środa, 1 października 2014

Tango.



Jak wiecie – poprawka - niektórzy z Was wiedzą, że uczęszczam na zajęcia teatralne. W ramach tychże zajęć będziemy wystawiali „Tango” Mrożka i w tym celu, przeczytałam książkę czyli scenariusz. Jeżeli ktoś z Was nie czytał tej sztuki to serdecznie polecam. Znawcy literatury mówią, że dobra sztuka to taka, która jest aktualna w każdych czasach. I ta z pewnością do takowych należy. Poruszany w niej temat to wciąż aktualny problem.

Żyć szczęśliwie i być wolnym? Czy zakuć się w kajdany, by móc do wolności i szczęścia gwałtem utorować sobie drogę? W sztuce tej w przezabawny sposób, konfrontują się ze sobą oba te poglądy.


Młody chłopak „Artur” znalazł się „między młotem a kowadłem”. Miota się pomiędzy możliwością skorzystania z drogi szczęścia i wolności (którą wybrali jego rodzice) i zrobieniem czegoś twórczego, a chęcią cofnięcia się i stworzenia takich warunków, by buntem mógł tą wolność sobie sam wywalczyć.

Zatem, czy naprawdę musimy wyważać otwarte drzwi? Czy prostota jest zbyt prosta? Czy bardziej cenimy rytuał „tańca poranka” wykonany w nocy o północy na jednej nodze z żabą w jednej ręce, a skrzydłem nietoperza w drugiej?

Czy nadal mamy tak absurdalne przekonanie, że tylko wtedy, kiedy się sponiewieramy to efekt końcowy będzie miał wartość?

Czy musimy najpierw przez „x” lat cierpieć zarabiając pieniądze, by móc zorientować się w którymś momencie, że praca powinna być przyjemna i zgodna z nami, a co za tym idzie dawać szczęście i wolność?

Czy jeżeli jesteśmy szczęśliwi i robimy rzeczy w zgodzie ze sobą, to czy automatycznie jesteśmy postrzegani przez siebie (pod postacią wyrzutów sumienia) oraz innych jako egoiści, którzy na pewno nie maja pracy, są darmozjadami lub hipisami a z całą pewnością są nienormalni?

Czy zawsze, kiedy widzimy innych ludzi, którym jest dobrze to musimy biec do nich w charakterze „wujka dobrej rady”, by wsadzić swój wielki wścibski nochal i spieprzyć im życie?

Takie oto pytania nasunęły mi się po przeczytaniu sztuki Pana Mrożka.

Odpowiedź moja na nie jest taka:

nic w tym życiu nie musimy! Natomiast - wszystko możemy.

Zapaloną zapałką możemy zapalić świeczkę i możemy podpalić las. Nożem możemy pokroić chleb i możemy wydłubać komuś oko. Możemy cierpieć i radować się, możemy wchodzić i przez okno i przez drzwi, możemy narobić komuś bigosu i możemy mu pobłogosławić, możemy dać sobą pomiatać i możemy żyć godnie, szanując swoje słowo.

To, jakiego wyboru dokonamy zależy tyko od nas samych. Z jakiego powodu podejmujemy taką decyzję, a nie inną? Nie mnie to oceniać. Paradoksalnie, każda będzie dobra, bo każda służy naszemu rozwojowi. Ważne jednak jest to, że jeżeli już ją podejmiemy, to od tej pory moi drodzy, odpowiedzialność jest po naszej stronie.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz