawa odbędzie w pełnym słońcu i z pięknymi widokami. Relacja niebawem, a teraz idę kosić trawę.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Kochani, dzwoni ostatni dzwonek by dołączyć do kursu, który odbywać się będzie w ten weekend 18, 19 lipiec od 10 do 15 (oba dni). Koszt 310 zł za osobę za dwa dni. Prowadzenie Dariusz Emanowicz. Dzwońcie!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz