środa, 18 czerwca 2014

Albo snujesz, albo realizujesz.

Informacje dopływają do nas nieustannie. Zadajemy pytanie a odpowiedź już czeka. Idealnie pasuje tutaj cytat z Rozmów z Bogiem: "Ja przemawiam na różne sposoby... Mą odpowiedź znajdziesz w artykule już wydrukowanym. Kazaniu już ułożonym, które niebawem zostanie wygłoszone. W filmie właśnie powstającym. W piosence skomponowanej wczoraj. W słowach, które wypowie twoja ukochana. W sercu nowego przyjaciela, jakiego pozyskasz..." Wszechświat ciągle do nas gada, bo nie ma innego wyjścia. My milionami myśli na sekundę bombardujemy go non stop.

I tak, w niedzielę na spacerze zobaczyłam ten nagłówek chyba na jakimś plakacie, "od inspiracji do realizacji" . Potem kątem oka nawinął mi się inny tekst "od pestki do jabłka" - mój mąż czytał o takim tytule artykuł. A następnie poszliśmy na frytki belgijskie. I tu już mnie szlak jasny trafił.
To był MÓJ pomysł!!!! MÓJ!! Tak jak poczta rowerowa! Co z tego, że 18 lat temu?! Ze złości nawet ich nie zamówiłam. Spróbowałam jedną od Marcina, odburknęłam na pytanie,  że sos ok i poszliśmy dalej. Ja, oczywiście narzekając. Plan był prosty, wyciągnęłam palec i powiedziałam: to Ty jesteś wszystkiemu winny! Mówiłam Ci, żeby je otworzyć zaraz jak wróciliśmy! - byliśmy na wycieczce objazdowej w podróży poślubnej Belgia-Holandia-Luksemburg. Na co padła spokojna odpowiedź: A na kogo właściwie jesteś zła? Na ciebie, bo mnie nie wspierasz w moich pomysłach! - próbowałam dalej. Na co mój mąż sodko podsumował: przecież jak coś chcesz, to nie interesuje Cię moje zdanie i tak to robisz. Szlak! Wiem! Mądrala jedna. Wiem cholera, wiem, odpowiedzialność jest po mojej stronie. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę z tego, że tylko my sami możemy wykorzystać nasz potencjał (coś takiego powiedział Zig Ziglar).  Energia podąża za uwagą. Więc aby aktywować do działania jakiś pomysł trzeba włożyć w niego serce, emocje, a następnie działanie. Pomysł nie poparty energetycznie po prostu się nie aktywuje. Doskonale wiedziałam, że moja frustracja nic nie da. Mało tego miałam świadomość, że odrobię ją w polu. Dzisiaj jest środa i gardło  już mi zdrowieje.

Świat daje nam nieograniczone możliwości. Ale samo nam z nieba nam nie spadnie. Natura nie tyle nie lubi leniwych ludzi (choć z ich perspektywy to tak wygląda, że świat się na nich uwziął) co po prostu odpowiada na ich nic nie robienie. Wszystko jest w zasięgu naszych rąk. Każda jedna rzecz jest możliwa. Ten konkretny przykład dotyczył mnie, ale zobaczcie toż to cała opowieść jest. Mam pomysł, tym razem nie frytki. Choć można by go zrealizować nadal. Jest jeszcze popyt na kilka takich fast foodów. Zatem mam pomysł,  myślę o nim, jest ze mną zgodny, dostaję pierwsze symptomy (plakat, artykuł) a w końcu udany finisz (frytki). Zatem droga otwarta, działaj, realizuj się. Trzeba tylko mieć oczy i uszy otwarte. Ktoś powie przypadek. Przypadków nie ma. Każda akcja wywołuje reakcje. A już ustaliliśmy, że myśl jest energią. A energia podąża za uwagą.

Miałam i mam w swoim życiu wiele pomysłów. Wy zapewne również.  Każdy z Was ma swoją drogę. Kroczcie nią odważnie. Może każdy z Was ma swoich hamulcowych. Poproście ich o pomoc, włączcie ich do swoich planów, zamiast tak ja się lenić a potem próbować zrzucać na nich odpowiedzialność.  Szkoda gardła.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz