środa, 15 października 2014

Wariactwo jakieś, ale jest szansa...



Kupiłam kiedyś drzewko na święta, najbrzydsze ze wszystkich. Po co? Bo mówiło do mnie „weź mnie, a odwdzięczę Ci się, ładnie będę rosło”. Niestety uschło.

Ktoś mi opowiadał, że zabrał do domu zwierzaka ze schroniska brzydkiego jak nieszczęście. Po co? Bo pomyślał, że wszyscy biorą ładne zwierzęta, to on weźmie brzydkiego. I dzisiaj szlak go trafia jak na niego patrzy.

To nie jest normalne zachowanie, ponieważ paradoksalnie chcemy wszystkiego co najlepsze. Natomiast to czego dzisiaj chcemy, jest wtórne do tego co wypada zrobić.

To czego chcemy, zakończyło się skutecznie w okresie dzieciństwa. Zostaliśmy zaprogramowani na to co powinniśmy.

Bo nie ma nic złego w tym, że wybrałam najbrzydsze drzewko. To co myślałam przy wyborze było niewłaściwe. Bowiem kupiłam je kierując się wyrzutami sumienia, a nie namiętnością do brzydkich iglaków.

To samo tyczy się „koszmarka” ze schroniska. Komuś po prostu może się taki podobać. I jest ok. Natomiast jeżeli wybór znów podyktowany jest wyrzutami sumienia bądź chęcią dowartościowania siebie (bo ktoś ma małe poczucie wartości), to już jest chore.

Epatujemy tak niskim poczuciem wartości, że wystarczy byle sytuacja, by nami zachwiać. Wyobraźcie sobie, iż obca osoba mijając nas na ulicy mówi „ale nochal”.  

Ło matko. Panika. Cały humor gdzieś znika, dobry nastój wyparował. Przecież mamy ten nos od urodzenia, wiemy jak wygląda. Podoba nam się nawet. A teraz, co niektórzy pomyślą nawet o operacji plastycznej.

A wiecie, że ta osoba mogła mówić do siebie, kątem oka zauważając swój nos. Pozwoliła sobie tylko wyrazić na głos swoje zdanie. A nawet jeżeli mówiła to do nas, to czy powinno nas to dotknąć?

Tak łatwo jest nam zrobić wodę z mózgu. Dlatego, że słuchamy wszystkich oprócz siebie. Wszystko co na zewnątrz wydaje nam się lepsze, pewniejsze, ładniejsze, wartościowsze.  

Oczywiście, my kobiety mamy dużo większe trudności z akceptacją siebie. Wynika to z wielu czynników i uwarunkowań, którym przez wieki zostałyśmy poddane. Dzisiaj o tym nie będę pisała.

Moi drodzy, czas na rozwój. By móc znów żyć swoim życiem a nie cudzym, by znów ufać sobie, znów wybierać to co dla nas jest najlepsze. Bo tylko w ten sposób możemy cieszyć się widokiem pięknej choinki za oknem i cudownego pupila. Musimy tylko albo aż oczyścić naszą przestrzeń, którą latami zapełnialiśmy obcymi nawykami i programami.

Zachęcam Was do pracy nad sobą, każdą drogą, która Wam służy.

Koniec zrzucania odpowiedzialności na rząd, męża, żonę, pogodę. Podwijamy rękawy i do rozwoju osobistego przystąp!
Darz Bór! 

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz