środa, 21 stycznia 2015

Być jak Forrest Gump ( z akcentem muzycznym (po naciśnięciu uwielbiam), by czytanie milszym było)

U W I E L B I A M ten film. A Wy? Nie wiem ile razy go oglądałam. W sobotę leciał w telewizji i oczywiście oglądnęłam go znów.


Tym razem nie cały, bowiem miałam trudności w odzyskaniu pilota (kto ma dzieci, męża lub żonę ten rozumie o czy mówię).  Nie dotyczy to osób w świeżym związku, kiedy kompromisy są na porządku dziennym. W każdym razie telewizor odzyskałam w momencie kiedy Forrest wynosi „Bubbę” na rękach z lasu w Wietnamie.

Fantastyczne jest to, że za każdym razem oglądam ten film z inną świadomością. Rozwijam się, uczę się, doświadczam, zatem to co było kiedyś, nie jest tym samym dzisiaj. Więc sobotni seans wzbudził we mnie nowe odczucia, którymi oczywiście chcę podzielić się z Wami.

Fascynujący Pan Gump potrafił z absolutnym spokojem przyjąć wszystko. Nie pozbawił się emocji, nie kontrolował ich, ale traktował je jak naturalną część siebie. Prostota, pokora i wdzięczność z jaką przyjmował wszystko w życiu jest czymś do czego dążę. Tak, zdecydowanie jestem fanką Forresta.

Kompletnie nie przejmował się tym co inni o nim myśleli. Jak coś robił to najlepiej jak potrafił. Zaangażowany był zawsze w to co robił na maxa. Nie zakładał niczego z góry. Nie oceniał. Nie oczekiwał niczego. Brał co mu dawali i dawał gdy miał ochotę pomimo, że inni mieli delikatnie mówiąc, odmienne na ten temat zdanie. Nie interesowało go co inni myślą na jego temat. Nie kontrolował niczego. Nie rozmyślał o zasadności zdarzeń. Nie trwał w rozpaczy, akceptował zdarzenia takie jakie są. Nie rozgrzebywał przeszłości.

Nigdy nie pytał po co wracała Jeny, tylko cieszył się chwilami kiedy była z nim. Pozwolił jej na odnalezienie siebie. Dał jej wolność. A odpowiedzi dlaczego tak postępował udzielił sam: „może nie jestem mądry, ale wiem co to miłość”.

Powiem Wam, na ucho w sekrecie, że ja mam takiego osobistego Forresta. Przeżył niezliczoną ilość moich pomysłów na życie, pomysłów na business, wyjazdów na przeróżne konferencje w kraju i za granicę. Powroty do domu w nocy lub na dzień przed wigilią. A moje zachowanie skwitował stwierdzeniem „cieszę się że zdążyłaś na wigilię” oraz (a to już mówił zawsze): „poczekam aż Ci przejdzie, bo zawsze Ci przechodzi, taki masz dwuletni program”.

Porównywalnym z Forrestem choć kreskówkowym bohaterem jest Mort z serialu „Pingwiny z Madagaskaru”. On również z radością i wdzięcznością akceptuje wszelkie zdarzenia. Nie wiem czy oboje są głupcami bo są szczęśliwi czy są szczęśliwi bo są głupsi. Wiem natomiast, że finalnie dobrze na tym wychodzą i ja też tak chcę.

Życzę Wam abyście tak jak Mort lub Forrest żyli w zgodzie ze sobą, pełni spokoju, zrozumienia z wdzięcznością przyjmując każdego kopniaka od króla Julijna, którym jest nasze życie.


Dzięki Wielkie za przeczytanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz