środa, 7 maja 2014

Emocje.

Dzisiaj trochę odejdę od strony subtelnej człowieka na rzecz fizjologii. Dlaczego? Ponieważ pomimo tego, że strona energetyczna i fizyczna człowieka jest powiązana i stanowi całość, to ciało, które posiadamy dzisiaj, jest naszym pojazdem i należy właściwie zrozumieć jego działanie.

Aby żyć, musimy być w ciągłym ruchu. Życie to ruch. Między innymi dzięki emocjom zmuszamy nasz organizm do funkcjonowania.  Śmiejemy się, płaczemy, radujemy potem wściekamy. Emocje nadają naszemu życiu sens. Każda myśl, która pojawi się w naszej głowie również przyporządkowuje się od razu do jakiejś emocji. Niemożliwym byłoby życie w ciągłym szczęściu jak i życie w ciągłym nieszczęściu. W pierwszym przypadku rozluźniony organizm w błogostanie nie zauważyłby np. zbliżającego się niebezpieczeństwa, nie bylibyśmy w stanie zmusić się do podjęcia wymagających od nas czegoś więcej zdań. Na pewno sami zauważyliście, że jak jesteście na urlopie nie macie ochoty na nic innego jak tylko odpoczywać. Jest cudownie i niech tak trwa. To samo dotyczy drugiego przypadku. Niemożliwym byłoby trwać non stop w napięciu i nieszczęściu, gdyż zbyt wiele energii by nas to kosztowało. Wyobraźcie sobie życie w ciągłych nerwach i nastawieniu na nie, traktowaniu wszystkich jak wrogów.  W którymś momencie organizm by osłabł i zakończyłoby się to depresją prowadzącą do śmierci. Ponieważ trwanie w skrajności nie jest dla nas korzystne, zawsze kiedy jest źle to potem jest dobrze i na odwrót. 

Odpowiedzialny jest za to nasz tajemniczy układ encefalinowo-endorfinowy. Przeczytałam o tym ostatnio w książce Wereszczagina "Mądrość" (do nabycia tutaj) i dlatego dzisiaj chcę się z Wami tym podzielić.

Otóż mamy takie coś umiejscowione w mózgu. Układ ten jest odpowiedzialny za stany "dobrze" oraz "źle". Gdy mamy jakąś sytuacje, którą nasza podświadomość uznaje za niebezpieczną lub zagrażającą nam, wówczas nasz organizm zaczyna produkcje encefaliny. Następstwem czego, zaczyna nam być źle. I podobnie jest w sytuacji, którą nasza podświadomość rozpozna za dobrą dla naszego życia i dla nas. Zaczyna się produkcja endorfin co przekłada się na nasz radosny stan.

Podsumowując bez produkcji encefalin nie byłoby nam źle a bez produkcji endorfin nie moglibyśmy doświadczać stanu dobrze. Zatem idealnym rozwiązaniem jest normalność. I w rzeczywistości, ten mniej już tajemniczy układ dąży nieustannie do równowagi (jak zresztą wszystko naokoło). Tylko wtedy możemy działać najefektywniej.

Poprę to przykładem: wyobraźmy sobie, że zatankowaliśmy auto a w kasie okazuje się, że nie mamy czym za benzynę zapłacić. Ludzie trąbią klaksonami bo tarasujemy dystrybutor, w kolejce do kasy gapią się na nas wywierając presję. Ogólnie robi się mega wybuchowo. Nasza podświadomość odczytała tę informację za zagrażającą nam więc  zaczyna się produkcja encefaliny. Zaczynamy się czuć źle. Gorączkowo zastanawiamy się nad rozwiązaniem wykonując nerwowo telefon za telefonem. W końcu znajdujemy kogoś, kto z drugiego końca miasta po godzinie dojeżdża i dowozi nam pieniądze. I teraz uwaga: stres jest korzystny, gdy nie trwa zbyt długo. Mobilizuje organizm, nadaje mu sprawności. Więc gdybyśmy nie dali się mu ponieść, szybko przypomnielibyśmy sobie, o dawno nie widzianym znajomym mieszkającym za rogiem, który mógłby nas wspomóc w niecałe 5 minut. Sytuacja okazałaby się stresująca ale mobilizująca, reakcja szybka, rozpoznanie celne, działanie skuteczne. Wynik końcowy - dobry. Produkcja endorfin rusza pełną parą.

Pamiętajmy o tym, że im mocniej przeżyjemy stan "źle" tym mocniejszy będzie stan "dobrze" i na odwrót. Emocje są sensem naszego istnienia, nie da się ich pominąć, można jednak nauczyć się nad nimi panować i odpowiednio nimi kierować. Do czego serdecznie zachęcam.

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz