środa, 1 czerwca 2016

Dzień Matki

26 maj od rana zaczął się fantastycznie...., mhm i tak, właśnie to mam na myśli....
Następnie córki me zabroniły wyjść mi z łóżka, aż do momentu, kiedy powiedzą, że mogę. Myślałam, że chodzi o śniadanie, ale się pomyliłam. 

W końcu przyszły z prezentami do sypialni. Jagoda dała mi własnoręcznie ozdobioną i uszytą torebkę na zamek!!! (po mojemu to bohaterstwo, gdyż zajmuje u mnie status - niewykonalne), ufilcowany breloczek oraz laurkę, której przednia część była podwójnie klejona ze względu na stworzone kolarze z powycinanych drobno kawałków papieru. 
Gdy to od niej dostałam zrozumiałam z jakiego powodu nie mogłam od trzech tygodni wejść do jej pokoju.




Martyna natomiast w udekorowanym własnoręcznie pudełeczku, dala mi trzy świeczuszki, również własnoręcznie spreparowane (topi wosk dodaje zapach i zalewa od nowa) z uwagi na jej hobby notorycznie brakuje mi tealightów, ale cóż, czego się nie robi dla pasji.  

Martyna dodała przy tym, iż to nie koniec i że mogę już opuścić sypialnię. 

 
Zeszłam do połowy schodów i normalnie na zakręcie WOW, wryło mnie, bo moim oczom ukazał się plakat/transparent z życzeniami! "Wszystkiego najlepszego, Dla Mamusi, życzę Ci, aby nic nie stawało na Twojej drodze do realizacji swoich marzeń, żebyś była zawsze radosna. Kocham Cię Martynka". Naprawdę, niesamowite zaskoczenie.
Gdy stałam przyglądając się detalom na plakacie, młodsza córka kazała mi wyjść z domu i poszukać strzał. Na moja minę odpowiedziała: spokojnie, strzelałam blisko, żebyś nie musiała daleko po działce łazić. Tu małe wyjaśnienie: Martyna na urodziny dostała łuk i zaraz po deskorolce z pod choinki to najlepszy prezent ever.

Tak więc ubrana w szlafrok podążyłam zebrać trzy strzały, do których przyklejone były ponumerowane karteczki:
Gdy wróciłam do domu ze zdobyczą, czekała już na mnie kawa, a Jagoda powiedziała: idziemy dzisiaj wszyscy na "Alicję po drugiej stronie lustra", ja stawiam, już zarezerwowałam bilety i trzeba je odebrać pół godziny przed seansem. 

Zebraliśmy się zatem biegiem bo w planach były jeszcze odwiedziny dwóch mam, pamiętając o wzięciu ośmiu par okularów 3D (gdyby któreś zawiodły).

W kinie urocza Pani kasjerka zrobiła Jagodzie zniżkę, za którą córka nabyła ingrediencje kinowego rytuału. Co do samego filmu to r e w e l a c j a, polecam. Micha cieszyła mi się jak dziecku zwłaszcza, że dawno w kinie nie byłam. Naprawdę Jagoda zrobiła nam wszystkim super hiper, giga frajdę. 

Gdy dotarliśmy do domu, nastawiony wcześniej kurczak, dał znać dzwonkiem, że gotów jest do spożycia. Przyznacie, że możliwość nastawienia piekarnika na czas to coś pięknego jest. To tak jak by mieć kogoś w domu, kto dla Ciebie gotuje. 

Wieczorem oglądnęliśmy jeszcze film o wdzięcznym tytule "LUCY", serdecznie go polecam, a osobom medytującym zwłaszcza! 

Tak, każdy dzień jest wyjątkowy, a 26 maja był czarownym dniem, a dodatkowo zakończenie miał równie wyborne jak rozpoczęcie.... mhm....
 
 
Dzięki Wielkie za przeczytanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz