środa, 23 lipca 2014

"Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...."



I tak, gdy obudziłam się ponownie w piątek (jeżeli ktoś nie czytał poprzedniego wpisu to proponuję to zrobić, gdyż ten jest ciągiem dalszym: http://sznyterman.blogspot.com/2014/07/urodziny.html), dotarło do mnie iż najbliższe 12 dni = WOLNOŚĆ i PRAWDZIWE WAKACJE. Zatem nasz wieczorno - weekendowy harmonogram wyglądał następująco:

Piątek - impreza u znajomych.

Sobota - wycieczka rowerowa 22 km. Start i 5 h później meta w Suchej Beskidzkiej a pomiędzy: góry, doliny, pot i piękne widoki.


Niedziela – tyłki opuchniętę od rowerów więc dzień spędzony stacjonarnie. Wieczorna wizyta w „Ambasadzie Śledzia”. Jak ktoś nie był to polecam serdecznie. Egzotycznie podany śledzik: np. z mango i chili lub tatar ze śledzika z chrzanem plus zmrożona, gęsta jak syrop wódka. Oczywiście swój zachwyt nad geniuszem, który połączył te smaki musiałam przekazać personelowi. Bo wiecie, ja mam chyba mniej kubków smakowych, bo takiego zmysłu nie posiadam. I gdybym dostała takie wyzwanie: zrób coś z mango, śledzia i chili to zapewne z mango ugotowałbym kompot, śledzia rzuciła na talerz a chili schowała do lodówki ( może by się później przydało Marcinowi, bo ja nie lubię ostrych potraw). 



Wracając po śledziku okazało się, że trafiliśmy na zakończenie teatrów ulicznych. Oglądnęliśmy dwa ostatnie godzinne spektakle. W domu byliśmy o 00.30. Piękne schow, zobaczcie sami.

 










Poniedziałek – wizyta u znajomych.

Wtorek - przyjemny spacer po Kazimierzu popołudniową porą.

Środa – cudowny dzień, moje urodziny, morze odebranych życzeń a na deser znajomi u nas na grillu.

Czwartek – wizyta u znajomych.

Piątek - pyszna impreza w mieście ze znajomymi.

Sobota - wycieczka rowerowa 24 km. Start i meta 5h później w Szczawnicy, a pomiędzy góry, pot, piękne widoki, Czerwony  Klasztor, przełom Dunajca. Wieczorem grill u sąsiadów. 




Niedziela - tyłki opuchniętę od rowerów więc stacjonarnie spędzamy czas. Popołudniowy wypad do Myślenic nad Zarabie, gdzie przyjemnie brodziliśmy w rzece.

Poniedziałek - dziewczyny wracają jutro. Koszę trawę.

Wtorek - sprzątam dom od dwóch tygodni nie tknięty.

Tak, to były fantastyczne wakacje dla wszystkich. Doszło również w tym czasie do odkrycia paru faktów i obalenia paru mitów dotyczących mojego męża oraz moich córek, otóż:

- Zawsze myślałam, że to mój mąż przejada cały nasz budżet domowy. Ha Ha, Dorota, nie wygłupiaj się z tym myśleniem. Z drugiej strony zaś, gdy znam już fakty tajemnicą pozostaje jego brzuch…
- Zawsze myślałam, że mój mąż po sobie nie sprząta. Ha, Ha toż w porównaniu z dziewczynkami jest „perfekcyjną panią domu”.
- Zawsze myślałam, że jak nie ugotuję obiadu to Marcin umrze z głodu. A okazało się, że ugotowałam na 12 dni to samo czyli "nic" i przeżył.
- Zawsze myślałam, że Marcin jest przykładowym telemaniakiem,  a okazuje się, że naszym dzieciom nawet do pięt nie dorasta. I już wiem, komu zawdzięczam rachunki za prąd.

Podsumowując: zmywarkę puściłam w ciągu tego czasu tylko jeden raz i to tylko dzięki środowym gościom. Ponadto po rozładowaniu zmywarki okazało się, że kubki nie mieszczą mi się na półce (zazwyczaj kilka z nich jest w obrocie). Do kosza na śmieci wrzuciłam tylko jeden worek. Mogłam po prostu wyjść z domu. Nie musiałam na czas gotować, ba, w ogóle nie gotowałam, nie musiałam wydawać posiłków, poleceń, wysłuchiwać racji. Spędziłam mnóstwo cudownych chwil ze swoim mężem na rozmowach, spacerach, wycieczkach  i nie tylko. I uwaga, ważne: nie musiałam czekać, aby dzieci zasnęły lub nasłuchiwać czy aby ktoś, się nie obudził (w tym miejscu polecam fantastyczny skecz doskonale oddający temat seksu, gdy ma się już dzieci http://kabaretos.pl/kabaret/skecz/filmik/kabaret-limo-dziecko-przylapuje-rodzicow-na-sexie-wczasy-z-kabaretem-szczecin-2013/?id=2238).

Wkroczyła moi drodzy w nasze życie droga zwana normalność. I wiecie co, okazuje się, że naszym dzieciom również ta odmiana przypadła do gustu. Przyjechały uśmiechnięte, opalone, wyższe o dobrych parę centymetrów, pełne wspomnień, wrażeń, szczerze mówiąc myślałam, że tej nocy nie pośpię - tyle miały do przekazania.

Zatem drodzy rodzice, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, to z całego serca Wam polecam, wyślijcie swoją dziatwę na kolonię, obóz, zimowisko lub do babci, dziadka, cioci, stryjenki czy też pociotecznej kuzynki ze strony kogokolwiek i posmakujcie zaniedbanej wolności, zarazem wprowadzając swoje dzieci w ten świat. 

Nikt z nas przecież, nie żyje za karę.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz