środa, 3 czerwca 2015

Niewolnictwo emocjonalne - wyjaśnienia

W zawiązku z ostatnim postem padło parę pytań. Dzisiaj wiec wytłumaczę to zjawisko na konkretnych przykładach. 

Przypomnijmy tylko o paru zasadach kierujących takim przypadkiem.

Otóż po pierwsze, szantażystą emocjonalnym może być każdy, niezależnie od wieku i płci.

Po drugie terrorysta emocjonalny zazwyczaj nie chce rozwiązania swojego problemu, a tylko pogłaskania po głowie i zwrócenia na siebie uwagi,

Po trzecie tzw "wiszenie na kimś" polega na wymuszeniu na drugiej osobie uwagi (epatując najczęściej postawą męczeńsko - cierpiętną), tak by w zamian otrzymać żal, litość lub tzw "sprzęgnięcie się" lub ewentualnie "wkręcenie się". 
.
Wyróżnia się wówczas następującą mowę ciała:
mina męczennika, nos na kwintę, spuszczona głowa, oczy kota ze Szreka, przygarbiona postawa a'la Dzwonnik z Notre Dame, można również wydawać odgłosy paszczą takie jak: sapanie tudzież wzdychanie. Wedle potrzeb lub możliwości można również trzaskać szafką lub drzwiami, rzucać ciuchami lub galanterią kuchenną. Wszystko po to by padło pierwsze zgubne pytanie: "Coś się stało?"

No i jak już zadałeś człowieku pytanie - choć zauważ, że nikt Cię nie prosił byś mu pomógł, on/ona przecież tylko sapał/ła - to teraz się męcz. 

"Ale człowiek musi porozmawiać z drugim człowiekiem, obgadać coś, takie ploteczki są potrzebne", takie pytanio - stwierdzenie w związku z ostatnim postem padło.

Potrzebne powiedziałbym że nie są, ale oczywiście na pewno są nawykiem powielanym przez pokolenia. U dzieci słyszymy siebie, u dziadków słyszymy siebie, jak czasem coś powiemy to łapiemy się na tym, że gadamy jak swoi rodzice. 

"To o czym rozmawiają osoby, które nie jęczą?", a to kolejne pytanie.
Nie chodzi o to by milczeć, choć czemu nie, ale o to, że rozmowa ma inne zabarwienie emocjonalne. Różnica jest ogromna. Zauważmy, że pełnymi zdaniami jesteśmy w stanie wyrazić nasze pragnienie do obcego człowieka. W stosunku do bliższych nam osób zakładamy, że powinni nam czytać w naszych myślach tylko dlatego, że dłużej nas znają.


Ja kiedyś z pretensjami wyrzucałam:
Ty nigdy ze mną nie rozmawiasz" - a dzisiaj pytam: jak minął ci dzień i jeżeli nie słyszę w rewanżu takiego samego pytania, mówię: "zapytaj mniej jak minął mi dzień" lub pytam: "może porozmawiamy?"
Drzewiej również śmiało jęczałam: "nikt mi nie pomaga, sama muszę wszystko robić" - a dzisiaj, proszę o pomoc.

CHYBA, ŻE NIE PROSZĘ to wtedy odrabiam lekcje i się dzieje...., oj się dzieje.....

Podam Wam przykład z wczoraj.

Wstaje rano 5.30 by zrobić obiad, śniadanie pierwsze i śniadanie drugie. Ponieważ poszłam po szczypiorek do ogródka, zupa mi wykipiała na kuchenkę. A więc myję kuchenkę, zupę robię prawie od nowa (bo baza tylko została). Z palcem do tyłka sobie ledwo trafiam, a tu moje starsze dziecko schodzi łaskawie na śniadanie około 7 a.m., zagląda w talerz, spogląda na jajecznicę i rzecze: "czy karmisz mnie już skorupkami z jajek?"....???!!!
Analogicznie po południu, wchodzę do domu po pracy z odebraną po drodze młodszą córką z karate na minutę przed moim mężem, od razu kieruję się do kuchni, by podać przygotowany wcześniej obiad, i zgadnijcie co słyszę od Marcina: "czy te bitki to ze świnki wietnamskiej?" w sensie, że tak mało, choć najwięcej dostał.....?????!!!!!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, pi......................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tak właśnie darłam się rano i też tak samo wyglądało to po południu. W imię zasady jak coś robisz to rób najlepiej jak potrafisz, sześć okolicznych wsi słyszało co myślę o postawie mojej rodziny. Muszę jeszcze dodać, że w kulminacyjnym momencie mój drogi mąż pyta: "a czy Ty powinnaś tak reagować, bo wiesz, co dajesz to dostajesz.....".
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAApi...................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Okej i teraz to podsumujmy

1. Ja powiesiłam się na nich, bowiem epatowałam nerwem, że sama zapieprzam jak osioł.
2. Oni oczywiście, szydząc ze mnie wykazali się wręcz książkowym wampiryzmem.
3. Dzisiaj rozdzieliłam już zadania zamiast samej robić za matkę polkę.
4. Jeżeli będę robić wszystko sama (co oczywiście czasem czynię) to mogę, czemu nie? Tyle że, bez nerwa i  najlepiej jak potrafię.
5. Piękne doświadczenie i kolejna odrobiona lekcja.

Zatem moi drodzy można wszystko tyko trzeba pamiętać, że kij pomimo, iż jest jeden, ma zawsze dwa końce.

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Zapraszam Was, w najbliższy poniedziałek do RMF MAXX, na kolejne mini audycje ze mną.

Zapraszam Was również do Wadowic do sklepu ze zdrową żywnością, na Plac Kościuszki 1, tam również będę już od najbliższego piątku przyjmować. Zapisy telefoniczne.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz