środa, 7 września 2016

Bieganie w kółko

Czasami robiąc coś po wielokroć nawet nie zauważamy kiedy staje się to naszym nawykiem. Wygodny, bezpieczny i dobrze znany schemat, zaczyna działać na naszą niekorzyść, tworząc kolejne kółko w łańcuchu naszych ograniczeń.

Rozwinę temat, opisując Wam mój przykład.

Od dłuższego czasu codziennie rano biegałam nordikiem. To taki śmieszny radosny podskok. Przez jakiś czas biegałam bo chciałam, sprawiało mi to przyjemność, aż do momentu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, iż owo bieganie stało się moim nowym schematem. Bo nie zależnie od tego czy mi się chciało, czy też nie - musiałam biec! Jak robot, który automatycznie wykonuje zadanie. 

Czasami myślałam sobie: oj z chęcią bym się przeszła z kijami i pooglądała świat naokoło, ale głos z tyłu głowy mówił: no co ty, tak nie można, a co na to Twoje ciało? Albo: jedziesz na wakacje - musisz wyglądać! Albo: co ludzie powiedzą jak cię dzisiaj biegnącej nie zobaczą?

Tysiące rzeczy moje ego wymyślało za każdym razem, gdy pomyślałam w inny sposób o mojej codziennej formie aktywności sportowej.

W każdym razie, na miesiąc przed wyjazdem nad morze!!!! Serio! Gdzie wiadomo, stój kąpielowy obowiązkowy jest, doszło do mojej świadomości jakiż ja nawyk sobie stworzyłam.

No i przestałam biegać. Moje ciało od razu zauważyło brak ruchu, a ja od razu zauważyłam zmiany w moim ciele. Tu grubiej, tam dziurka, a tu wałek!!!???

Zapytałam raz nawet Marcina, stojąc przodem do lustra i widząc dziwny ślad na moim brzuchu: Misiek co ja tutaj mam? Na co mój mąż niewzruszenie odparł: no pewnie jakiś ślad po wałku. Po czym?! - pytam. No po wałku tłuszczu - wyjaśnił. Stanęłam bokiem do lustra zgięłam się w pół i OMG!!!! Jest wałek!!!. Pogładziłam się po nim i mówię do Marcina: bardzo Cię przepraszam, że zwracałam Ci uwagę na coś, co sama mam, a do siebie powiedziałam: kocham Cię.

No powiem Wam - łatwo nie było, bo zamiast siebie zwalczać należy siebie pokochać, ale od czego jest medytacja. Bardzo pomogła (jak zawsze) i szybko porządkowałam z pomocą ćwiczeń bałagan w głowie.

Obecnie co poranek idę nordikiem! Oglądam przyrodę, ćwiczę/medytuję, dłubie w nosie - choć trudno, bo ręce mam zajęte, robię różne rzeczy. Jak będę miała ochotę to pobiegnę, a jak nie będę miała ochoty, to wcale nie ruszę się z domu.

Bo wiecie co: nic w tym życiu nie trzeba, a można wszystko :-)


Dzięki Wielkie za przeczytanie.

Kochani zapraszam tych którzy chcą :-) Tych którzy mają ochotę :-)  Tych którzy muszą, zapraszam zwłaszcza, zrozumieją podczas trzech dni, że mogą :-) na Fit Weekend !!!

Do 15 go września obowiązuje cena First Minute - 497 zł !!! 
To aż 182 zł Gratis!!! Pełna informacja tutaj




2 komentarze:

  1. Świetnie powiedziane! Nic nie musimy, a możemy wszystko! To jest właśnie szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wielkie za przeczytanie i refleksje. Pozdrawiam Dorota

      Usuń