środa, 17 czerwca 2015

Loty gołębi



Na początku oczywiście zapraszam Was do RMF MAXX na poniedziałkowe mini audycje ze mną.
We wtorki do Groty Solnej Halit na Relaksację.
Do Wadowic na Plac Kościuszki 1 - na indywidualne spotkania.

Uwaga Nowość:
Zapraszam na sesje w plenerze, które dają możliwość zauważenia swojego zachowania w sytuacjach codziennych np na spacerze lub zakupach.
Zapraszam również na sesje telefoniczne, mailowe oraz skypowe.

Ok, a teraz środowy wpis.
W niedzielę wieczorem sąsiadka (nie sąsiad) pokazuje mi na ptaka, który usiadł na jej dachu. Widzisz go - pyta? To jest gołąb pocztowy, zmęczył się i szuka miejsca na noc, by nabrać sił do dalszego lotu. Ponieważ jej ojciec hoduje gołębie jej wiedza jest spora. Wiesz - kontynuuje te ptaki mogą przelecieć olbrzymie odległości, a ich wartość osiąga nawet 10.000 zł. Oczy wyszły mi na wierzch. No faktycznie myślę "sraluch" jest jakoś ładniejszy i szczuplejszy niż normalny, bardziej jakby wysportowany, ale żeby tyle kasy miał kosztować?! No nieźle mówię i pobiegłam do domu obwieścić nowinę. 

Minęła jakaś chwila od naszej rozmowy, siedzę na tarasie i naglę nad moją głową trzepoczą skrzydła, patrzę nad siebie, a tu 10.000 zł siada mi na parapet. 
Hm.. no tak sąsiadka mówiła, że w kącie na parapecie to dla niego dobre miejsce na odpoczynek. Jak się tak zadokował - mówią domownicy - to dobrze by było go nakarmić i dać mu pić. No to nalałam wody do miski, wsypałam karmy do drugiej i postawiłam na tarasie. 
Rano myślałam, że ptaszka już nie będzie, ale ku mojemu zaskoczeniu, był tylko przeniósł się na balkon, gdzie uchylone było okno. Obserwując go zauważyłam, iż wykonuje pewne ruchy świadczące o tym, że chciałby wlecieć do środka. Zeszłam jednak na dół ignorując intuicję. Nie doszłam do kuchni, a usłyszałam jak walnął o szybę. No bez jaj myślę i wróciłam na górę. Domknęłam okno, wytłumaczyłam, że tak nie wypada i zeszłam ponownie na dół. I znowu nie doszłam do kuchni jak słyszę "dup" o szybę. Hm myślę, może on głodny jest, bo nic nie zjadł i chce, aby mu przenieść jedzenie z dołu do góry? 

Na co mój mąż wyraził wątpliwość: A może to jakiś arystokrata jest, a Ty mu karmę dla chomika serwujesz? Popatrzyłam na niego brzydko i mówię: jakiego chomika? toż to karma dla ptaków jest "Megi zimowa" się nazywa, została po tych sikorkach, które w zimie dokarmialiśmy.
No i  wyniosłam miski do góry. Otworzyłam balkon i położyłam je na kafelkach. I się zaczęło. Gołąb widać że z ludźmi przebywa, ale instynkt samozachowawczy również posiada. I tymi miskami to mu niezły zamęt zrobiłam. Zaczął drobić w miejscu i podskakiwać, bo widać, że głodny, ale jednak się boi. I tak do przodu i do tyłu i do przodu i do tyłu i co zrobić i co zrobić, i nie wiem, i nie wiem, ale głodny jestem, ale się boję, ale może jednak, ale może nie, ale może zjem, ale może dam radę i przeżyję bez jedzenia, ale nie wiem, ale nie wiem, może nie dam rady, a może dam, o matko, o matko co ja mam zrobić. I w prawo i w lewo i w prawo i w lewo. No mówię Wam niezłe widowisko. W końcu sfrunął na dół i zaczął jeść i pić. 

A ja siadłam do komputera i zaczęłam szukać. Okazało się, że loty były dzień wcześniej, gdzieś z Niemiec. Zadzwoniłam do Pana Prezesa jednego z klubów i przemiły Pan z Leszna wytłumaczył mi, że jego gołębie w linii prostej miały do pokonania 500 km i jeszcze 9 nie wróciło. Powiedział mi też, że super, że go karmię, bo tracą dużo sił, a loty mają ostatnio trudne, bo mówi - tak jakby coś w powietrzu było, ale aby go zidentyfikować muszę ptaka złapać i zapisać jego numer. Wówczas będę mogła znaleźć właściciela. No jasne, łatwo powiedzieć lecz wykonać się nie da. Zatem wspólnie z dziećmi odczytałyśmy numery i zaczęłam poszukiwania. Wykonałam parę telefonów, napisałam parę maili i dzisiaj już wiem, że to nie jest gołąb pocztowy tylko ozdobny lub rasowy i nikt go nie chce, bo może chory i zarazi wszystkie inne. I jedyna rada to przestać go karmić, a wtedy sam odleci do właściciela lub znajdzie inne stado.

Oj, i tak z ładnej historyjki zrobiła się rzeczywistość. Podsumuję to tylko tym, że taki gołąb nawet nie wie ile kosztuje, czy go szukają czy nie, czy płacą ciężką kasę właścicielowi jak wygra czy nie. Ważne dla niego jest, aby zjeść i napić się. Cała natomiast reszta delikatnie mówiąc mu dynda i powiewa. A my ludzie jak zwykle, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę.

Dzięki Wielkie za przeczytanie

Zapraszam na kurs, 
który odbędzie się już za miesiąc 18 i 19 Lipca. Będzie to kontynuacja kursu z maja, ale osoby nowe również spokojnie mogą przyjść.
Kurs odbędzie się u mnie we Wrząsowicach na ulicy Kwiatowej 102 (5 km od Krakowa).
Koszt to tylko 310/osobę.

Od 10 do 15 w sobotę i od 10 do 15 w niedzielę będziemy między innymi uczyli się samokontroli umysłu. Pomiędzy pierwszym, a drugim dniem zaczniecie uświadamiać sobie między innymi potęgę Swoich słów, potęgę wyobraźni, siłę nie chcianych nawyków i wiele wiele innych. Wejdziecie na drogę poszerzenia swojej świadomości i rozpoczniecie proces synchronizacji kwantowej. Otrzymacie praktyczną wiedzę, którą będziecie mogli wykorzystać tu i teraz, by uczynić życie takim jakiego pragniecie.  

Nikt z nas przecież nie żyje za karę.


Kurs poprowadzi gość specjalny Dariusz Emanowicz. Osoba z ogromną wiedzą, od której ja się uczyłam i dalej uczę.

Dzwońcie i zapisujcie się. Obowiązuje kolejność zapisów, gdyż miejsce jest ograniczone metrażem domu. Menu jeszcze nie wymyśliłam, ale na pewno będzie smaczne. Możecie zapytać tych co już byli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz