środa, 11 czerwca 2014

Nasze talenty.

Gigantyczna ilość firm otwiera się i zamyka każdego miesiąca.

Ludzie ciągle szukają sposobu na wzbogacenie się, uczestniczą w kolejnych przedsięwzięciach obiecujących zarobienie pieniędzy. Niestety skutek przeważnie jest taki sam. Schematy (czytaj przekonania), które mamy na temat tego co powinniśmy robić są dalekie od tego co da nam spełnienie. Wyobrażacie sobie iść do pracy z radością? Przecież pracować w zgodzie ze sobą to jak płatny urlop.

W zawiązku z tym, że moja uważność wzrasta, słyszę i widzę coraz częściej  ludzi, którzy znaleźli swój faktor x. Jest coraz więcej osób, które idą za głosem serca, niezależnie od tego co powiedzą inni. Zobaczcie na reklamy banków, które oczywiście chcą sprzedać kredyt, ale nie o to chodzi. Jak pominiecie komercję zobaczycie w tych reklamach ludzi, którzy robią super rzeczy. Znaleźli oni pomysł na siebie i realizują go. Pamiętacie ten cytat: "Rób w życiu cokolwiek nie oglądając się na innych, bylebyś mógł sobie potem w oczy spojrzeć". Przecież dokładnie wiemy kiedy powinniśmy przestać robić to co robimy. Nasze ciało, nasze serce, nasze wewnętrzne ja, nasza dusza głośno do nas krzyczy.  I nie mylcie duszy z ego. Ego chce wygody, natomiast dusza rozwoju. To dzięki ego nosimy maski, zgadzamy się na rzeczy, które budzą w nas sprzeciw wewnętrzny. To dwie sprzeczne rzeczy i nigdy nie idą w parze. Konsekwencją słuchania ego jest właśnie jakaś dysfunkcja naszego organizmu. Ale o tym kiedy indziej.

Mój tata zwlekał dwa lata zanim przeszedł na emeryturę - tak się bał. Bo to jest przecież normalne, że zmiana powoduje obawy. Wytrąca nas ze strefy naszego komfortu. Zadawał sobie wiele pytań. Jak da sobie radę, czy wytrzyma w domu tyle godzin, sam i razem z mamą ( przecież widywali się tylko wieczorem po pracy i w weekendy).  A dzisiaj proszę, szczęśliwszego go nigdy nie widziałam  (Ci którzy go znają, na pewno się ze mną zgodzą). Brawo Tato!

Każdy z nas ma swój czynnik twórczy. Nosimy w sercu takie coś co w momencie realizacji powoduje (uwaga, znowu mądrość ludowa) że dusza śpiewa.

Nasza zasłona dymna to ego, za którą kryje się wiele twarzy. Zobaczcie na mnie zanim ośmieliłam się sama przed sobą otworzyć minęło wiele czasu. Najpierw strach przed otworzeniem bloga. Potem brak wiary w siebie. że mogę pomóc innym, którzy się pogubili, którzy szukają siebie, że mogę pomóc komuś zdjąć fizyczny ból, że mogę pomóc komuś się uzdrowić i wreszcie sama mogę zająć się uzdrawianiem. Niedługo po moim "ujawnieniu się", koleżanka zapytała mnie z uśmiechem na ustach: "I Ty business woman zajęłaś się czymś takim, a da się z tego żyć?". I wierzcie mi miała powody by zadać takie pytanie. Ci którzy mnie znają wiedzą jak funkcjonowałam. Ciągle w biegu (minimum 100km dziennie po Krakowie, hm - teraz myślę, że mogłam jako taksówkarz dorabiać), wiecznie z telefonem przy uchu (a miałam ich aż CZTERY !!! - statystycznie rzecz rachując, zawsze któryś musiał dzwonić ).  Bywały tygodnie, że do czwartku znałam 100 nowych osób. Brand new people!  I to nie to, że byłam na konferencji, tylko z każdą z nowo poznanych osób, uścisnęłam dłoń, rozmawiałam, a z wieloma się jeszcze nie raz się spotkałam. Pamiętam jak się wówczas dziwiłam, że włosy przestały mi się nagle kręcić, ha - dobrze, że je w ogóle miałam. Dzisiaj po prostu aż trudno mi to sobie wyobrazić.

Dotarcie do siebie i zajęło mi 37 lat  przeróżnych doświadczeń. I uwaga: na tym nie koniec. Dzisiaj mam 41 lat (mam nadzieję, że tyle mam, bo z liczeniem wieku mam od zawsze problem) i powiedziałam bym, że to dopiero początek.

Każdy z nas nosi w sobie swój czynnik twórczy, o którym w dodatku intuicyjnie doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego życzę Wam, abyście podążali za nim. Dla inspiracji ludzie z pasją:
http://www.youtube.com/watch?v=sTHXIzHPyqE

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

P.S.
Dzisiaj ostatnie spotkanie Studni Możliwości przed przerwą wakacyjną, zatem przybywajcie na 18stą do Klubu Kultury na ul. Niewodniczańskiego 74 w Krakowie. Wstęp wolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz