środa, 17 grudnia 2014

Takie tam



A może kupię sobie konia?


No bo dlaczego by nie? Już to wiedzę: mknę po alejach na koniku, wiśta wio…

Rano dzieci wsadziłabym na konia odwiozłyby się same, potem klepną go w zad i powiedzą: „do domu” , a koń, jak to koń, wróciłby do domu sam.

Mieszkać mógłby w garażu, a paść się na działce by mógł, bo duża jest to trawy mu nie zabraknie.

Nie wiem tylko jak rozwiązać kwestię parkowania go na przykład pod sklepem? Bo jak dziki zachód był, to mieli takie miejsca parkingowe dla koników, a teraz do czego miałabym go przywiązać? Sama nie wiem… no i gdzie mu jakiś alarm zamontować? Chociaż z drugiej strony to kto i po co miałby ukraść konia? Ale jakieś ubezpieczenie pasowało by zawrzeć, na wypadek gdyby konik kogoś kopnął czy ugryzł.

Wszędzie mogłabym dojechać bez korków. Musiałabym tylko sprzątać po koniku, ale to też nie problem, bo jako nawóz odchody można by było wykorzystać.

Do wymiany tylko cztery podkowy, zamiast: mieszków do półosi, olejów i filtrów, hamulców oraz tarcz, łożysk i piast, gałeczek, opon, sprzęgła i dwumasu, paska rozrządu, paska od alternatora, akumulatora i paru tysięcy rocznie, które na utrzymanie auta trzeba wydać.

Dodatkowo, taka jazda pro zdrowotna jest, no bo jakby nie było, to jest to jednak sport.

Taa, im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się ten pomysł podoba.

Myślałam również o własnych kurach i kozie lub owcy, ale mój mąż skwitował to jednym zdaniem: „wiesz co? Osła Se Kup”!
Oj… i teraz rozumiem jak trudno jednostce zmienić świat.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz