środa, 3 grudnia 2014

Trupy w szafie


Za każdym razem, kiedy doświadczam czegoś nowego powstaje nowy tekst, który później publikuję na blogu. Wszystkie moje doznania powodują moją zmianę, zrozumienie, przełamanie kolejnego schematu. Wzbogacają mnie oraz życie osób w moim bliższym i dalszym otoczeniu.

Ostatnio na przykład spotkałam się z osobą, która usilnie deprecjonowała moje osiągnięcia. Zadawałam sobie w kółko pytanie: po co mnie to dotyczy? Na następny dzień przyszła odpowiedź. Ta osoba uświadomiła mi, że ja sama zamiast docenić to co jest zrobione na przykład u swoich dzieci, czepiam się tego co mogłoby być osiągnięte. Zamiast pochwalić je za to co zrobiły, to słyszą: a mogłoby być jeszcze to i to zrobione… Jasne, że z wiekiem wymaga się więcej i jak były małe to w kółko słyszały: super, świetnie Ci idzie, ale to nie znaczy, że trzeba ze skrajności w skrajność wpadać, można przecież środek znaleźć.

Dodatkowo zauważyłam, że przyjęłam owo krytykę spokojnie, co jest wielkim postępem w kwestii rozumienia własnej wartości, bo dawna Dorota pewnie siedziałaby z wbitymi zębami w krtań swojego rozmówcy. A okolica spływałaby krwią. Mówię Wam fantastyczna lekcja i weryfikacja siebie. Dzięki profesorze.

Wiele rzeczy mam poukładanych, inne się układają, a sporo jeszcze do doświadczenia. Prawda jest taka, że jak już zaczniesz człowieku porządki ze sobą robić, to lawinowo zaczynają wyłazić rzeczy, które zamiotło się kiedyś pod komodę lub dywan. Wyłażą i zaczynają żyć własnym życiem.

A propos takie zdarzenie z przeszłości mi się przypomniało, które właśnie własnym życiem zaczęło tętnić.

Jako dziecko nie przepadałam za mięsem. I kiedy na śniadanie dostawałam na przykład parówki, wszystko upychałam pod lodówkę, zaraz po tym, jak tylko któryś rodzic opuszczał kuchnię. Skrytka była pojemna i działała do momentu, kiedy przyszło lato. W domu nagle zaczęło trupem walić i niezłe zamieszanie się zrobiło. Wszyscy szukali zwłok oprócz mnie, bowiem zdałam sobie sprawę z czegoś, czego nie byłam świadoma wcześniej, że przyjdzie mi za to zapłacić. Nie chcecie wiedzieć jak bardzo śmierdziało i jak wyglądało - po odsunięciu lodówki - to co kiedyś było żywe (bo zanim na moim talerzu wylądowało, gdzieś sobie przecież hasało).  

Na szczęście mądrych rodziców mam i miałam i zaraz po zlaniu mi dupska stwierdzili, że nie będą wciskać we mnie rzeczy, których nie lubię, a mnie kazali obiecać, że nic nigdzie więcej nie będę wciskała, tylko na talerzu zostawię.

Tak, prawo siewu i zbioru, nikogo nie ominie, każdego dotyczy i dziecka i dorosłego i staruszka. W tym przypadku, każdy swoją lekcję dostał. Dobrze jest odrabiać je na bieżąco, bo wtedy tak nie bolą.


Dzięki Wielkie za przeczytanie 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz