środa, 8 kwietnia 2015

Potęga wyobraźni


Wyobraźcie sobie cytrynę. Jaka jest żółta, jaka jest jej skórka. Powąchajcie ja, poczujcie jej zapach. Teraz wyobraźcie sobie, że przekrawacie ją na pół. Powąchajcie przekrojone soczyste połówki. Weźcie teraz jedną z nich do ręki i lekko ją naciśnijcie, niech soki z cytryny wypłyną. A teraz wyobraźcie sobie, że wgryzacie się w nią.

I co? Macie usta pełne śliny? Czujecie cytrynowy smak? Tak właśnie reaguje nasze ciało. Wy tylko wyobraziliście sobie cytrynę, natomiast wasz mózg realnie dostał informacje: "będzie się wgryzał w cytrynę", a Wasze gruczoły zareagowały na to i stwierdziły: trzeba przepłukać usta i wyprodukowały ślinę. Nieźle co? 

To było tylko wyobrażenie. Tylko? Czy na pewno? Rozpatrzmy to zagadnienie szerzej.

W tym konkretnym doświadczeniu nic się nie stało, nie spowodowało ono żadnych konsekwencji. Jednak wywołanie choroby samemu za każdym razem gdy zaistnieje psychologiczna przyczyna? To już co innego.

Pamiętacie jak będąc dziećmi siedzieliśmy na ławce pod blokiem lub w jakimkolwiek innym miejscu i bawiliśmy się w opowiadanie strasznych historii? Pamiętacie jak historia odżywała na nowo kiedy trzeba było wieczorem wrócić do domu i przejść kolo piwnicy lub wsiąść do windy lub wejść do namiotu? Pamiętacie mokry pot na plecach i ucisk w gardle, pamiętacie przyspieszone tętno i oddech?
A przy jedzeniu pamiętacie jak obrzydzaliśmy sobie pokarmy? Pamiętacie jak nasza wyobraźnia biła rekordy absurdu tylko po to by przeciwnik wymiękł? Było nieźle jak rywal stracił apetyt, ale szczytem spełnienia było, gdy rzucił pawia. 

Teraz jesteśmy duzi i co? "Rzygać mi się chcę jak pomyślę o robocie", albo "krew mnie zalewa jak patrzę na pogodę", albo "łeb mi pęka jak pomyślę o ....."

Oczywiście, reakcja ciała jest mocniejsza, gdy nadamy wypowiedziom/życzeniom walor emocjonalny. Nie ma to jak nerwowe skurcze żołądka w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek i piątek, chyba że ktoś w weekend pracuje to jeszcze w sobotę i niedzielę. Nie ma to jak obudzić się rano popatrzeć w okno i klnąc pod nosem uprzykrzyć sobie i innym dzień. I oczywiście nie ma to jak serdeczny ból głowy. No coś pięknego po prostu.



Zauważcie, że nie wspominam tu o żadnym prawie wszechświata, ani o żadnej energii, podaje wam jedynie przykłady na to jak reaguje Nasz mózg i Nasze ciało na Waszą/Naszą wyobraźnię.

Sprawa znacznie komplikuje się gdy mamy potomstwo, bowiem większość z nas zamyka się w zaklętym kręgu zawężonych poglądów na temat tego, kim jesteśmy, oraz tego, co jesteśmy, a czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Przekazujemy następnie owe przekonania naszym dzieciom, które nie wiedzieć dlaczego powtarzają bez zastanowienia owe komunały, a następnie stawiają znak zapytania tak samo i w tym samym miejscu co ich rodzice.

Taki prywatny dom wariatów, ale fajny, bo przecież wszystko w rodzinie zostaje.

Na przykład: często sprawdzam znaczenie różnych powiedzeń i ich pochodzenie i ostatnio usłyszałam jak ktoś w telewizji mówił, że: "miał minę kota srającego na puszczy czy pustyni". Oczywiście słyszałam to powiedzenie nie raz, lecz dopiero w tym momencie dotarło ono do mnie i zapytałam głośno: CO?! Zaczęłam grzebać w internecie, ba wszyscy domownicy zaczęli szukać, rzucając się do urządzeń zaopatrzonych w internet i okazało się, że nie ma czegoś takie w ogóle. Są koty w worku, są koty chodzące własnymi drogami, są koty co jak kot płaczą, są koty spadające na cztery łapy, a kota srającego na puszczy czy na pustyni nie ma. Wszyscy powtarzają coś, co nie istnieje.

Jest wiele narzędzi, które pozwalają nam wyrwać się z pokoleniowych schematów i coraz lepiej funkcjonować. Jednym z tych narzędzi jest logika. Pikuś jeżeli tym schematem jest powiedzenie na temat kota srającego gdzieś tam, gorzej gdy będzie to powiedzenie, o tym, że na przykład: seks to samo zło lub wszyscy bogaci to złodzieje lub chłopaki nie płaczą lub kobiety to inny gatunek lub niezliczone ilości innych lubów.

Dlatego Zapraszam Was na inny kurs rozwoju oobistego, na którym między innymi takie właśnie zagadnienia będziemy poruszali. Odbędzie się on 16 i 17 maja u mnie we Wrząsowicach na ulicy Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa).
Koszt to tylko 310/osobę.
Od 10 do 15 w sobotę i od 10 do 15 w niedzielę będziemy między innymi uczyli się samokontroli umysłu. Pomiędzy pierwszym, a drugim dniem zaczniecie uświadamiać sobie między innymi potęgę Swoich słów, potęgę wyobraźni, siłę nie chcianych nawyków i wiele wiele innych. Wejdziecie na drogę poszerzenia swojej świadomości i rozpoczniecie proces synchronizacji kwantowej. Otrzymacie praktyczną wiedzę, którą będziecie mogli wykorzystać tu i teraz, by uczynić życie takim jakiego pragniecie.

Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której wiele się nauczyłam i uczę wciąż.

Zapraszam Was serdecznie bo warto.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Przy stole (jak pożyczę krzesła od sąsiadki) to góra 15 osób siądzie. Ale jak już siądziecie to możecie liczyć na to, że na stole będzie przygotowana przez mnie zupka dyniowa oraz mojego męża roboty chleb do zupki i ciasto drożdżowe na deser. A do ciasta dżemik własnej jego roboty.


Dzięki Wielkie za przeczytanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz