środa, 16 kwietnia 2014

Róbmy Swoje.


Zdjęcie

No i właśnie. Kochani, dzisiaj będę kontynuowała po trosze temat z zeszłej środy. Pamiętacie angielski serial "Co ludzie powiedzą". Uwielbiałam go oglądać. Hiacynta (główna bohaterka) biła wszelkie rekordy absurdu.

Ale wiecie co, znam wiele osób, które tak funkcjonują, ba, sama też tak się zachowywałam i czasami jeszcze (zanim się otrząsnę) wpadam w takie wibracje.

Tylko czy chodzi o to żeby myć okna, bo idą Święta?  Odpowiedź brzmi: powinniśmy działać w zgodzie ze sobą (czyli robić cokolwiek bez wyrzutów sumienia). Zatem jeżeli wewnętrzną potrzebą moją będzie umyć okna, to je umyję, nie zrobię tego jednak bo wypada. Kiedyś nie umyłabym tych okien dlatego, żeby zrobić na przekór całemu światu. Dzisiaj po prostu bez złości, bez wygłaszania tyrad próbujących zagłuszyć moje wyrzuty sumienia, bez dorabiania teorii ze stoickim spokojem ich nie umyję. Wiem, że są brudne (wzrok mam sprawny) zrobię to dopiero wtedy, gdy poczuję do tego chęć. I uwaga zrobię to z radością i najlepiej jak potrafię.

Przykładem niech będzie moja historia.  Mamy dużą działkę. O takim ukształtowaniu terenu, że spokojnie mały orczyk mógłby powstać. Zawsze kosił ją mój mąż - Marcin. Spędzał przy tej pracy cały jeden dzień lub dwa jeżeli akurat wpadli znajomi i reszta soboty upłynęła na miłej pogawędce. Pytana przez różne osoby o to, dlaczego ja tego nie robię. Odpowiadałam niezmiennie : "uważam, że wszystko co robię w życiu powinno sprawiać mi radość a koszenie nie zalicza się do tych rzeczy". Różne kontrargumenty słyszałam, ale przez 7 lat nie wpłynęły one na zmianę mojej decyzji. Aż jakiś czas temu (chyba rok już będzie lub dwa) zaczęłam codziennie ćwiczyć. "Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna..." Im dalej w las tym większą frajdę mi to sprawiało i sprawia nadal. I wtedy popatrzyłam na koszenie jak na sport, który tak mnie cieszy. Oczywiście mój cudownie perfekcyjny mąż miał milion obaw, porad, sugestii i nie kończących się wytycznych, które krótko mówiąc, przyjęłam, zrozumiałam ale olałam. Ponieważ, gdybym robiła to tak jak on chce, nie sprawiłoby mi to frajdy. Ja natomiast (pamiętacie moje motto z wpisu "Szczęście - wybór zawsze należy do Ciebie" im prościej tym lepiej)  kosząc trawę, tworzę na trawniku kwadraty, prostokąty i różne wymyślne figury. I kompletnie nie przypomina to idealnego  boiska piłkarskiego, które robił Marcin. Ale to nie ma znaczenia, bo to jest zgodny ze mną sposób.

Puenta jest taka: 1)trawa jest ścięta, 2)trwa to max 4 godziny (możemy resztę dnia spędzić jak chcemy), 3)robię to najlepiej jak potrafię, 4)bawię się przy tym jak dziecko i 5) będę to robiła tak długo, jak długo punk 3 i 4 będę realizować.

Życzę Wam, abyście zbliżający się wolny czas, spędzili tak jak Wy chcecie.
Na koniec zapraszam do posłuchania muzyki .

Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Ps. Przykład okien jest po prostu przykładem, ja nic do nich nie mam. Lubię je myć, bo dzięki cud szmatkom pozostaję w klimacie im prościej tym lepiej i myję wszystkie okna max w godzinę.

2 komentarze:

  1. Dorotko dziękuję :)
    Ja już skosiłem, tak przedswiątecznie, chociaż te pierwsze koszenia to troszkę wyrypa, bo i trawa nierówna i kretowiska i zryte przez zimę więc trzeba się pomęczyć. I kosiłem nie dlatego że święta i tak wypada, skosiłem bo lubię jak jest skoszone :) Zresztą w zimie też odśnieżam bo lubię, lubię jak jest odśnieżone :)
    I dlatego dziękuję za ten artykuł i popieram stawiane w nim tezy, róbmy to co sprawia nam frajdę, to raz, a dwa - róbmy wszytko jakby sprawiało nam frajde a na pewno tak się stanie :D

    przy okazji - wszystkim którzy obchodzą życzę spokojnych i w rodzinnej atmosferze Świąt Wielkiej Nocy, całej reszcie frajdy z dłuższego weekendu :)

    Zaraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci za przeczytanie i refleksje. Ja również skosiłam i podzielam Twoje zdanie, że to pierwsze koszenie jest wyzwaniem, natomiast kolejne są tylko lepsze :)
      Pozdrawiam Dorota

      Usuń